Iraola nie wie, czy Evanilson zagra z Brentford po urazie.
Gorący okres w Premier League potrafi dosłownie łamać zawodników. Oto jesteśmy świadkami kolejnego dylematu sztabu szkoleniowego AFC Bournemouth, gdzie kluczowy napastnik, Evanilson, opuścił boisko z urazem, stawiając pod znakiem zapytania jego udział w najbliższym, niezwykle istotnym starciu.
Evanilson pod znakiem zapytania: Jak duży cios dla Andoniego Iraoli?
Klub z Vitality Stadium mierzy się teraz z wyścigiem z czasem. Kontuzja, która wykluczyła Evanilsona z murawy podczas sobotniego remisu 1:1 z Sunderlandem, budzi zrozumiały niepokój w obozie The Cherries. Brazylijczyk wszedł na boisko w przerwie, ustępując po tym, jak jego bandaisy, a mianowicie gol wyrównujący, ustawiły wynik spotkania. Niestety, radość trwała krótko.
Evanilson, który wpisał się na listę strzelców po precyzyjnym dośrodkowaniu Marcusa Taverniera, zdobywając swój szósty ligowy gol w tym sezonie, musiał niestety zejść z murawy w końcówce meczu z powodu urazu. Dostał "ciężkie kopnięcie" (dead leg), jak określił to trener Andoni Iraola.
Po spotkaniu hiszpański szkoleniowiec nie pozostawiał złudzeń co do niepewności jutra. "Ma uszkodzenie mięśnia uda. Doszło do dość silnego starcia z Ballardem. To nie jest klasyczna kontuzja, ale odczuwał ból, utykał i musieliśmy dokonać zmiany" – relacjonował Iraola po meczu. Problem tkwi w logistyce: "Nie ma zbyt wiele czasu do następnego meczu z Brentford za dwa lub trzy dni. Mam nadzieję, że będzie dostępny, ale naprawdę teraz tego nie wiem."
Dla Bournemouth, którego aspiracje sięgają europejskich pucharów – co byłoby historycznym osiągnięciem – utrata bramkostrzelnego napastnika na kluczowy moment kampanii to poważny problem taktyczny. Pozostaje tylko obserwować, czy Evanilson zdoła się zregenerować przed wtorkowym starciem.
Remisowa klątwa Premier League: Czy Bournemouth ma dość punktów za sam fakt walki?
Mimo że gol Evanilsona przedłużył serię The Cherries bez porażki w lidze do ośmiu spotkań, atmosfera w szatni wydaje się być daleka od euforii. Trener Iraola wyraził swoją frustrację nietypowym jak na ten etap sezonu wynikiem – remisem. Bournemouth zanotowało ich aż dwanaście w dwudziestu ośmiu meczach ligowych; to statystycznie najwięcej spośród wszystkich drużyn w elicie.
"To dwanaście remisów. Pokazujemy, że jesteśmy niemal zawsze konkurencyjni w meczach" – stwierdził Iraola, podkreślając solidność zespołu. To jest jednak tylko połowa prawdy dla ambicjonalnego projektu, jakim jest Bournemouth pod wodzą byłego gracza Manchesteru City.
"Ale remisy, na koniec dnia, nie są jakoś specjalnie nagradzane, a odczucie jest takie, że to tylko jeden punkt" – dodał szkoleniowiec, trafiając w sedno problemu mentalnego. W kontekście walki o globalne cele, remisy z zespołami ze środka tabeli, takimi jak Sunderland (choć ten akurat jest z Championship, ale kontekst ligowy dotyczy braku wygrywania, gdy jest ta przewaga), są po prostu zbyt kosztowne.
Aktualnie Bournemouth zajmuje dziewiątą pozycję w tabeli Premier League. A co intrygujące, nad nimi wisi szósty Chelsea, tracąc sześć punktów. Mając na uwadze, że w Anglii po reformach UEFA może otworzyć więcej miejsc pucharowych, walka o co najmniej siódmą lokatę jest na wagę złota. Każdy stracony punkt poprzez niezdolność do "dopilnowania" trzech oczek, zamiast zadowalania się jednym remisem, coraz bardziej oddala ich od marzeń o Europie. Czy brak skuteczności w dowiezieniu zwycięstwa nie stanie się ich największym przekleństwem?
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.