Młody geniusz z Anderlechtu: Nathan De Cat redefiniuje rolę defensywnego pomocnika.

Belgijska kuźnia talentów znów rozgrzana do czerwoności, a na jej czele jawi się postać, która może zrewolucjonizować postrzeganie defensywnego pomocnika.

Drugi sezon w cieniu zawirowań: Jak De Cat zyskuje na Anderlechtowym chaosie

Belgijski futbol od dawna słynie z doskonałych akademii. Mimo że Anderlecht nie jest już tak dominującą siłą, jak kiedyś, to system szkolenia pozostaje niezachwiany. Nathan De Cat to najnowszy, a zdaniem wielu, najbardziej obiecujący wychowanek, który skorzystał z jasnej ścieżki dla wyjątkowych talentów. Ma zaledwie 17 lat, ale już teraz jest jednym z pierwszych nazwisk na kartce trenera Jérémy'ego Taravela.

De Cat, pomimo swojego młodego wieku i gry w klubie przechodzącym turbulencje, jawi się jako dominująca siła na boisku. Jego naturalna pozycja to defensywny pomocnik, ale nie aspiruje do bycia klasycznym metronomem typu Sergio Busquets, operującym krótkimi podaniami, ani też nie jest typem N'Golo Kanté, bazującym na tytanicznej pracy w destrukcji. Jego atuty są inne. Mierząc imponujące 6 stóp i 4 cale wzrostu, jest fizycznie potężny – co jest rzadkością na tej pozycji. Jest trudny do obalenia i wygrywa pojedynki zarówno na ziemi, jak i w powietrzu, co czyni go kotwicą uspokajającą partnerów.

Mówi się o nim, że jest „dojrzały jak na swój wiek”, a to banał, który w jego przypadku ma pokrycie w faktach. De Cat dysponuje wszechstronnym wachlarzem podań. Nie zadowala się piłkami do boku czy do tyłu; on chce podejmować ryzyko, posyłając podania diagonalne i przerzucając linie, kreując przestrzeń tam, gdzie inni widzą mur. Jego statystyki podań w Pro League to potwierdzają – to gracz, który szuka pionu, nie boi się angażować w budowanie akcji ofensywnej.

Naturalnie, bycie kompletnym zawodnikiem to proces. Na ten moment, jego progresywne dryblingi pozostawiają nieco do życzenia. Zaledwie 11 udanych prób w sezonie przy skuteczności 39,3% to niski wynik. Chociaż można argumentować, że od defensywnego pomocnika rzadko oczekuje się rajdów przez pół boiska – on ma być fundamentem. Zazwyczaj buduje bazę, pozwalając bardziej ekspresyjnym graczom Anderlechtu na wolną amatorszczyznę, ale jego rola ostatnio uległa znaczącej modyfikacji.

Transformacja roli: Od „szóstki” do dziesiątki zaskoczeń

Sezon 2025/2026 był dla Anderlechtu rollercoasterem, co z pewnością wpłynęło na kalibrację jego roli na boisku. Zaczęli z Besnikiem Hasi, który wyleciał w lutym po fatalnej końcówce, zbierając zaledwie pięć punktów w ostatnich siedmiu ligowych meczach. Po „kryzysowych naradach” przybył Edward Still (brat znanego byłego menedżera Southampton, Willa Stilla), który przegrał swój jedyny mecz – półfinał Pucharu Belgii z Royal Antwerp. Ostatecznie posadę objął Jérémy Taravel, co wywołało spore kontrowersje ze względu na brak licencji UEFA Pro, wymaganej formalnie dla trenerów w Belgii. Choć początkowo klub miał czas na znalezienie trenera z odpowiednimi papierami do 10 kwietnia, spekuluje się, że Taravel dokończy sezon.

Te zawirowania, choć managerskie, przełożyły się na boisko. W pięciu ostatnich meczach pod wodzą Taravela, De Cat zanotował dwa gole i cztery asysty! Nowy szkoleniowiec postanowił zaryzykować, przesuwając go wyżej.

W spektakularnym rewanżu półfinału Pucharu, wygranym 4:0 z Royal Antwerp, De Cat zagrał na lewym skrzydle. Ta „nietypowa decyzja” przyniosła owoc już po 52 sekundach, gdy jego „absolutnie wykwintny” dośrodkowanie idealnie trafiło na głowę Nathana Saliby. Fizyczność De Cata na skrzydle kompletnie zaskoczyła obrońców rywala. Sam zdobył bramkę tuż przed przerwą, solidnym półwolejem sprzed pola karnego, choć sam bramkarz mógł zachować się lepiej.

W kolejnych spotkaniach, przeciwko RAAL La Louviere i Zulte Waregem, wrócił do środka pola, lecz nadal spędzał sporo czasu operując po lewej stronie, skąd wypracował dwie kolejne asysty. Jedna z nich była efektem jego gry rozumienia, kiedy przeciął podanie przed obrońcą i „przewlekł” Thorgana Hazarda w sytuację sam na sam. Druga asysta wynikała ponownie z siły – po prostu okazał się silniejszy w fizycznym pojedynku w polu karnym i wyłożył piłkę Hazardowi.

Nowa rola „dziesiątki” – przyszłość na horyzoncie

Taravel, widząc potencjał De Cata w finalnej tercji boiska, testuje go na pozycji numer dziesięć w ostatnich dwóch meczach. Efekt? W derbach z Club Brugge (remis 2:2) to właśnie on otworzył wynik. I to nie byle jak. Zaskakujący, instynktowny strzał, bez zbędnego przyjmowania piłki – pewny, kliniczny i celowy. To nie jest gol, jakiego spodziewalibyśmy się po defensywnym pomocniku.

Częściowo może to wynikać z elementu zaskoczenia. Obrona rywali nie jest przyzwyczajona do radzenia sobie z rozgrywającym o takiej posturze i gabarytach. Bez względu na przyczyny, gra De Cata ewoluuje, czyniąc go jeszcze bardziej pożądanym towarem dla europejskiej elity.

Choć belgijski futbol ponownie ma asa w rękawie, jest niemal pewne, że latem zaczną się poważne rozmowy. Bayern Monachium jest łączony z nim jako potencjalny następca Leona Goretzki, a rywal zza miedzy, Borussia Dortmund, również ponoć obserwuje sytuację. Oczywiście, kluby Premier League z pewnością stukną do drzwi, ale dla tak młodego gracza, pozostanie w Belgii na kolejnych parę lat mogłoby okazać się najlepszym ruchem. Kraj, który w ostatniej dekadzie wydał światu jednych z najlepszych piłkarzy, prawdopodobnie zgotował nam kolejnego giganta.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.