Magazyn piłkarski NewsyChelsea pod nowym wodzem zmierzy się z rozpędzoną Arsenalem.

Chelsea pod nowym wodzem zmierzy się z rozpędzoną Arsenalem.

Jarosław Kowalski

Nadchodzą emocje w Carabao Cup, gdzie na przeciw siebie staną ekipy Chelsea i Arsenalu, obie zmagające się z własnymi, choć odmiennymi, problemami kadrowymi i taktycznymi. Nowy trener The Blues, Enzo Maresca, rozpoczął swoją przygodę od zwycięstwa, ale czy uda mu się powtórzyć sukces przeciwko faworyzowanej kanonierom Mikela Artety? To starcie zapowiada się na prawdziwy test charakteru dla obu menedżerów i ich wizji futbolu na Stamford Bridge.

Chelsea pod nowym wodzem zmierzy się z rozpędzoną Arsenalem.

Odrodzenie The Blues pod wodzą Roseniora: Czy to już ten moment?

Odejście Enzo Mareski otworzyło drzwi dla Liama Roseniora, a jego debiut wywołał pewne poruszenie. Ostatnie zwycięstwo Mareski, choć było to skromne 3:1 przeciwko Cardiff, które zapewniło awans do półfinału, wydaje się odległe w obliczu zmian, które zaszły w klubie. Rosenior, człowiek, któremu powierzono misję pchnięcia Chelsea o krok dalej, od razu pokazał, że ma świeże spojrzenie. Jego pierwsze spotkanie, mimo że odbyło się przeciwko Charltonowi z Championship, okazało się imponujące. Rosenior dokonał czegoś, czego nie potrafił żaden menedżer od czasów Antonio Conte w 2016 roku – wygrał swój pierwszy mecz o stawkę.

Co ciekawe, już teraz widać zarys jego taktycznego blueprintu. Obserwowaliśmy Jorrel Hato operującego na pozycji numer dziesięć w fazie posiadania piłki – co za odważna decyzja! Mieliśmy wręcz momenty, w których bramkarz Filip Jörgensen zachowywał się wyżej na murawie, co jest znakiem rozpoznawczym stylu Roseniora z jego czasów w Strasbourgu. Hato, notując przy tym swój najlepszy występ w koszulce Chelsea, otworzył wynik spotkania pięknym wolejem. Oczywiście, Arsenal to zupełnie inna para kaloszy niż Charlton, ale ten przebłysk to zalążek czegoś obiecującego.

Arsenal na rozdrożu: Problem z „dziewiątką” i powrót skrzydłowych

Dla Arsenalu, droga przez ćwierćfinał była koszmarem – potrzebowali gola samobójczego Maxence’a Lacroix oraz serii rzutów karnych, w której Francuz spudłował decydującego, by przejść dalej. Mimo tych problemów, drużyna Mikela Artety wchodzi w starcie z Chelsea jako faworyt. Jednak największym problemem Kanonierów jest formacja ofensywna i postawa ich nominalnego napastnika.

W połowie stycznia już naprawdę trudno jest znaleźć racjonalne wytłumaczenie, dlaczego Viktor Gyökeres nie strzela goli z taką regularnością, jakiej oczekiwali kibice. Istnieją głosy, które od początku twierdziły, że transfer ten nie wypali, a forma Szweda jest niepokojąca – jego ostatni gol z gry padł przeciwko Burnley na początku listopada. To po prostu nie jest wystarczające.

Na szczęście dla Artety, Gabriel Jesus wraca do formy po swojej druzgocącej kontuzji więzadła krzyżowego. Jesus w czterech z pięciu ostatnich meczów we wszystkich rozgrywkach wchodził z ławki rezerwowych, zmieniając właśnie Gyökeresa, i wniósł znacznie więcej. Nie tylko zdobył bramkę, ale po prostu wygląda na gracza, który jest na tyle szybki i zgrany z resztą kolegów, podczas gdy szwedzki międzynarodowy zawodnik sprawia wrażenie ociężałego i wolnego. Do tego dochodzi powrót Kaia Havertza po długiej przerwie. Arteta staje przed trudnymi wyborami: czy stracić wiarybodzę w zawodnika, na którego postawiono, by strzelał bramki, ale traci formę, czy jednak postawić na potencjalnie progresywny ruch w tył? Będziemy obserwować.

Kadrowe szachy: Kto wypadnie, a kto wróci na murawę?

Sytuacja kadrowa w Chelsea to klasyczna mieszanka problemów, które definiują ich sezon. Niespodzianka? Nie aż tak duża – Moisés Caicedo zdołał się zawiesić na to spotkanie. Choć standardowo pojedyncze żółte kartki są kasowane przed ćwierćfinałami, ten zawodnik ma na koncie kartonik otrzymany w meczu z Cardiff i z tego powodu jest wykluczony. Dodatkowo, Marc Cucurella odbywa drugi mecz z trzech, nałożonych za czerwoną kartkę z porażki 2:1 z Fulham – to po prostu jest opowieść tego sezonu The Blues.

Co ważniejsze, Liam Rosenior w swojej pomeczowej konferencji ujawnił, że Reece James, Cole Palmer i Malo Gusto zostali wycofani ze składu z powodu obaw o stan fizyczny. Palmer pozostaje sporym znakiem zapytania, lecz James i Gusto mogą wrócić do gry. Z pozytywnych wieści, Dário Essugo pojawił się z powrotem w kadrze meczowej po raz pierwszy od sierpnia, choć Roméo Lavia (udo) i Levi Colwill (ACL – zerwanie więzadła krzyżowego) wciąż są daleko od powrotu na murawę.

Arsenal również ma powracających graczy. Jak wspomniano, Havertz jest gotowy i może zagrać przeciwko swojemu byłemu pracodawcy, choć osobiście bylibyśmy zdziwieni, gdyby zagrał od pierwszej minuty tuż po powrocie po tak poważnej kontuzji. Ich kryzys w defensywie nie jest już tak dotkliwy, jak miesiąc temu. Riccardo Calafiori (mięsień), Piero Hincapié (ścięgno podkolanowe) i Cristhian Mosquera (kostka) są blisko powrotu, ale ten mecz najprawdopodobniej nadejdzie dla nich za wcześnie. Największym pechowcem pozostaje Max Dowman, którego powrót po urazie kostki przewidywany jest dopiero na początek lutego.

Ostateczna prognoza: Kanonierzy zbyt mocni na wczesną rewolucję

Mówiąc szczerze, Rosenior miał spore szczęście, że jego debiut przypadł na Charlton; to wyglądało niemal jak celowe zabieg. Jednak Arsenal, nawet w swojej obecnej, nieco „poszarpanej” formie, to ekipa o kilka półek wyższa niż kogokolwiek w Anglii w tym momencie. Oczekujemy, że Kanonierzy wykorzystają swoją przewagę jakości w ataku, nawet jeśli Gyökeres będzie musiał usiąść na ławce. Chelsea, mimo entuzjazmu nowego menedżera i być może powrotu kluczowych obrońców, będzie musiała jeszcze poczekać na przełamanie arsenału. Stawiamy na pewne, choć może nie spektakularne, 2:0 dla gości.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment