Chelsea traci punkty, Arsenal ma swojego "prawdziwego" Gyökeresa.

Nastroje wokół The Blues są mieszane, a ich forma przypomina słynne powiedzenie Gennaro Gattuso: „czasem może być dobrze…”. Z drugiej strony mamy Kanonierów, którzy po pewnym kryzysie znów odzyskują animusz, zwłaszcza po kanonadzie w Północnym Londynie.

Chelsea: Saga punktowej amnezji i koszt popełnianych kardynalnych błędów

Patrząc na aktualną tabelę, trudno uwierzyć, że Chelsea straciła oszałamiające 19 punktów, prowadząc w meczach ligowych w tym sezonie. Co bardziej szokujące, 17 z tych punktów wyfrunęło w powietrze na Stamford Bridge. To jest statystyka, która krzyczy o głębokim problemie mentalnym lub taktycznym. Gdyby The Blues potrafili utrzymać przewagi, mielibyśmy szansę oglądać ich obecnie, a nie Arsenal, na czele ligowej hierarchii.

Z drugiej strony, spekulacje o „zrzuceniu przez Mikela Artetę korony” ucichły po pogromie 4:1 na Tottenhamie. Jednak ta narracja z pewnością powróci, jeśli Kanonierzy potkną się na trudnym terenie nadchodzącego rywala.

Dyscyplina – młodość usprawiedliwieniem czy ciążącym brzemieniem?

Warto powtarzać do znudzenia: „brak doświadczenia” przestaje być wystarczającą wymówką dla Chelsea. Owszem, posiadają najmłodszą kadrę w Premier League, ale to nie tłumaczy sześciu czerwonych kartek w sezonie. To jest po prostu nieakceptowalne i na poziomie egzekucyjnym – katastrofalne.

Postawmy sprawę jasno: Wesley Fofana, najnowszy delikwent, dosłownie podrzucił swoich kolegów pod autobus. Prowadząc 1:0 z Burnley, drużyną realnie zagrożoną spadkiem, Francuz zobaczył drugą żółtą kartkę i mecz kompletnie się odwrócił, a Chelsea znów pozwoliła na utratę punktów. Jak zauważył analityk Alex Roberts, cytując nieformalnie ducha dyscypliny w klubie: > A lot can be said about the squad that has been built by the ownership over the past few years, especially when Chelsea’s pre-tax loss this financial year is the WORST in English football history. They simply won’t be winning any major trophies if they don’t sort their discipline.

Trzeba tu wspomnieć o finansach. Rekordowe straty brutto w historii angielskiego futbolu – to jest obciążenie, które wymaga natychmiastowych sukcesów na boisku, a nie ciągłej lekcji opanowania emocji. Z taką liczbą wykluczeń, trofea pozostaną jedynie odległym marzeniem.

Czy Viktor Gyökeres faktycznie jest „prawdziwym” transferem Arsenalu?

Dla kibiców Kanonierów nadszedł moment prawdy w kontekście Gabriela Jesusa i, co ważniejsze, Viktora Gyökeresa. Po okresie adaptacji, najnowszy nabytek ze Sportingu (choć w kontekście artykułu to Mikel Arteta i Arsenal, a nie zawodnik ze Sporting, który miał być przedmiotem analizy, więc musimy założyć, że Gyökeres z jakiegoś powodu jest powiązany z Kanonierami w tej analizie kontekstowej, być może jako kluczowy element rywalizacji z Liverpoolem wspomnianym później) zaczyna pokazywać to, za co został sprowadzony: niesamowitą determinację i instynkt strzelecki.

Jego występ przeciwko Spurs był, być może, najlepszy od momentu przybycia na Emirates. Dwa gole przy generowanym xG zaledwie 0.32, 41 kontaktów z piłką i pięć wkładów defensywnych – to statystyki niemalże podręcznikowe. Obecnie, jeśli przyjmiemy założenie z analizy, Gyökeres dorównuje bramkami w Premier League Hugo Ekiteke z Liverpoolu, piłkarzowi powszechnie uważanemu za udany transfer przez ekspertów. Niezależnie od tego, czy jesteśmy gotowi na tę konfrontację, faktem jest, że ten transfer dla Arsenalu zaczyna wyglądać na udany interes.

Konfrontacja gigantów: Sytuacja kadrowa przed hitem

W przededniu tego starcia, obie ekipy mierzą się z typowymi problemami kadrowymi, choć w różnym natężeniu.

U Kanonierów lekki niepokój wzbudziło zejście Bukayo Saki pod koniec derbów Północnego Londynu, ale fakt, że świętował z drużyną po meczu, daje spore nadzieje na jego udział. Jeśli nie będzie gotów, Noni Madueke może stanąć naprzeciw byłego klubu. Mikel Arteta nie ma jednak poważnych zmartwień; Kai Havertz (uraz mięśniowy) jest wątpliwy, a Ben White (stłuczenie), Max Dowman (kostka) i Mikel Merino (stopa) pozostaną poza kadrą.

Chelsea boryka się z konsekwencjami własnych błędów. Fofana naturalnie pauzuje za czerwoną kartkę; być może po prostu nie miał ochoty grać. Dłuższa lista kontuzjowanych to Levi Colwill (zerwanie więzadła krzyżowego – to poważne), Filip Jorgensen (stłuczenie), Marc Cucurella (ścięgno podkolanowe), Dário Essugo (mięsień) oraz Jamie Gittens (mięsień). Ta lista pokazuje, jak głębokie problemy z rotacją i stabilnością defensywy mają The Blues.

Prognoza: Przewidywalny scenariusz dla The Blues

W przypadku niemal każdego meczu Chelsea w obecnym sezonie, schemat jest niemal identyczny. Wyprowadzają akcję, często zdobywają w niej prowadzenie, a następnie dochodzi do pewnego rodzaju mentalnego pęknięcia.

Dlatego idziemy nieco głębiej niż standardowa estymacja wyniku: przewidujemy, że Chelsea wyjdzie na prowadzenie w pierwszej połowie. To jest ich znak rozpoznawczy. Jednak Arsenal, napędzany świeżą pewnością siebie po zwycięstwie nad Spurs, zdoła się podnieść, wykazać większą odporność i ostatecznie triumfować, wygrywając spotkanie wynikiem 3-1. To będzie kolejny dowód, że w futbolu, zwłaszcza na najwyższym poziomie, dyscyplina i stabilność cenna jest bardziej niż potencjał chwilowej przebłysku geniuszu.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.