Elwersberg: pubowy plan podbija niemiecki futbol.

Zapomnijcie o szejkach i miliardowych budżetach – w niemieckiej piłce narodziła się nowa bajka, która udowadnia, że determinacja i wizja wygrywają z czystym kapitałem.

Jak piwny plan zamienił czwartoligowca w pretendenta do Bundesligi

Mało kto postawiłby pieniądze na to, że klub z miasteczka liczącego zaledwie 13 tysięcy mieszkańców, wspierany głównie przez lokalnych przedsiębiorców, takich jak duet ojciec-syn Dominik i Frank Holzer, zdoła w tak krótkim czasie wspiąć się po szczeblach niemieckiego futbolu. A jednak, postawili na silne podejście wspólnotowe, a nie na gigantyczne transfery, i dokonali niemożliwego: w trzy sezony przeszli drogę od czwartej ligi do 2. Bundesligi.

W sezonie 2024/25 Elversberg stanął w szranki z takimi potęgami jak Hamburger SV, FC Köln czy Schalke 04 – klubami, które łącznie mają na koncie 17 tytułów mistrza Niemiec, a wszystkie desperacko walczą o powrót do elity. I co? Podopieczni Elversberg nie tylko dotrzymywali im kroku, ale momentami wręcz ich deklasowali.

Skończyli na trzecim miejscu, co oznaczało konieczność stania do walki w barażach o awans z szesnastą drużyną Bundesligi, czyli FC Heidenheim, w dwumeczu, który miał zdefiniować ich przyszłość. Pierwszy mecz na Voith-Arena potoczył się fenomenalnie – po golach Lukasa Petkova i Fisnika Asllaniego, podopieczni Horsta Steffena prowadzili komfortowo 2:0 do przerwy. Tu jednak ujawniła się stara piłkarska prawda: dwa zero to najniebezpieczniejszy wynik w futbolu. Dwa błyskawiczne gole Heidenheim w odstępie zaledwie dwóch minut zmieniły „świetny” rezultat w „nawet akceptowalny”. Jak mawia stare porzekadło, jeśli zapytasz Mikela Artetę, to potwierdzi.

Druga szansa i brutalna lekcja historii

W rewanżu, na własnym stadionie, pewność siebie Elversberg musiała być spora, wszak na boisku wyglądali lepiej niż rywal w pierwszym spotkaniu. Niestety, ta pewność stopniała jak kostka lodu w upalny dzień po zaledwie dziewięciu minutach, gdy Mathias Honsak ograł bramkarza Nicolasa Kristofa i dał prowadzenie Heidenheim. Chwilę później, kapitan Elversberg, Robin Fellhauer, zdołał wyrównać stan dwumeczu.

Elversberg dominował, ale bezskutecznie. Mieli posiadanie, ale to Heidenheim czekało na swój moment, a ten nadszedł w 95. minucie. Leo Scienza zdobył bramkę na wagę utrzymania w lidze dla gospodarzy. Była to druzgocąca porażka, ale piękno piłki nożnej polega na tym, że zawsze jest kolejny sezon – o ile planeta się nie rozpadnie.

Było jasne, że po takim ciosie potrzebna będzie gruntowna przebudowa. Lato było dla Elversberg niezwykle intensywne. Klub od lat mocno polegał na wypożyczeniach, co zawsze generowało chaos kadrowy przed nowym sezonem. Po powrotach do macierzystych klubów (między innymi Elias Baum, Muhammed Damer, Otto Stange i Frederik Jäkel), największą stratą był napastnik, bo właśnie odszedł Fisnik Asllani, który z 18 golami i ośmioma asystami był królem strzelców ligi, wracając do Hoffenheim. Odeszło też kluczowe "podwójne pivot" – Semih Sahin do Kaiserslautern, a sam Fellhauer trafił do Augsburga w Bundeslidze. Vultury zaczęły więc zbierać żniwo, a oczekiwania przed nowym sezonem poszybowały w dół.

Czy można zastąpić magika? Nowa era pod wodzą debiutanta

Prawdziwe trzęsienie ziemi nastąpiło na ławce trenerskiej. Steffen, architekt tej niesamowitej historii, uległ pokusie Werder Brema, obejmując tam stanowisko po Ole Wernerze (który z kolei przeszedł do RB Lipsk). Co ciekawe, Steffen wytrzymał tam zaledwie sześć miesięcy.

Kto zatem miał zastąpić wizjonera, który dokonał rzeczy niemożliwych? Elversberg postawiło na Vincenta Wagnera z Hoffenheim II, ofiarowując mu jego pierwsze stanowisko w seniorskim zarządzaniu. To było gigantyczne ryzyko, ale, jak na razie, widocznie się opłaca.

Ponownie postawiono na elastyczność budżetową. Na rynek transferowy wydano skromne 3,17 miliona euro, uzupełniając skład kilkoma wolnymi transferami i, oczywiście, wypożyczeniami. Porównując ten budżet do finansowych gigantów takich jak Hertha Berlin czy Schalke, Elversberg operuje w zupełnie innej rzeczywistości finansowej. Być może to jest ich największy atut: muszą być sprytniejsi.

Najmądrzejszym krokiem nowego menedżera, następcy człowieka, który spędził w klubie siedem lat, było... nic nierobienie. Tak, tak, taktycznie Wagner ewidentnie należy do szkoły „jeśli coś działa, nie psuj tego”. Elversberg utrzymało swoją sprawdzoną formację 4-2-3-1. Nadal dążą do dominacji w posiadaniu piłki, stosują umiarkowany pressing, nie przesadzając z intensywnością, i polegają na kreowaniu szans przez skrzydłowych.

Odporność na przeciwności losu i błysk geniuszu

  1. Bundesliga jest piekielnie wyrównana. Zaledwie trzy punkty dzieliły lidera z piątym miejscem, a Elversberg, znów będąc w strefie barażowej, kontynuuje łamanie wszelkich prognoz. Początek kampanii był wzorowy – tylko dwa stracone punkty w pierwszych dziewięciu meczach ligowych, w tym porażka 0:2 z Bochum i remis 2:2 z Dynamo Drezno. Później przyszło nieuniknione spowolnienie, a wyniki od października nie były już tak spektakularne.

Jednak ich zwycięstwo 2:0 nad Herthą Berlin należy uznać za absolutny popis. Hertha, po spadku w sezonie 2022/23, uchodzi za solidną ekipę, mimo wszelkich problemów wewnętrznych. Bohaterem tego wieczoru był Younes Ebnoutalib, który zdobył obie bramki. Napastnik ten był absolutnie zabójczy w pierwszej połowie sezonu, notując 12 goli w 17 występach w 2. Bundeslidze. I jak to często bywa, gdy jeden błyszczy, inne, większe kluby wyciągają portfele – Ebnoutalib przeniósł się do Eintrachtu Frankfurt za rekordowe dla Elversberg 8 milionów euro w styczniu.

Teraz, gdy Elversberg odpadło z rozgrywek pucharowych, przed nimi pozostało 12 meczów, które zadecydują, czy ich miejsce będzie już w Bundeslidze, czy też w 2. Lidze. Być może to jeden z najlepiej zarządzanych klubów w Niemczech, a standard w tym kraju jest, obiektywnie rzecz biorąc, bardzo wysoki. Jak się okazuje, puby to nie tylko miejsce na leczenie samotności, ale także kuźnia, w której pisze się piłkarskie baśnie. Elversberg jest najnowszym dowodem na to.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.