Nastolatek Pitarch zastępuje Kroosa i Modricia w sercu Realu Madryt.

Mecz Real Madryt kontra Manchester City zapamiętamy na długo, a to głównie za sprawą Fede Valverde i jego kosmicznego hat-tricka, który postawił Los Blancos jedną nogą w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

Ufność pod ostrzałem: jak Thiago Pitarch ratuje środka pola po odejściu legend

Środek pola Realu Madryt od sezonu emerytury Toniego Kroosa stał się zagadką, a może wręcz udręką dla kibiców i analityków. Niemiec był metronomem, który dyktował tempo i kierunek gry z głębi pola. Jego braki kadrowe stały się bolesne przez ostatnie dwa lata. A co dopiero, gdy do tego dorzucimy odejście Luki Modricia do Milanu po ubiegłym sezonie – choć Chorwat fizycznie już słabł, jego spryt i kontrola nad piłką wciąż były nieocenione. Te luki, te dwa filary, po prostu nie zostały załatane.

W obliczu narastającej listy kontuzji na początku marca, Álvaro Arbeloa, obecny trener kadry młodzieżowej, sięgnął do skarbnicy akademii. Dla Arbeloi, który dobrze zna utalentowanego Thiago Pitarcha z pracy w Realu Madryt Castilla, to był naturalny krok. I ten debiut w najważniejszym meczu sezonu, starciu z Manchesterem City, był pokazem kolosalnej odwagi i, co ważniejsze, jakości.

Pitarch zaprezentował się w centrum pola z niesamowitą pewnością siebie. Owszem, miał jeden potknięcie – stracił piłkę we własnym polu karnym, co wymusiło heroiczny refleks Thibauta Courtoisa – ale poza tym momentem, ten nastolatek dostarczył drużynie to, czego tak bardzo brakowało: stabilność i kontrolę.

Obietnica Arbeloi i dziedzictwo Modricia: kim jest nowy Cud z Madrytu?

Relacja między Pitarcham a Arbeloą wydaje się kluczowa dla tej nagłej eksplozji formy. Sam zawodnik przyznał:

„On jest dla mnie bardzo ważny. Od samego początku zawsze darzył mnie pełnym zaufaniem. Zawsze staram się mu to wynagrodzić, bo nie mam wyboru. Od początku ze mną rozmawia. Każe mi mieć osobowość, być sobą i nie bać się pokazać, kim jestem. Staram się to robić, by spłacić całe to zaufanie, które mi daje”.

Efekty są piorunujące. Pitarch zagrał w ostatnich czterech meczach we wszystkich rozgrywkach, wliczając w to pogrom City w Lidze Mistrzów. Jego wejście zbiegło się z najlepszym okresem Realu Madryt w tym sezonie, a on sam zbiera laury za to, jak zapewnił Los Blancos bezpieczeństwo w operowaniu futbolówką.

Choć Pitarch lubi operować z głębokiej pozycji, jego gra jest nakierowana na progresję. Czasem to podanie otwierające linię obrony, a czasem – zupełnie jak Modrić za swoich najlepszych lat – po prostu niesie piłkę nogami. Jest zdecydowanie bardziej Modriczem niż Kroosem w swoim stylu gry.

Jak Arbeloa odblokował potencjał ofensywny bez supergwiazd?

Arbeloa, adaptując taktykę w ostatnich meczach, skoncentrował się na lepszym progresowaniu posiadania piłki do przodu. Z przodu Pitarcha wystawił naturalnych kreatorów, czyli Brahima Díaza i Ardy Güler, wymagając od nich dużej liczby kontaktów z piłką. W starciu z City sekwencje posiadania Realu były ostrzejsze niż kiedykolwiek pod wodzą Xabiego Alonsa. Stworzyli mnóstwo sytuacji – Expected Goals na poziomie 2.63 to znakomity wynik.

Trzeba tu być brutalnie szczerym – kiedy Xabi Alonso trenował Real Madryt, miał kłopot ze zgraniem spójnej struktury, kiedy musiał pomieścić na boisku Jude’a Bellinghama, Kyliana Mbappé i Viniciusa Júniora. Aktualnie Arbeloa musi radzić sobie (i wygrywać) mając kontuzjowanych Bellinghama i Mbappé, z jedynie Viniciusem na czele. I tu tkwi paradoks: mimo że Bellingham i Mbappé to gracze światowej klasy, ich obecność nie zawsze sprzyjała układowi Realu Madryt w fazie ataku pozycyjnego i obrony. Żaden z nich nie jest naturalnym, chętnym do pressingu numerem dziewięć, a linia ataku złożona z Mbappé i Viniciusa, wspierana przez Bellinghama, często zostawiała środek pola bez wsparcia.

W Pitarchu widzimy symbol tego, czym Real Madryt mógłby się stać, jeśli zdecydują się kontynuować drogę z Arbeloą na ławce. Były obrońca wyraźnie chce zbudować most między akademią a pierwszą drużyną, a nastolatek już udowadnia, ile talentu drzemie w klubowych zasobach.

Oczywiście, Los Blancos muszą jeszcze pokonać Manchester City w rewanżu Ligi Mistrzów. Pep Guardiola z pewnością nie zamierza oddawać inicjatywy przed własną publicznością, a trybuny na Etihad będą wierzyć w odwrócenie losów, jeśli City wcześnie zdobędzie bramkę we wtorek. Niemniej, w Pitarchu Arbeloa ma kogoś, na kim może polegać, by utrzymać nerwy na wodzy, tak jak miało to miejsce w pierwszym meczu. Ten młodzieniec pomoże drużynie doprowadzić ten dwumecz do końca z kompozycją nieadekwatną do jego młodego wieku. Poziomem może nie dorównuje jeszcze Kroosowi czy Modricowi, ale jego wartość rośnie z każdym rozegranym minutą w barwach Realu Madryt.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.