Ekspert ostrzega: Liverpool musi wygrywać, bo trudne mecze Premier League nadchodzą.

W Liverpoolu zapanował optymizm, ale ekspert ostrzega: Szczęśliwy okres kalendarza się kończy i nadchodzą testy, które mogą zrujnować marzenia o europejskich pucharach. Czy The Reds zdążą okopać się na pozycji gwarantującej Ligę Mistrzów, zanim na ich drodze staną giganci Premier League?

Czy Liverpool utrzyma rozpęd, nim nadejdzie "armagedon" terminarza?

„Musisz kuć żelazo, póki gorące,” – te słowa, wypowiedziane przez eksperta Davida Lyncha, idealnie oddają sytuację Liverpoolu na starcie nowego roku. Po okresie, który Lynch określa jako „nieco łatwiejszy” po koszmarnym początku sezonu, nadchodzą mecze, które zweryfikują ambicje drużyny Arne Slota. Najbliższe tygodnie to wyścig z czasem, by zbudować solidną poduszkę punktową przed nadejściem trudniejszych rywali.

Początek roku to starcie z Leeds United na Anfield – to szansa na piąte zwycięstwo z rzędu we wszystkich rozgrywkach i czwarta wygrana ligowa pod rząd. Taka seria, jak podkreśla Lynch, jest absolutnie kluczowa. Zwycięstwo nad Leeds postawiłoby The Reds pięć punktów przed walczącymi o Top 4 Chelsea i Manchesterem United, a co ważniejsze, zredukowałoby stratę do trzeciej Aston Villi do zaledwie czterech oczek. To matematyka daje wiarę, ale rzeczywistość boiskowa bywa brutalna.

Lynch nie owija w bawełnę, wskazując na zbliżające się niebezpieczeństwo: „Ten mecz z Arsenalem jest tuż za rogiem i jest to taki mecz, w którym z dużą łatwością można zobaczyć Liverpool tracący punkty. Jeśli Chelsea i Man United wygrają w ten weekend, nagle scenariusz się odwraca i znajdujesz się w zupełnie innej sytuacji.” Mówimy tu o brutalnej sile Premier League – nie można sobie pozwolić na potknięcia, gdy rywale depczą po piętach. Liverpool musi walczyć o każdy punkt właśnie teraz, zanim na ich drodze staną takie wyzwania jak starcia z Arsenalem na Emirates 8 stycznia, a później mecze z Newcastle United i Manchesterem City w kolejnych czterech ligowych potyczkach.

Pułapka z przeszłości: Jak zatrzymać niepowstrzymanego napastnika?

Ostatnie spotkanie z Leeds, które zakończyło się remisem 3:3, było wyraźnym sygnałem ostrzegawczym. Był to mecz, w którym Liverpool musiał „trzymać się kurczowo”, by wywalczyć choćby punkt. Kluczową postacią był wówczas napastnik Leeds, Dominic Calvert-Lewin. Jego „fizyczność okazała się trudna do zniesienia” w ostatnich tygodniach, a piłkarz ten potrafił trafiać do siatki w sześciu kolejnych meczach.

Czy The Reds są przygotowani na powtórkę? Lynch sugeruje, że problem leży w specyficznej słabości, która nęka Liverpool od dłuższego czasu: fragmenty gry. „Można powiedzieć, że gdyby Calvert-Lewin nie strzelił wtedy rzutu karnego, wynik mógłby być inny. Tego samego można by powiedzieć, gdyby Liverpool nie stracił bramki ze stałego fragmentu gry, co jest obecnie ogromną słabością i czymś, w czym [Calvert-Lewin] jest silny.”

To jest sedno sprawy. Zespół Liverpoolu stracił Adriana Briggsa, trenera od stałych fragmentów gry, co jest symptomatyczne. Po 18 kolejkach ligowych The Reds stracili aż 12 bramek ze stałych fragmentów gry (nie licząc karnych) – to najgorszy bilans w lidze. Jeśli Liverpool ma wygrać z Leeds „komfortowo”, jak sugeruje ekspert, musi priorytetowo potraktować obronę przy narożnikach i rzutach wolnych. Jeśli uda im się utrzymać czyste konto i uniknąć szalonych rzutów karnych, szanse na trzy punkty znacząco rosną. Czy nowy plan taktyczny na zamknięcie tylnej szafy zadziała natychmiast? To będzie fascynujące obserwować.

Kto pociągnie wózek, gdy wielkie gwiazdy siedzą na ławce?

Wielosezonowa tendencja Liverpoolu do poświęcania części ofensywnej gry na rzecz poprawy defensywy jest widoczna, szczególnie w obliczu plagi kontuzji. Brak kluczowych graczy, takich jak Mohamed Salah, to ogromny problem dla każdego menedżera. Tymczasem w ataku pojawiają się nowe twarze i ci, którzy wracają do zdrowia, muszą szybko wejść na pełne obroty.

David Lynch, mimo wszystko, pozostaje optymistą co do siły ofensywnej aktualnie dostępnych graczy. „Florian Wirtz zaczyna klikać, Ekitike to ogromne zagrożenie. Mają Gakpo z powrotem jako opcję,” – wylicza ekspert i dodaje, że Frimpong również wnosi swój wkład, a Dominik Szoboszlai wraca do gry. Kluczowe jest to, że Wirtz, który zdobył swoją pierwszą bramkę dla klubu w wygranym meczu z Wolverhampton, wygląda na coraz bardziej zaadaptowanego do realiów Premier League.

Pytanie brzmi: czy ta mieszanka zaangażowania, powracających talentów i nowych graczy wystarczy, by rozbić Leeds United bez większego wysiłku? Lynch ma nadzieję: „Naprawdę sądzę, że jest to mecz, który Liverpool może wygrać komfortowo. Mają potencjał pokonać Leeds 3:0, ale muszą poprawić się w kwestii stałych fragmentów gry.” To obietnica wysokiego rezultatu oparta na przekonaniu, że poprawa w obronie, wynikająca z koncentracji na tej sekcji gry, przełoży się na większą swobodę dla atakujących.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.