Czy Viktor Gyökeres jest największą pomyłką transferową Arsenalu w erze Artety, czy czeka nas nagły zwrot akcji w jego karierze na Emirates? Po transferze za 64 miliony funtów, Szwed, który ośmieszał ligę portugalską, ostatnio zawodzi, a odliczanie do potencjalnego sukcesu ligowego Kanonierów wydaje się coraz głośniejsze. Czy to właśnie brak „dziewiątki” z instynktem Pippo Inzaghiego hamuje mentalny powrót Arsenalu na szczyt?

Czy 64-milionowy transfer stał się balastem, gdy liczą się punkty?
Viktor Gyökeres miał być tą brakującą układanką, ostatecznym elementem, który zwieńczy mistrzowskie aspiracje Arsenalu pod wodzą Mikela Artety. Ostatnie miesiące, a zwłaszcza ostatnie dziesięć spotkań, w których Szwed wpisał się na listę strzelców tylko raz, sugerują coś zupełnie odwrotnego. Ostatnim napastnikiem Arsenalu, który przekroczył magiczną granicę 20 goli w sezonie, był przecież Pierre-Emerick Aubameyang. Choć postęp pod wodzą Artety jest niezaprzeczalny, kibice wciąż czują, że do elitarnego poziomu brakuje tej solidnej, niezawodnej egzekucji w polu karnym.
Letni transfer Gyökeresa budził ogromne emocje. Arsenal rozważał opcje takie jak Benjamin Šeško czy Ollie Watkins, by w końcu postawić na zawodnika, który sezon wcześniej zanotował kosmiczne 54 bramki dla Sportingu CP. Za 64 milionów funtów klub z północnego Londynu pozyskał jednego z najbardziej płodnych strzelców w Europie. Ku rozczarowaniu fanów, w Premier League ten potencjał pozostaje uśpiony. Napastnik sprawia wrażenie, jakby był wyjęty z kontekstu, momentami jego ruchy wydają się niezsynchronizowane z kolegami, a innym razem zaskakuje biernością, gdy oczekuje się od niego natychmiastowej reakcji w „szesnastce”.
Choć Arteta bagatelizuje nacisk na indywidualne statystyki, powtarzając, że wolałby rozkład goli na cały zespół, to przecież nikt nie kupuje napastnika tej klasy za taką kwotę, by nie oczekiwać stałego dopływu bramek. Pytanie zatem brzmi: jeśli nie dla goli, to po co Arsenal sprowadził Gyökeresa?
Wielki powrót: Jesus i Havertz za plecami Szweda
Sytuacja na pozycji numer dziewięć staje się dynamiczna i z pewnością nie ułatwia Gyökeresowi odzyskania pewności siebie. Gabriel Jesus, powracający po kontuzji, otrzymuje coraz więcej minut gry, a jego występ w Pucharze Anglii przeciwko Portsmouth sugeruje, że Arteta chce szybko przywrócić Brazylijczyka do optymalnej formy meczowej. Co więcej, na horyzoncie majaczy powrót Kaia Havertza, który po poważnej kontuzji kolana z pierwszego dnia sezonu melduje się z ławki rezerwowych, jak miało to miejsce w meczu z Portsmouth.
Wielu ekspertów i analityków przewiduje, że Havertz, mimo wcześniejszej krytyki dotyczącej braku „zimnej krwi” przed bramką – co notabene było głównym powodem sprowadzenia Szweda – może zająć miejsce Gyökeresa w podstawowej jedenastce. Paradoksalnie, nieobecność Niemca pozwoliła fanom dostrzec i docenić jego wszechstronność w budowaniu akcji. Teraz powrót Havertza to bezpośrednia konkurencja dla 64-milionowej inwestycji.
Mikel Arteta stara się łagodzić nastroje, podkreślając mentalne podejście napastnika. Trener Kanonierów stwierdził:
„Nie zamierzamy zmieniać chęci Viktora, jego nastawienia, etyki pracy czy tego, jak bardzo pragnie strzelać gole, tylko dlatego, że ma przed sobą rywala, z powodu okoliczności”
I dodał, z nutą optymizmu:
„Czasami elementem szczęścia we zdobywaniu bramek jest też energia, która musi iść po twojej stronie. I to przyjdzie. Dobrą rzeczą jest to, że zespół spisuje się naprawdę dobrze i wygrywa mecze”.
Fenomenalna forma zespołu a marginalne zyski z transferu
Arteta ma rację, wskazując na znakomitą formę, w jakiej obecnie znajduje się jego zespół. Po bolesnej porażce z Aston Villą na początku grudnia, Arsenal nie przegrał ani jednego spotkania, a obecnie cieszy się sześciopunktową przewagą na szczycie tabeli Premier League. Drużyna gra na wielu frontach z imponującą skutecznością – są jedyną ekipą z kompletem zwycięstw w fazie grupowej Ligi Mistrzów, notując spektakularne triumfy nad gigantami jak Atlético Madryt i Bayern Monachium.
Większość letnich transferów okazała się strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o wzmocnienie całego kolektywu. Martin Zubimendi idealnie wpasował się w linię środkową, Noni Madueke dostarcza opcji na skrzydłach, a tacy gracze jak Piero Hincapié czy Cristhian Mosquera dodali głębi obronie. Nawet Martin Ødegaard wrócił do formy bliskiej optymalnej po trudniejszym okresie w 2025 roku, a Declan Rice jest już uznawany za jednego z najlepszych defensywnych pomocników na świecie. Gabriel Magalhães i William Saliba tworzą prawdopodobnie najlepszy duet stoperów w lidze.
Jednak filozofia Artety opiera się na maksymalizacji każdego możliwego zysku, każdej marginalnej przewagi. I tu właśnie pojawia się największy dylemat związany z Gyökeresem. Szwed dysponuje atrybutami fizycznymi niezbędnymi do dominacji na najwyższym poziomie, a jego dorobek w Portugalii potwierdzał jego instynkt snajpera. Na razie ten potencjał, ten „game-changer”, pozostaje w cieniu, a Arsenal musi polegać na bramkach rozłożonych na resztę składu, by utrzymać przewagę. Przeciążanie zespołu poleganiem na bramkach pomocników i skrzydłowych, gdy na ławce siedzi tak drogocenny napastnik, to ryzyko, na które Kanonierzy nie będą mogli pozwolić sobie w decydującym sprincie do mistrzostwa.