Magazyn piłkarski NewsyKoniec róż: czy statystyki potwierdzają nową erę Roseniora w Chelsea?

Koniec róż: czy statystyki potwierdzają nową erę Roseniora w Chelsea?

Jarosław Kowalski

Nadejście Liama Roseniora na Stamford Bridge wydawało się być niczym powiew świeżego powietrza, ożywiając gasnące nadzieje kibiców Chelsea po serii rozczarowujących występów. Jednakże, pucharowa porażka z Arsenalem brutalnie sprowadziła tę nową euforię na ziemię. Czy seria sześciu zwycięstw była zwiastunem prawdziwego renesansu dla The Blues, czy może to tylko statystyczna anomalia podsycana formą jednego zawodnika? Czas na analizę liczb, by oddzielić fakty od futbolowych marzeń.

Koniec róż: czy statystyki potwierdzają nową erę Roseniora w Chelsea?

Czy Chelsea pod wodzą Roseniora to prawdziwa siła, czy tylko szczęśliwy zbieg okoliczności?

Krótka kadencja Liama Roseniora na ławce trenerskiej Chelsea napotkała na swoją pierwszą poważną przeszkodę. Porażka 1:0 z lokalnym rywalem, Arsenalem, w rewanżowym meczu półfinału EFL Cup na Emirates Stadium, zakończyła efektowny, pięciomeczowy ciąg zwycięstw. Wierzcie lub nie, ale ta seria obejmowała aż trzy derby Londynu wygrane z rzędu (z Brentford, Crystal Palace i West Hamem) oraz spektakularne triumfy w Lidze Mistrzów, w tym historyczne zwycięstwo nad Napoli, które przerwało 13-miesięczną passę bez porażki Partenopei na Stadio Diego Armando Maradona.

To zwycięstwo w Neapolu było historycznym momentem – pierwszym wyjazdowym triumfem dwukrotnych zdobywców europejskich pucharów od czterech lat. Wcześniej na wyjazdach Chelsea notowała serię porażek z europejską elitą: z Borussią Dortmund, Realem Madryt, Bayernem Monachium i Atalantą, a także remis z Qarabag FK. W niespełna miesiąc Rosenior faktycznie odmienił atmosferę na Stamford Bridge. Warto przypomnieć, że przed jego debiutem 10 stycznia przeciwko Charltonowi, kibice cieszyli się tylko dwoma zwycięstwami w 11 meczach. Ale tu pojawia się kluczowe pytanie: czy ta poprawa jest adekwatna do faktycznego poziomu gry, czy może drużyna miała po prostu fason i szczęście?

Statystyczne fajerwerki: Dowody na odrodzenie

Przyjrzyjmy się najjaśniejszym punktom tej krótkiej epoki. Poza spektakularnym wyczynem w Lidze Mistrzów, krajowym akcentem była widowiskowa wygrana 3:2 nad West Hamem, gdzie The Blues dokonali czegoś historycznego. Schodząc na przerwę przy stanie 0:2 po fatalnej pierwszej połowie, zdołali odwrócić losy spotkania, co stanowiło pierwszy taki przypadek w historii klubu w Premier League.

Co więcej, to był trzeci z rzędu mecz we wszystkich rozgrywkach, w którym Chelsea strzeliła trzy bramki, co nastąpiło po wygranych z Crystal Palace i wspomnianym Napoli. Taka seria ofensywna nie miała miejsca od grudnia 2024 roku, kiedy to pokonali kolejno Aston Villę (3:0), Southampton (5:1), Tottenham Hotspur (4:3) i Astanę (3:1).

Kluczem do tej skuteczności była nadzwyczajna zdolność Zinczek do konwertowania sytuacji o niskim prawdopodobieństwie na bramki. Tu na scenę wkracza Joao Pedro, którego umiejętność „wyciskania gola” z półsytuacji jest godna podziwu. Chelsea notowała wyniki znacznie przewyższające oczekiwane bramki (xG): przeciwko Brentford (xG 1.59), Palace (xG 2.20) i Napoli (xG 2.02), regularnie zdobywali więcej. Fakt, że Arsenal jest jedynym zespołem, który pokonał nowego szkoleniowca, jest imponujący, ale czy liczby kłamią?

Czy to zmartwychwstanie, czy tylko mrzonki statystyczne?

Poza efektownym wygranym 5:1 meczem FA Cup z Charltonem Athletic, The Blues nie zdołali zaprezentować przekonującego, 90-minutowego spektaklu. Weźmy na przykład zwycięstwo nad Brentford 2:0. Choć wygrana, to statystyki strzałów były zdecydowanie po stronie Pszczół: 15 do 6 w ogólnej liczbie prób, a także przewaga w liczbie klarownych sytuacji (trzy dla Brentford wobec dwóch dla Chelsea) oraz strzałów celnych (5 do 2).

Podobnie, wygrana 3:1 z Crystal Palace nie była sprawiedliwym odzwierciedleniem boiskowych wydarzeń. Formacja Olivera Glasnera, choć ostatnio w dołku, oddała więcej strzałów (13 do 10) i wykreowała aż sześć dużych szans, podczas gdy Chelsea miała ich pięć. Choć xG dla Chelsea (2.20) przewyższało xG Palace (1.77), to pokazuje to tendencję – dominacja w kluczowych statystykach nie zawsze szła w parze, z wyjątkiem wyniku końcowego.

Silne reakcje w drugiej połowie przeciwko Napoli i West Hamowi dowodzą, że Rosenior potrafi diagnozować problemy i wprowadzać korekty. Niemniej jednak, ciągłe ratowanie się po fatalnych pierwszych połowach nie jest receptą na długoterminowy sukces na najwyższym poziomie—to proszenie się o kłopoty. Ten system jest ratowany przez niesamowitą formę Joao Pedro, który skompletował pięć goli w ostatnich sześciu występach, tyle samo, co w 24 meczach przed styczniowym golem przeciwko Brentford.

Fenomen strzelecki: Za bardzo polegamy na magii jednego Brazylijczyka?

Umiejętność Pedro do zamieniania niskoprocentowych strzałów na bramki była widoczna już podczas klubowych Mistrzostw Świata, zwłaszcza przeciwko Fluminense. Ta jakość była szczególnie wyraźna w Neapolu: pierwszy gol miał xG na poziomie 0.04, ale jego strzał lewą nogą w górny róg dał wynik xGOT (Expected Goals on Target – miara celności i umiejscowienia) wynoszący 0.33. Jego drugi gol, z xG 0.16, wygenerował xGOT aż 0.81. To jest definicja „bycia w gazie” – wyciąganie absolutnego maksimum ze skomplikowanych sytuacji.

Jednakże, tak elitarna dyspozycja jednego zawodnika, co pokazał jego wcześniejszy przestój bramkowy, nieuchronnie musi minąć. Zauważmy, że Chelsea potrafiła strzelić dwa gole z sześciu prób przeciwko Brentford, po trzy bramki z dziesięciu strzałów przeciwko Palace, a ich trafienia przeciwko drużynie Antonio Conte (Tottenham) padły z jedenastu prób. Fakt, że The Blues „wyciskają” więcej bramek z mniejszej liczby prób, jest uderzający.

Te ogólnie przeciętne występy mogły być łagodzone przez fakt, iż Rosenior miał bardzo mało czasu na treningi z racji napiętego kalendarza meczowego rozgrywanego co trzy dni. Niemniej jednak, porażka z Arsenalem działa jak zimny prysznic. O ile Rosenior skutecznie uzbroił się w kliniczną formę Joao Pedro, o tyle poziom kolektywny musi niepokojąco wzrosnąć, aby zniwelować różnicę do europejskiej elity. Jeśli The Blues nie znajdą sposobu na bardziej przekonującą dominację w meczach, ta początkowa euforia zostanie szybko zapamiętana jako statystyczna anomalia – ulotny blask.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment