Manchester United, ekipa, która przez lata dzierżyła berło w angielskim futbolu, wydaje się obecnie borykać z fundamentalnym problemem na bocznych sektorach obrony, zwanej współcześnie „wing-backami”. O ile taktyka Erika ten Haga, mająca czerpać z modelu Rúbena Amorima i ustawienia 3-4-1-2, generuje mnóstwo wirtualnej przestrzeni na skrzydłach, o tyle wykonawcy tego zadania zawodzą. Czerwone Diabły, świadome luki, planują chirurgiczne cięcia w tej formacji, celując w letnie okno transferowe roku 2026. Czy fani Czerwonych Diabłów doczekają się wreszcie elitarnych żołnierzy do gry na całej długości boiska?

Dlaczego boczni obrońcy United są obecnie punktem zapalnym? Analiza kryzysu na flankach
Przejście na system z wahadłowymi obrońcami było wyraźnym sygnałem, że United potrzebuje dynamicznych graczy, zdolnych do jednoczesnego wsparcia ataku i zabezpieczenia tyłów. Problem polega na tym, że obecnie brakuje jednostek, które idealnie wpasowałyby się w tę koncepcję. Z doniesień wynika, że sytuacja jest na tyle poważna, iż klub jest „zdeterminowany, aby wzmocnić opcje na pozycjach wahadłowych” w przyszłym roku. To nie jest kwestia kaprysu; to konieczność podyktowana boiskową rzeczywistością.
Diego Leitão, osiemnastoletni talent pozyskany latem, na razie pozostaje jedynie obietnicą, nie mając na koncie debiutu w pierwszym zespole. Co więcej, istnieje „silne prawdopodobieństwo”, że młokos opuści Old Trafford na wypożyczenie już w styczniu, by zdobywać doświadczenie. Z kolei Patrick Dorgu, który przyszedł w styczniowym okienku, kompletnie nie potrafił wnieść oczekiwanej jakości po transferze z Lecce – trudno go nazwać solidnym rozwiązaniem. Weteran Luke Shaw, postać kluczowa w minionych sezonach, stracił wymaganą „mobilność” do efektywnego operowania na tej wymagającej pozycji.
Na prawej stronie sytuacja jest równie nieciekawa. Zarówno N بنفسair Mazraoui, jak i Diogo Dalot, notują nieprzekonujące występy, dalekie od kreowania ofensywnego przewagi. Amad Diallo, z racji swoich umiejętności, naturalnie powinien być ustawiony wyżej, bliżej bramki rywala, co dodatkowo uwypukla braki w tradycyjnym wahadle. Innymi słowy, system wymaga architektury, której obecne fundamenty nie są w stanie wytrzymać.
Co z transferową rewolucją? Cel: Wzmocnienie środka pola i eliminacja luk
Jak donosi ESPN, Manchester United doskonale zdaje sobie sprawę z tego deficytu jakościowego. Priorytetem na rok 2026 ma być sprowadzenie minimum jednego, ale najprawdopodobniej dwóch zawodników zdolnych do gry na wahadłach. Nie jest to jednak jedyny obszar wymagający interwencji. Wzmocnienia mają objąć również środek pola, co sugeruje pewną niepewność co do przyszłości obecnej obsady.
Środkowy trzon pomocy, choć bogaty w nazwiska, otoczony jest znakami zapytania. Mimo że Bruno Fernandes, Kobbie Mainoo, Manuel Ugarte i Casemiro nie opuszczą klubu jednocześnie po sezonie 2025/2026, klub aktywnie monitoruje potencjalne uzupełnienia. Wśród podziwianych kandydatów znajdują się takie nazwiska jak Adam Wharton z Crystal Palace, Elliot Anderson z Nottingham Forest, Carlos Baleba z Brighton & Hove Albion, Conor Gallagher z Atletico Madryt (choć to bardziej spekulacja bazująca na powiązaniach) oraz Angelo Stiller ze Stuttgartu. Dodatkowo, intrygująco brzmi zainteresowanie parą z Wolverhampton Wanderers: Andre i Joao Gomes. To sugeruje szerokie poszukiwania, mające na celu stworzenie głębi i podniesienie ogólnego poziomu intensywności.
Czy Harry Amass to lewe skrzydło, którego United potrzebuje? Perspektywa młodego talentu
Paradoksalnie, w miejscu, gdzie klub najgłośniej szuka rozwiązań (prawa strona), brakuje ewidentnego kandydata jutra. Deficyt „jakości ofensywnej” u Mazraouiego i Dalota jest zbyt duży, aby system mógł w pełni funkcjonować. Jednak na lewej flance sytuacja jest bardziej obiecująca, a United może mieć rozwiązanie „domowej roboty”.
Choć inwestycje w kupno gwiazdy są niemal pewne, nie należy zapominać o młodzieży. Harry Amass, osiemnastoletni obrońca, obecnie zbiera cenne doświadczenie na wypożyczeniu w Sheffield Wednesday. W Championship zanotował już 12 występów i jednego gola, co stawia go w niezłej świetle. Co kluczowe z perspektywy United, pozytywnie się prezentuje, a jego kontrakt na Old Trafford obowiązuje do czerwca 2027 roku.
Można argumentować, że „Manchester United powinien uczynić nowy kontrakt dla Amassa priorytetem w przyszłym roku”. Jeśli jego trajektoria wzrostu utrzyma się, to w kampanii 2026/2027 ten młody Anglik może być tym, który wreszcie „przykuje” pozycję lewego wahadłowego. Zapewnienie stabilności młodym talentom, które już teraz są zintegrowane z filozofią klubu, może okazać się mądrzejszą inwestycją niż próba zakupu kolejnej (niekoniecznie pewnej) gwiazdy światowego formatu. United potrzebuje solidności na obu flankach – prawa strona musi zostać kupiona, lewa może zostać wychowana.