Inter Miami strzela jak szaleni, Union broni jak źle, a Nashville na czele ligi.
Zakończenie pierwszej fazy sezonu MLS to moment, w którym wyłoniły się wyraźne narracje, a niektórzy pretendenci do tronu już teraz konsolidują swoją pozycję, podczas gdy inni przeżywają istny drenaż mózgów.
Inter Miami: Show jednej strony medalu, czyli czy da się wygrać, nie broniąc?
Jeśli ktoś prosiłby o esencję dotychczasowych poczynań Inter Miami, wystarczyłby jeden rzut oka na ostatni mecz przed przerwą. Sześć do czterech – taki wynik na Nu Stadium przeciwko Philadelphia Union to kwintesencja tego klubu. Z jednej strony, podopieczni zapewnili sobie drugie miejsce w Konferencji Wschodniej, co jest ewenementem, jeśli weźmiemy pod uwagę, że obok Lionela Messiego, który przecież nikogo nie zaskakuje swoją ofensywną magią, mają jedną z najgorszych defensyw w stawce. To był pokaz przegięcia pałki: osiem goli w pierwszej połowie to absolutny rekord MLS!
Mogliśmy oglądać festiwal dla fanów ofensywnego szaleństwa, ale katastrofę dla każdego, kto ceni solidność w obronie. Hat-tricki zaliczyli Luis Suárez z Miami oraz Milan Iloski z Union. Choć Iloski zgarnął najwyższą notę FotMob (9.8), minimalnie wyprzedzając Suáreza (9.7), to i tak nikt nie będzie pamiętał o indywidualnych wyczynach obrońców po takim wyniku.
Wszystko to z jedną, bardzo niepokojącą nutą. Lionel Messi opuścił boisko w 73. minucie i ruszył prosto do szatni. Tymczasowy menedżer, Guillermo Hoyos, szybko uciął spekulacje, tłumacząc to zmęczeniem. W przypadku Messiego "zmęczenie" często oznacza subtelny problem mięśniowy, który trzeba wyciszyć przed ważniejszymi pojedynkami – a w perspektywie obrony tytułu Mistrza Świata z Argentyną latem, stawianie zdrowia na ostrzu noża to czysta głupota. Nie bierze ryzyka, to jasne.
A co z przyszłością kadrową? Miami desperacko potrzebuje wzmocnienia w środku pola. W mediach huczy od plotek na temat transferu Casemiro, który po wygaśnięciu kontraktu z Manchesterem United w czerwcu, ma być dostępny jako wolny agent. Oczywiście, 34-letni Brazylijczyk wniesie doświadczenie, ale pojawia się pytanie: czy wystarczająco mobilny, by załatać gigantyczne dziury w kontrataku? Problemem przeciwko Union nie była tylko obrona kontry, ale ogólna niezdolność do organizacji gry defensywnej, chociaż, na szczęście dla Miami, równie łatwo potrafią strzelać gole z każdej możliwej sytuacji.
Od mistrzów do miazgi: Dramat Philadelphia Union
Wynik konfrontacji z Miami to dla obrońców tytułu Supporters’ Shield, Philadelphia Union, kolejny gwóźdź do trumny. Jedynym pozytywem dla ekipy z Pensylwanii jest fakt, że zdołali strzelić cztery gole – co sugeruje, że potencjał ofensywny istnieje.
Przegrane stały się niestety codziennością. Drużyna, która w 2025 roku królowała w tabeli sezonu zasadniczego, teraz kuli się na jej samym dole na starcie edycji 2026. Dziesięć porażek w piętnastu meczach, zaledwie jedno zwycięstwo – to najgorsza możliwa obrona tytułu, o jakiej można sobie wyobrazić. Czy dwumiesięczna przerwa pozwoli im uporządkować sprawy na boisku i poza nim? Zobaczymy.
Jednak dane statystyczne rzucają nieco inne światło na ten marazm. Union nie jest najgorszą drużyną ligi pod względem różnicy oczekiwanych goli (xG difference), zajmując 20. miejsce na 30 zespołów. Co więcej, mają trzecią największą liczbę kontaktów z piłką w polu karnym rywala, ustępując tylko Interowi Miami i Vancouver Whitecaps. Choć Union byli fatalni, tabela nie oddaje w pełni ich potencjału ofensywnego.
Nashville FC: Siła spokoju, czyli jak wygrać bez gwiazdy
Podczas gdy Inter Miami stawia na totalny atak bez oglądania się na obronę, Nashville FC udowadnia, że solidna defensywa to klucz do szczytu. To właśnie ta strukturalna siła zaprowadziła ich na pierwsze miejsce w tabeli po pierwszych 15 meczach. Ta defensywna spójność okazała się nieoceniona, zwłaszcza w obliczu kontuzji ich głównego strzelca, Sama Surridge’a, który przez większość ostatnich dwóch miesięcy był poza grą.
Jednak aby utrzymać pozycję lidera, bramki muszą padać. I tutaj wkracza model gry Nashville, który opiera się na rozłożeniu odpowiedzialności. Należy oddać hołd trenerowi, byłemu tymczasowemu menedżerowi reprezentacji Stanów Zjednoczonych, BJ Callaghanowi. Zbudował zespół, który jest trudny do pokonania, ale jednocześnie ma realne szanse na wygraną w każdym spotkaniu. Jeisson Palacios i Maxwell Woledzi zdobyli swoje pierwsze bramki w sezonie w niedawnym zwycięstwie 2:1 nad New York City, co oznacza, że aż 11 różnych zawodników z kodeksu Nashville wpisywało się na listę strzelców w tym roku.
W bramce prym wiedzie Brian Schwake, który notuje kolejne świetne występy. Obecnie zajmuje trzecie miejsce w lidze wskaźnika "zapobieganie grom" (goals prevented), notując 4.8, za Andrewem Thomasem z Seattle i Mattem Turnerem z New England (obaj po 6.0).
Evander znów w ogniu – czy to zmiana warty?
Brazylijski ofensywny pomocnik, Evander, od swojego transferu do Portland Timbers w 2023 roku, nieustannie był jednym z najlepszych graczy w MLS. Przekraczał dziesiątkę goli w dwóch poprzednich sezonach i w 2026 roku jest o jedno trafienie od powtórzenia tego wyczynu.
Obecnie gra w FC Cincinnati, gdzie przeniósł się rok temu. Przez ostatnie lata, tuż za plecami Messiego, był on bezsprzecznie graczem z "reszty najlepszych" w lidze. Początek sezonu w zespole z Ohio był niespójny, a Evander nie błyszczał na swoim standardowym poziomie. Ale to się zaczyna zmieniać.
27-latek zanotował serię siedmiu goli i pięciu asyst w ostatnich pięciu meczach. W ostatnim pojedynku, zwycięstwie 6:2 nad Orlando City, zaliczył dwa gole i trzy asysty, zgarniając notę FotMob 9.9 – ledwie 0.1 punktu zabrakło mu do magicznej dziesiątki. Kibice Cincinnati mają nadzieję, że Evander utrzyma tę formę, gdy MLS wznowi rozgrywki za dwa miesiące.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.