Gorączka transferowa w Chelsea nabiera rumieńców, a fani na Stamford Bridge coraz głośniej domagają się wzmocnień, zwłaszcza po kolejnych ligowych potknięciach. W centrum spekulacji znalazł się jeden z czołowych bramkarzy Europy, którego sytuacja kontraktowa może otworzyć drzwi do zimowego transferu. Czy The Blues zdołają przechytrzyć konkurencję i zabezpieczyć kluczową pozycję, zanim będzie za późno?

Czy koszmarne negocjacje w sprawie Maignana mogą otworzyć drzwi do Premier League?
Sytuacja kontraktowa Mike’a Maignana we włoskim AC Milan staje się polem bitwy informacyjnej, która bezpośrednio wpływa na plany transferowe Chelsea. Londyński klub od dłuższego czasu wymieniany jest jako potencjalny nowy pracodawca francuskiego golkipera, szczególnie że jego obecna umowa wygasa pod koniec sezonu, co teoretycznie mogłoby obniżyć kwotę odstępnego. Jednak najnowsze doniesienia rzucają cień wątpliwości na łatwość pozyskania tej gwiazdy.
Dyrektor sportowy Milanu, Igli Tare, uciął spekulacje dotyczące ewentualnego odejścia Maignana, zapewniając, że rozmowy w sprawie przedłużenia kontraktu są „aktywne”. „Nigdy nie słyszałem o prośbie netto o pensji w wysokości 8 milionów euro od Mike’a… Jest liderem, wspaniałym facetem, jest szczęśliwy w AC Milan i bylibyśmy szczęśliwi, mogąc go zatrzymać. Prowadzimy aktywne rozmowy” — oświadczył Tare dla DAZN. To stanowisko stawia pod znakiem zapytania zimową operację dla Chelsea, która desperacko potrzebuje stabilizacji w defensywie.
Obecny numer jeden Chelsea, Robert Sánchez, zaliczył relatywnie spokojny sezon, lecz błędy, które zdarzały mu się w koszulce The Blues, sprawiają, że jego pozycja nie jest stuprocentowo bezpieczna. W obliczu faktu, że kibice odczuwają frustrację – zwłaszcza widząc osiem punktów straty do liderującego Arsenalu po 16 kolejkach – sprowadzenie światowej klasy bramkarza mogłoby być potężną dawką optymizmu i jakości.
Czy Enzo Maresca ma o co się martwić w ofensywie? Premier League to nie rozmowy o gwiazdorach
Choć Chelsea odnotowała ostatnio zwycięstwo 2:0 nad Evertonem, co nieco rozładowało presję na Enzo Marescę (po trzech meczach bez wygranej w lidze), statystyki krzyczą o problemach. W porównaniu do tego samego etapu ubiegłego sezonu, The Blues stracili cztery bramki mniej (15), ale jednocześnie ich dorobek ofensywny jest niższy o dziesięć goli (27).
Wielu upatruje przyczyny w nieobecności Cole’a Palmera, który zagrał zaledwie 290 minut w Premier League. Sam Anglik przyznał, że wciąż zmaga się z problemami pachwinowymi, co sugeruje, że poszukiwanie atakujących wzmocnień w styczniu powinno być priorytetem. Jednak tutaj pojawia się klasyczny dylemat transferowy Chelsea: jak przekonać topowego napastnika do przyjścia na Stamford Bridge, jeśli ma być drugą opcją za w pełni zdrowym Palmerem? To pułapka, w którą łatwo wpaść, kiedy buduje się skład oparty na młodych talentach, a nie na sprawdzonych nazwiskach.
Maresca udowodnił już, że potrafi rywalizować taktycznie na najwyższym poziomie. Choćby zwycięstwo 3:0 nad Paris Saint-Germain w finale Klubowych Mistrzostw Świata czy imponujący remis z Arsenalem w listopadzie, mimo gry w osłabieniu, świadczą o jego strategicznym potencjale. Niemniej jednak, strata punktów w ośmiu meczach ligowych to za dużo, by realnie myśleć o triumfie w 2025/26 roku. Inna sprawa to puchary.
Szansa na „pocieszenie” w Pucharze Ligi
EFL Cup (Puchar Ligi) może okazać się dla Mareski oazą spokoju i szansą na trofeum, co zawsze koi nerwy akcjonariuszy i kibiców. Chelsea zmierzy się z Cardiff City w ćwierćfinale i nie ma co ukrywać – zwycięstwo powinno być obowiązkiem. O ile w półfinale może dojść do starcia z gigantami pokroju Manchesteru City lub Arsenalu, to wygranie jakiegokolwiek pucharu na Stamford Bridge zawsze jest postrzegane jako krok we właściwym kierunku. Niemniej jednak, kibice oczekują regularności na poziomie mistrzowskim, a do tego potrzebne są transfery – zarówno stabilny bramkarz, jak i snajper zdolny do strzelania goli w lidze, gdy Palmer odpoczywa lub musi pauzować.