Juan Mata: jak skromna gwiazda omija problemy finansowe australijskiej A-League

Australia, kraj, w którym sport to niemal religia, od lat przyciąga wielkie nazwiska, nawet jeśli piłka nożna nie zawsze jest na szczycie tamtejszej świadomości sportowej. Po dekadzie z Alessandro Del Piero, A-League znów jest na ustach, a bohaterem tej opowieści jest magik z Madrytu, Juan Mata.

Nieoczywisty transfer: Jak Mata wylądował w Melbourne?

Kariera Juana Maty to pasmo sukcesów, od Ligi Mistrzów po mistrzostwo świata. Logiczne byłoby więc, że po opuszczeniu Europy, jego wyborem padnie egzotyczny kierunek oferujący astronomiczne kontrakty. Tymczasem Mata, po krótkich epizodach w Japonii (Vissel Kobe), zagościł w Australii, najpierw w Western Sydney Wanderers, a następnie, co dla kibiców Melbourne Victory było prawdziwym trzęsieniem ziemi, w ich barwach.

Początki w A-League nie były jednak spektakularne. Mówimy o ledwie jednym golu i trzech asystach w 23 występach ligowych. To statystyki, które u zawodnika jego kalibru brzmią jak żart. Czy Mata zmagał się z adaptacją, czy może australijska piłka wymagała innego rodzaju paliwa niż to, do którego przywykł na Stamford Bridge czy Old Trafford? Szybko jednak okazało się, że po opuszczeniu Western Sydney Wanderers, w Melbourne Victory Mata odnalazł swoją kreatywną niszę, czemu zasłużył na miano kluczowego gracza.

Według menedżera klubu, Arthura Dilesa, ten transfer to czysty przypadek, ale i znakomite wyczucie intuicji. Diles ujawnił kulisy negocjacji, które przypominają raczej rozmowę o pogodzie niż twarde targi transferowe.

„Rozmawiałem z jego agentem w sprawie innych graczy,” relacjonuje Diles dla FotMob. „Szukaliśmy nowego składu na nadchodzący sezon i podczas tej rozmowy agent rzuca: ‘A co z Juanem Matą? Będziecie zainteresowani Juanem?’ Odparłem, że ‘Oczywiście, że byłbym zainteresowany Juanem’, ale zastrzegłem, że mamy ograniczenia finansowe i nie chcę być niegrzeczny wobec gracza z taką historią i reputacją.”

Tu następuje punkt zwrotny. W świecie, gdzie pieniądze decydują o wszystkim, Mata miał inne priorytety.

„A on na to: ‘Słuchaj, nie martwmy się tym. Zawsze możemy to jakoś dograć.’ Gramy tradycyjnym numerem 10, więc powiedziałem, że idealnie pasuje do naszego systemu. Umówiliśmy się na wideo spotkanie z Juanem i tak to się potoczyło.”

Wydaje się, że Mata, zmęczony finansową presją europejskiego futbolu, po prostu zapragnął cieszyć się grą w otoczeniu, które oferuje słońce, świetne jedzenie i kawę – wszystko to, co Melbourne ma do zaoferowania.

Król kreacji, mistrz skromności: Dlaczego Mata jest tak cenny w A-League?

Kiedy Mata był w szczytowej formie w Premier League, u boku Hazard'a i Oscara, był maszyną do destrukcji defensyw rywali, napędzaną ostrymi ruchami i błyskawicznymi podaniami. Choć 37 lat to wiek, w którym dynamika naturalnie spada, jego umysł wciąż pracuje na najwyższych obrotach.

Diles nie ma wątpliwości, że to właśnie ta niezamienialna, wizjonerska cecha sprawia, że Mata jest diamentem w lidze, która przeżywa finansowy kryzys.

„On ma ten naturalny dar sprawiania, że trudne rzeczy wyglądają na łatwe, a proste wykonuje konsekwentnie dobrze,” podkreśla trener. „Jest kreatywnym graczem, który musi podejmować ryzyko, posyłając piłkę rozcinającą obronę, ale jego procent celnych zagrań jest niewiarygodnie wysoki jak na ofensywnego pomocnika.”

A liczby, jak zawsze, potrafią być najbardziej przekonujące. Mata w Melbourne to synonim ofensywnej orkiestracji: 13 asyst, 856 udanych podań z celnością 86,9% oraz 85 wykreowanych szans – to statystyki, które deklasują całą A-League. Jest niespornym architektem gry swojej drużyny.

Jednak sam talent to za mało, aby utrzymać harmonię w szatni, zwłaszcza, gdy dysponujesz CV zawierającym Ligę Mistrzów. Co ciekawe, dla Dilesa, największym atutem Hiszpana nie są zdobyte trofea, lecz charakter.

„Najważniejsze jest to, jak skromnym jest człowiekiem,” mówi Diles. „Nie zdestabilizował szatni ego, orszaku czy fajerwerkami. Wpasował się w zespół tak dobrze, że koledzy z drużyny, ocierając się o niego w szatni, połowę czasu nie zdają sobie sprawy, kim on jest i co osiągnął. Trenuje z maksymalnym wysiłkiem każdego dnia. To dla mnie największe odkrycie dla wszystkich jego kolegów – ten facet po prostu nie ma 'słabych dni'.”

Echo globalnego futbolu w cieniu finansowej zapaści

Obecność graczy pokroju Maty w A-League jest obecnie rzadkością. Australia zmaga się z trudną rzeczywistością rynkową. Po nieudanej umowie telewizyjnej, władze ligi (APL) musiały drastycznie ciąć centralne dotacje dla klubów, z blisko 1,5 miliona dolarów do zaledwie 530 tysięcy. To zmusza kluby do oglądania się na frekwencję i sprzedaż gadżetów, bo koszulki z nazwiskiem „Mata” schodzą jak świeże bułeczki.

Wprowadzenie przyszłorocznego, twardego pułapu wynagrodzeń (salary cap) na poziomie 3 milionów dolarów ma zapobiec wyścigowi zbrojeń, choć każdy klub będzie mógł sprowadzić jedną gwiazdę poza limitem. To stwarza paradoksalną szansę: kluby będą musiały bardziej polegać na własnych akademiach. A tam, obecność Maty to bezcenny zasób szkoleniowy.

„On jest bardzo ceniony, wszyscy gracze patrzą na niego z podziwem. Jak głęboko chcą z nim wejść w interakcję i zadawać pytania, to już ich sprawa,” tłumaczy Diles. „Wiem, jak wiele czasu poświęca każdemu członkowi składu – młodemu czy seniorowi. Jestem pewien, że jest nieoceniony w przekazywaniu wiedzy i doświadczeń, co pomaga tym chłopakom na co dzień. Wielu z nich chce wyjechać za granicę i mieć lepsze kariery poza Australią.”

Nie można też zapominać o mocy, jaką w erze cyfrowej generuje taki zawodnik. Kiedy Mata strzelił efektownego gola z rzutu wolnego przeciwko Sydney FC, reakcje byłych kolegów, jak Harry Maguire i Bruno Fernandes, obiegły internet. Diles dostrzega w tym potężny mechanizm marketingowy.

„Przez ostatnie lata, z powodu ograniczeń finansowych, nie mogliśmy podpisywać tak wielkich nazwisk jak kiedyś. Zapomnieliśmy o potencjale, jaki tacy gracze wnoszą dla zwrócenia uwagi na Australię,” mówi trener. „To był prawdziwy zastrzyk uwagi, jakiego potrzebował klub i cała liga. Gole strzelane w derbach generowały miliony udostępnień i wyświetleń. Zapomnieliśmy, jak duży pożytek przynoszą nam tacy gracze jak Juan, lub tacy jak Del Piero w przeszłości – jaki szum medialny potrafią wygenerować globalnie.”

Juan Mata to nie tylko jego kosmiczne umiejętności. To solidne ramię, doświadczony głos i, co najważniejsze, dobry człowiek w świecie, w którym liderzy często zapominają, co to znaczy być po prostu dobrym człowiekiem. Jak podsumowuje Diles: „Ludzie wreszcie widzą prawdziwą wartość Juana Maty.”

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.