Czy Florian Wirtz odnajdzie formę na Etihad?

Wkroczenie do Anfield po transferze za gigantyczne pieniądze często wiąże się z niesamowitą presją, a przypadek młodego Niemca, który miał być katalizatorem pozytywnej zmiany, jest tego doskonałym przykładem.

Czy Florian Wirtz to już "flop"? Szara strefa między gigantycznym sukcesem a rozczarowaniem

Przejście do nowego klubu, adaptacja do nowej ligi, nowego systemu i nowej drużyny – to wyzwania, które potrafią złamać nawet najbardziej utalentowanych graczy. W przypadku Floriana Wirtza, który przeniósł się do Liverpoolu po erze sukcesów i w trakcie, jak źródła określają, "kryzysu tożsamości" klubu pod wodzą nowego menedżera, Arne Slota, sprawa się skomplikowała. Przez 22 mecze w barwach The Reds, ten były zawodnik Bayeru Leverkusen nie potrafił znaleźć drogi do siatki. Media i neutralni obserwatorzy, nie biorąc pod uwagę chaosu systemowego, szybko wydali wyrok: transfer o zawrotnej kwocie nie uzasadniał dotychczasowych statystyk. Brak goli, brak asyst – dla wielu to definicja finansowej porażki. Jak zauważył Sam McGuire, spekulowano, że Slot "naprawdę nie wiedział, jak wydobyć z niego to, co najlepsze", testując go na każdej możliwej pozycji – od ofensywnego pomocnika, przez lewe skrzydło, a nawet w podwójnym pivocie, gdy zespół desperacko gonił wynik.

Wielkie oczekiwania, dyktowane wygórowaną ceną, a potem długi okres ciszy bramkowej, sprawiły, że Wirtz znalazł się w kuriozalnej sytuacji. The Athletic podsumował to trafnie, stwierdzając: „nie był na tyle dobry, by określić go definitywnym sukcesem, ale nie na tyle zły, by spisać go na kompletne niepowodzenie”. To balansowanie na cienkiej linii jest trudne dla zawodnika, który przyzwyczaił nas do błyskotliwości.

Ukryte metryki sukcesu: Czy samobójstwo strzeleckie to cała historia?

Zarzucono mu brak spektakularnych liczb, ale czy w dzisiejszym futbolu, gdzie statystyka kreuje narrację, patrzymy na właściwe wskaźniki? Wirtz został sprowadzony, by wypełnić "kreatywną pustkę" pozostawioną przez Trenta Alexandra-Arnolda. I tu, patrząc głębiej w dane, obraz staje się znacznie jaśniejszy. Wirtz zajmuje drugie miejsce w zespole pod względem stworzonych szans. Identyczna pozycja przypada mu w kategorii Oczekiwanych Asyst (xA), a wraz z innymi zajmuje drugie miejsce pod względem xA na 90 minut. Transfer się udał – problemem nie jest kreowanie, lecz to, co działo się potem. Jak argumentuje analiza, nie jest winą Niemca to, że jego koledzy z drużyny nie potrafili skutecznie zamienić tych szans na bramki.

Oczywiście, z perspektywy kibica, napastnicy i ofensywni pomocnicy są oceniani przez pryzmat goli. Wirtz zdobył zaledwie cztery bramki w Premier League w tym sezonie, mimo że jego Expected Goals (xG) wyniosło 5.73. Na pierwszy rzut oka, to wygląda na fatalne wykończenie. Jednak gdy przyjrzymy się wskaźnikowi xG na Celny Strzał (xGOT), który wynosi 5.75, nagle zaczynamy dostrzegać element pecha. Wirtz celnie strzela tak często, jak statystycznie powinien, ale piłka uparcie omija bramkę. W zeszłym sezonie jego liczby były idealnie zbieżne z jego potencjałem. Tym razem, po prostu, szczęście mu nie sprzyjało. On tworzy sytuacje i jest zagrożeniem pod bramką – po prostu nie robi tego tak często, jak byśmy chcieli.

Etap Odkupienia: Konfrontacja z Manchesterem City jako poligon doświadczalny

W futbolu narrację zmienia jeden, fenomenalny występ. Jedno "show-stopper" w spotkaniu o podwyższonej stawce potrafi momentalnie odwrócić percepcję całego sezonu. Dla Floriana Wirtza idealna okazja nadarza się w najbliższy weekend, kiedy The Reds udają się na Etihad, by zmierzyć się z Manchesterem City w ćwierćfinale Pucharu Anglii. Liverpool ma niekorzystną historię na tym stadionie – od słynnego zwycięstwa 4:1 w 2015 roku, odnieśli tam zaledwie dwa triumfy we wszystkich rozgrywkach.

Jeżeli Wirtz zdołałby zdominować mecz na Etihad i zanotować występ na miarę Zawodnika Meczu, publiczna dyskusja natychmiast przestałaby dotyczyć słupków i okienek, a zaczęłaby koncentrować się na mistrzowskiej wizji. Co więcej, jego forma w reprezentacji narodowej sugeruje, że jest gotów na taki pokaz siły. Ostatnio „ukradł show” podczas zwycięstwa Niemiec 4:3 ze Szwajcarią, angażując się we wszystkie cztery bramki – strzelając dwie i notując dwie asysty.

Liverpool desperacko potrzebuje tej wersji Wirtza, jeśli chce zakończyć sezon w dobrym stylu, zwłaszcza, że inni kluczowi gracze bywają nieskuteczni. Na przykład Hugo Ekitike, mimo 11 ligowych goli, zdobył zaledwie dwa po Nowym Roku. Jeśli Liverpool ma wyeliminować Obywateli na ich terenie, to właśnie odmagiczna gra kreatywna Wirtza będzie decydująca.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.