Ekspert: Sace brakuje "eksplozywności" przed hitem z Liverpoolem.
Napięcie rośnie przed starciem gigantów Premier League, gdzie Arsenal ma szansę znacząco powiększyć przewagę nad Liverpoolem. Kluczową postacią dla Kanonierów jest Bukayo Saka, czarujący skrzydłowy, który kroczy po historyczny wyczyn na Emirates.
Czy Saka traci "wybuchowość" przed hitem z Liverpoolem?
Bukayo Saka w tym sezonie kontynuuje imponującą serię, napędzając ofensywę podopiecznych Mikela Artety. Zwycięstwo nad Bournemouth 3:2, choć nerwowe, utrzymało Arsenal na prowadzeniu, a Saka zanotował swój dziewiąty wkład bramkowy w lidze, asystując przy golu Declana Rice'a. Eksperci są zgodni – 24-latek podnosi swój poziom, ale pojawiają się pytania o fizyczność.
Co więcej, przed nadchodzącym spektaklem z Liverpoolem, Saka ma szansę na wejście do annałów klubu. Jeśli trafi do siatki The Reds na Emirates, zostanie pierwszym piłkarzem Arsenalu, który strzeli bramkę w czterech kolejnych ligowych meczach domowych przeciwko tej samej drużynie (trafiał w sezonach 2022/23, 2023/24 i 2024/25). To historyczny potencjał, ale Charles Watts, znany komentator, wskazał na pewien deficyt.
Watts w rozmowie ze Sports Mole przyznał, że oczekiwania wobec Saki są astronomicznie wysokie. Jego słowa jasno pokazują perspektywę: „Jeśli to ma być postrzegane jako rozczarowujący sezon dla Saki, to tylko pokazuje, jak dobrym jest piłkarzem. Wnosi swój wkład, strzela lub asystuje, więc myślę, że jest w porządku.”
Jednak Watts dostrzegł subtelną różnicę w jego grze: „Wygląda na to, że brakuje mu nieco tempa, tej naprawdę wybuchowej szybkości, którą kiedyś miał. Nie wiem, czy to efekt kontuzji ścięgna podkolanowego i czy musimy się z tym pogodzić – może już nie będzie miał tej absolutnej eksplozji, którą miał jako nastolatek – ale on wciąż jest tym gościem.”
Choć forma skrzydłowego jest na wysokim poziomie, ta utrata "pary" w kluczowych momentach biegu może być zauważalna w starciu z szybkim kolektywem Liverpoolu. Mimo to, ekspert podkreśla: „Nadal uważam, że ma bardzo imponujący sezon, i jestem pewien, że na koniec jego statystyki będą bardzo dobre.”
Bramkę "dziewiątki" Artety znów czeka rotacja? Los Havertza wisi na włosku
Wybór składu ofensywnego na starcie z podopiecznymi Arne Slota stawia Mikela Artetę przed trudnymi dylematami. Oczekuje się, że Leandro Trossard zastąpi Gabriela Martinellego na lewej flance, a Viktor Gyokeres ma utrzymać pozycję numer dziewięć. Pytanie jednak, co z resztą formacji?
Gabriel Jesus, choć zdrowy, rzadko widywany jest w wyjściowej jedenastce ligowej po rekonwalescencji po zerwaniu więzadła krzyżowego. Z kolei Kai Havertz, kluczowy w ostatnich tygodniach, został celowo oszczędzany w meczu z Bournemouth ze względu na „zarządzanie obciążeniem”
(load management). Po powrocie po poważnym urazie kolana, Niemiec jest wprowadzany ostrożnie.
W kontekście pełnej kadry, Arteta musi zostawić w protokole meczowym przynajmniej jednego, a może i dwóch zdolnych do gry zawodników. Charles Watts nie byłby zdziwiony, gdyby Havertz ponownie znalazł się poza składem, choć oficjalny komunikat był uspokajający.
Watts wyjaśnił logikę decyzji trenera: „Wiadomość krążąca przed Bournemouth mówiła, że to czysto kwestia zarządzania obciążeniem. Ludzie odpowiadali na mój tweet, mówiąc, że w ogóle nie zagrał, ale on naprawdę wzmocnił grę w ciągu ostatnich trzech do czterech tygodni w porównaniu do poprzednich miesięcy, aby dojść do poziomu meczowej sprawności.”
Tu dochodzimy do sedna problemu rotacji. Kiedy na boisku jest Declan Rice, a na ławce rezerwowych siedzą już Jesus, Saka i Trossard, pojawia się pytanie – czy Havertz faktycznie miałby szansę wejść na boisko w trakcie meczu? „Czy Havertz realnie miał wejść w tamtym meczu? Nie. Więc co było dla niego lepsze – siedzenie na mrozie, czy siedzenie w cieple w domu i powrót na trening następnego dnia?”
– retorycznie pyta Watts. To pragmatyczne podejście, które pozwala menedżerowi na pełne wykorzystanie kadry, nawet jeśli oznacza to frustrację dla gracza. Watts dodaje, że choć Havertz został poinformowany, że ma duże szanse zagrać przeciwko Liverpoolowi, „znowu mamy problem z ławką, ponieważ wciąż będzie miał tych piłkarzy.”
Declan Rice: Angielski Steven Gerrard, ale brakuje mu iskry?
Jedną z pewniejszych postaci w składzie jest Declan Rice. Jego wkład w grę Arsenalu jest nie do przecenienia, a Watts posunął się do odważnego porównania, zestawiając go z legendą Liverpoolu. Jednak, jak sam ekspert zaznaczył, Rice’owi do dorównania Stevenowi Gerrardowi brakuje jeszcze jednego elementu.
Zarządzanie Rice’em, mimo że jest kluczowym zawodnikiem, wydaje się mniej problematyczne niż w przypadku Havertza. Jest on filarem środka pola. Choć jego wpływ na grę jest transformacyjny, a on sam staje się dyrygentem w stylu Gerrarda – potrafiącym kreować, destrukcyjnie grać i brać odpowiedzialność – brak mu czegoś, co czyniło Gerrarda absolutnym monolitem. Nie zdradzając detali z analizy Wattsa, można przypuszczać, że jest to element ofensywnej finezji czy może właśnie ta zdolność do solowych, spektakularnych bramek z dystansu, które definiowały karierę ikony The Reds. Mimo to, postawa Rice’a jest fundamentem, na którym Arsenal buduje swoją przewagę punktową nad The Reds.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.