Chelsea poniesie kolejną porażkę z Manchesterem City w finale pucharu.

Napięcie w Chelsea wisi w powietrzu, a kolejna zmiana trenera nie przyniosła spodziewanego odrodzenia formy. Zespół The Blues balansuje na krawędzi kryzysu, a zbliżający się mecz z Manchesterem City wcale nie zapowiada odwilży.

Zmiana warty na Stamford Bridge: Czy to już za późno, by ratować sezon?

Fatalna passa siedmiu porażek z rzędu przeciwko czołówce ligi ostatecznie pogrzebała krótkotrwałą erę Liama Roseniora na ławce trenerskiej Chelsea. Z raptem miesiącem do końca kampanii, zarząd postawił na sprawdzonego (choć tymczasowego) ratownika – Caluma McFarlane’a. Interim zdołał co prawda wywalczyć emocjonujący awans do finału Pucharu Anglii po minimalnym zwycięstwie nad Leeds United, ale późniejsza kompromitująca porażka z walczącym o utrzymanie Nottingham Forest i frustrujący remis z osłabionym Liverpoolem nie zrobiły nic, by rozwiać narastające obawy o dyspozycję całego kolektywu. Ostatnie trzy miesiące to dla Chelsea pasmo rozczarowań: jedynymi zwycięstwami były te nad Aston Villą, Wrexham, Port Vale i wspomnianym Leeds. W międzyczasie londyńczycy zanotowali dziewięć porażek, z czego ponad połowa zakończyła się stratą co najmniej trzech bramek. To obraz głębokiego kryzysu, a nie przejściowych problemów.

Man City – Nieprzekraczalna bariera: Horror na statystyki

Dla Chelsea, perspektywa starcia z Manchesterem City jest niczym zmierzenie się ze ścianą. Statystyki nie kłamią: The Blues nie zaznali smaku zwycięstwa nad Obywatelami od blisko pięciu lat. Ostatni triumf nad ekipą Pepa Guardioli miał miejsce w najbardziej prestiżowym momencie – w finale Ligi Mistrzów w 2021 roku. Od tamtej pory w dziesięciu spotkaniach zanotowali zaledwie trzy remisy i dziesięć porażek. Co prawda, McFarlane pamięta jeszcze jeden remis przeciwko Manchesterowi, ratowany kuriozalnym trafieniem Enzo Fernándeza w doliczonym czasie gry w trakcie jego pierwszego epizodu jako tymczasowy szkoleniowiec, ale pozostałe cztery starcia w ostatnich dwóch sezonach padły łupem City. Manchester City, dziesięciokrotny mistrz Anglii, prezentuje się w tej chwili wręcz nieugięcie, wygrywając osiem z ostatnich czterech spotkań i remisując tylko raz. Co więcej, dzięki wygranej nad Crystal Palace, gdzie Guardiola odpoczywał część swoich gwiazd, zmęczenie nie powinno stanowić dla nich problemu, a na Wembley zagrają o historyczny, czwarty z rzędu finał męskiego Pucharu Anglii.

Absencje i Talenty: Kto rozstrzygnie losy Pucharu?

Sytuacja kadrowa Chelsea wydaje się być stabilniejsza, co daje pewien promyk nadziei. Robert Sánchez, Alejandro Garnacho i Pedro Neto powrócili do treningów po drobnych urazach. To oznacza, że na liście "poważnie kontuzjowanych" pozostali jedynie rewelacyjny Estêvão i Jamie Gittens. Z kolei Manchester City może świętować niemal pełną dostępność składu. Jedynym poważnym znakiem zapytania pozostaje Rodri, który narzeka na uraz pachwiny.

Wśród kluczowych graczy Chelsea, powrót Reece’a Jamesa po kolejnej kontuzji mięśnia dwugłowego z zeszłego weekendu może mieć fundamentalne znaczenie. Będzie on prawdopodobnie kluczowy w defensywnym boju z dynamicznym Jérémy'm Doku. João Pedro z pewnością będzie chciał zwieńczyć swój najlepszy sezon strzelecki spektakularnym występem w najważniejszym meczu, a wizja Cole’a Palmera zdobywającego bramki przeciwko byłemu klubowi zawsze elektryzuje.

Po stronie Obywateli, Nico O’Reilly objawił się jako niespodziewany bohater ważnych meczów, powtarzając swoje wyczyny z finału Pucharu Ligi Angielskiej. Rayan Cherki zaimponował dwiema asystami w ostatnim starciu tych drużyn miesiąc temu, a Erling Haaland, który wówczas nie trafił do siatki, z pewnością będzie palił się do strzelenia swojego pierwszego gola w karierze przeciwko Chelsea w rozgrywkach pucharowych.

Werdykt: Czas na historyczne rozczarowanie?

Choć piłkarze Chelsea z pewnością będą chcieli podzielić się ze swoimi rywalami "rekordem" trzech kolejnych porażek w finale FA Cup, patrząc realistycznie na obecną dyspozycję, trudno przewidzieć scenariusz, w którym byliby w stanie pokonać rozpędzony i zmotywowany Manchester City, a tym samym zapobiec kolejnej smutnej statystyce w ich annałach.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.