Everton marzy o Jesusie, ale zderza się z murem finansowym Arsenalu.
A oto najnowsze doniesienia z Premier League, które mogą wstrząsnąć rynkiem transferowym! Everton, desperacko szukający od dawna brakującego "numeru dziewięć", mierzy wysoko, celując w gwiazdę Arsenalu.
Czy Gabriel Jesus celuje w Goodison Park? Everton poluje na napastnika Arsenalu
Plotki transferowe rozgrzewają powietrze, a najgorętszym tematem w Merseyside staje się niespokojny los Gabriela Jesusa. Jak donoszą media, Everton, pod wodzą Davida Moyesa, jest ponoć głęboko zainteresowany sprowadzeniem brazylijskiego napastnika Arsenalu jeszcze w letnim okienku transferowym. Moyes, sfrustrowany chronicznymi problemami ze stabilnością formy w ofensywie, desperacko pragnie zakontraktować "doświadczonego klasyka", który rozwiąże jego bolączki. Na papierze Jesus wyglądałby jak gol idealny – w końcu ma za sobą solidny sezon 2022/23 po przejściu z Manchesteru City.
Jednak rzeczywistość finansowa i zdrowotna rzuca cień na te aspiracje. Głównym problemem, który natychmiast wysuwa się na pierwszy plan, jest kwota, jakiej żąda Arsenal. Źródła bliskie Football Insider sugerują, że Everton jest kategorycznie niechętny, by sprostać obecnej cenie wywoławczej Kanonierów, która wynosi podobno 20 milionów funtów. To odważne stanowisko, biorąc pod uwagę status piłkarza, ale w klubie z Goodison Park panuje uzasadniony sceptycyzm.
Bariery transferowe: Kontuzje i gigantyczne zarobki
Dlaczego działacze Evertonu mieliby się wahać, biorąc pod uwagę, że Arsenal chce uwolnić się od części swojego szatni? Powody są dwojakie i wydają się mocno zakorzenione w księgowości oraz historii urazów zawodnika. Po pierwsze, niepokojąca jest historia kontuzji Jesusa od czasu jego przeprowadzki na Emirates Stadium. Mówiąc wprost – Brazylijczyk odczuł skutki urazów, które drastycznie ograniczyły jego występy w Premier League: 27, potem 17, a ostatnio zaledwie 14 spotkań. Dla klubu, który desperacko szuka niezawodności, jest to czerwona flaga.
Drugą, być może jeszcze większą przeszkodą, są aspekty czysto finansowe. Gabriel Jesus inkasuje tygodniówkę na poziomie 265 tysięcy funtów w północnym Londynie, co czyni go drugim najlepiej opłacanym graczem Arsenalu po Kaiu Havertzie. Utrzymanie takiego obciążenia strukturalnego w budżecie Evertonu, standardowo operującego w bardziej skromnych realiach, jest prawnie niemożliwe. Choć Jesus ma jeszcze rok kontraktu, to właśnie te horrendalne zarobki stanowią "ogromną barierę strukturalną" dla zarządu The Toffees. Arsenal z kolei pali się, by pozbyć się atakującego, by zrobić miejsce w zbyt "przeładowanej" kadrze. W tle tej sytuacji czają się europejskie potęgi, takie jak AC Milan, Juventus, a nawet brazylijskie Palmeiras, gotowe przejąć tę sagę.
Czy Taty Castellanos to realistyczna "Plan B"?
Kiedy główny cel okazuje się zbyt drogi lub zbyt ryzykowny, menedżerowie często muszą szybko przeorientować swoje priorytety. David Moyes doskonale zdaje sobie sprawę, że priorytetem pozostaje sprowadzenie kogoś, kto gwarantuje bramki. Beto i Thierno Barry, obecni opcje, wyraźnie nie przekonują Szkota swoją "niezgodną formą pod bramką".
I tu na scenę wchodzi alternatywa. Football Insider ujawnia, że Everton równolegle analizuje inne opcje, a na liście znalazł się argentyński napastnik West Ham United, Taty Castellanos. Co ciekawe, Castellanos rzekomo jest skłonny opuścić Londyn po spadku The Hammers, co czyni go potencjalnie bardziej osiągalnym celem. W przeciwieństwie do negocjacji cenowych z Gabi Jusem, za Argentyńczyka mówi się o cenie rzędu 25 milionów funtów. Czy to kwota, którą Everton woli zapłacić za pewniejsze gole, wolne od poważnych obaw zdrowotnych, niż ryzykować przygodę z byłym zawodnikiem Manchesteru City? Menedżer, który chce pociągnąć ten zespół do przodu, musi wybrać: wysoki lot z ryzykiem kontuzji, czy solidny, sprawdzony (choć być może nieco mniej błyskotliwy) strzelec.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.