Historyczna szansa dla pierwszej kobiety-trenera w czołowych ligach Europy.
Nadszedł historyczny moment w europejskiej piłce nożnej, a uwaga całego świata skupia się na Berlinie. Marie-Louise Eta, pierwsza kobieta-trener w historii pięciu najlepszych lig, stoi przed szansą na przełamanie złej passy swojego Union Berlin w starciu z FC Köln.
Misja historyczna i ligowy zjazd Unionu
Pamiętacie ten medialny huk, kiedy Union Berlin zastąpił Stefana Baumgarta właśnie Marie-Louise Etą? To było coś absolutnie bezprecedensowego. Mimo globalnego zainteresowania, to "nowe otwarcie" nie przyniosło oczekiwanego efektu "nowego trenera". Początek dla Etę jest bolesny: dwie porażki otwierające jej erę na ławce – najpierw z Wolfsburgiem, a potem z RB Lipsk. Kiedy dodamy do tego ogólną serię trzech porażek z rzędu, alarmy w klubie, zwanym pieszczotliwie Die Eisernen (Żelazni), zaczynają wyć naprawdę głośno.
Obecna pozycja Unionu jest niepokojąca. Mają zaledwie sześć punktów przewagi nad strefą barażową o utrzymanie. To naprawdę cienka linia. Jeżeli sytuacja kadrowa się nie polepszy, a punkty nie zaczną spływać, ten sezon może skończyć się dla nich tragicznie. Prawdziwy problem, który musi rozwiązać Eta, to katastrofalna defensywa. W ostatnich pięciu meczach puścili aż 13 goli – to najgorszy wynik w całej lidze w tym okresie. Co gorsza, widać powtarzalny schemat: Union traci bramki we wczesnych fazach meczów, inkasując trafienia w pierwszych 25 minutach aż czterech ostatnich spotkań. To pokazuje głębokie problemy mentalne i taktyczne na starcie gry.
Koeln – od dna ratują się serią remisów
Jeżeli Union ma problemy, to FC Köln, czyli Kozły, również mają swoje demony, choć wiosna przyniosła im pewne odrodzenie. Na początku marca Billy Goats byli w poważnych tarapatach. Odpowiedź na kryzys przyszła w postaci imponującej, pięciomeczowej serii bez porażki, w której zdobyli siedem bardzo cennych punktów. Ostatnio jednak seria ta została brutalnie przerwana przez bolesną porażkę 2:1 w derbach z Bayerem Leverkusen, co było ich pierwszym niepowodzeniem od początku marca.
Obecnie Köln jest pięć punktów nad strefą barażową, więc na pewno nie mogą spać spokojnie. Podobnie jak ich sobotni rywal, ich główna bolączka to gra w obronie. Fakty są brutalne: nie zanotowali czystego konta od jedenastu kolejnych spotkań! Dodajmy do tego fatalny bilans na wyjazdach – są bez zwycięstwa w ostatnich jedenastu meczach na boiskach rywali, co stanowi ich najgorszą serię od 2017 roku. Właśnie to statystyczne potknięcie na wyjazdach sprawia, że szanse Unionu na przełamanie rosną.
Kadrowe dylematy i potencjalne składy
Obie drużyny borykają się z problemami kadrowymi, co naturalnie komplikuje plany obu tymczasowych szkoleniowców.
W Unionie Berlin nie ma miejsca na luksusy w bramce. Z powodu kontuzji pachwiny Frederika Rønnowa i urazu dłoni Matheo Raaba, Marie-Louise Eta będzie musiała ponownie zaufać trzeciemu bramkarzowi, Carlowi Klausowi. To właśnie on zadebiutował w Bundeslidze w ostatniej porażce z RB Lipskiem. Oprócz tego, wątpliwy jest występ pomocnika Woo-Yeonga Jeonga, który opuścił trzy ostatnie spotkania z powodu urazu. Z kolei na skrzydle Union będzie mocno odczuwał brak Roberta Skova, który ze względu na uraz mięśnia zaliczył zaledwie trzy występy w tym sezonie.
FC Köln ma swoją listę absencji, która dotyka zarówno środek pola, jak i obronę. Z powodu zawieszenia w drużynie zabraknie islandzkiego pomocnika Isaka Johannessona. Atakujący skład Billy Goats będzie osłabiony brakiem Ragnara Ache, który nie zagrał w derbach z powodu problemów mięśniowych. Na liście kontuzjowanych znajdują się także obrońcy Timo Hübers i Luca Kilian, obaj leczą kontuzje kolan.
Możliwe składy (według analizy):
Union Berlin: Klaus; Doekhi, Querfeld, Leite; Trimmel, Khedira, Kemlein, Kohn; Schäafer, Burke; Ilic
FC Köln: Schwabe; Sebulonsen, Simpson-Pusey, Ozakacar, Castro-Montes; Maina, Krauss, Martel, Kaminski; Bulter, El Mala
Postawimy na historyczne przełamanie na własnym terenie
Mimo że Union Berlin nie jest w optymalnej formie, a ich ostatnie wyniki wyglądają kiepsko, kluczowa będzie własna murawa i fatalna forma Köln na wyjazdach. Piłkarsko to Union ma większy potencjał, by wykorzystać nerwowość drużyny gości, która nie potrafi wygrać na obcym stadionie od miesięcy. Przewiduję, że podopieczni Marie-Louise Ety w końcu znajdą odpowiedź na swoje problemy defensywne, przynajmniej na tyle, by wyprzedzić rywali o jedną bramkę.
Moja analiza wskazuje na minimalne zwycięstwo gospodarzy. Myślę, że Eta udowodni swoją wartość i zanotuje historyczną, pierwszą wygraną.
Stawiamy na: Union Berlin 2-1 FC Koln.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.