Kiedy świat wstrzymywał oddech, a analitycy kręcili głowami, Newcastle United ponownie udowodniło, że intuicja potrafi być cenniejsza niż zimna kalkulacja rynkowa. W centrum tej dyskusji stoi teraz Nick Woltemade – gigant z Bundesligi, którego transfer za bajońskie sumy wywołał falę sceptycyzmu. Czy Sroki właśnie trafiły w dziesiątkę, powtarzając historię sukcesu z przeszłości?

Fenomen Woltemade: Drogi transfer, początkowe wątpliwości i nagłe olśnienie
Lato transferowe przyniosło Newcastle United sprowadzenie Nicka Woltemade za wstępną opłatą 65 milionów funtów. Szczerze mówiąc, kwota ta wywołała konsternację. Mowa była o zawodniku zaledwie po jednym solidnym sezonie w Bundeslidze, w którym zdobył 12 bramek dla VfB Stuttgart. Nie był to sezon spektakularny, a wizja jego docelowego zatrudnienia w Bayernie Monachium tylko potęgowała wrażenie, że Sroki mogły przepłacić, zwłaszcza że rynek transferowy dla napastników tętnił życiem.
Wielu spodziewało się, że inne kluby, widząc początkową cenę i relatywnie niestabilną historię bramkową Niemca, wstrzymają się z ofensywą. To uczucie lekkiej niepewności w kontekście dużych wydatków na atakujące talenty musi być jednak znajome kibicom Srok. Dokładnie to samo działo się kilka lat temu przy transferze Alexandra Isaka, który kosztował około 63 milionów funtów. Wówczas giganci tacy jak Arsenal czy Liverpool mięli się wahać, odstraszeni ceną i chwilową nieregularnością Szweda w zdobywaniu goli. Efekt? Isak strzelił 54 bramki w 86 występach ligowych, zanim odszedł za rekordową brytyjską kwotę.
Newcastle, raz jeszcze, wydaje się nagradzane za odwagę w inwestowaniu w surowego, młodego napastnika, którego wielu uważało za przepłaconego.
Pięć goli do grudnia: Nowy punkt odniesienia w ofensywie Srok
Wchodząc w grudzień, Woltemade ma na koncie pięć goli w Premier League. Jak na debiutanta w angielskiej elicie, to wynik, który plasuje go w czołówce. Wśród strzelców, którzy mają go wyprzedzać, znajdują się między innymi Antoine Semenyo (sześć), Jean Philippe-Mateta (siedem), Danny Welbeck (siedem), Igor Thiago (jedenaście) i Erling Haaland (czternaście). Kluczowa obserwacja jest taka: żaden z tych zawodników nie jest nowicjuszem w Premier League. Woltemade jawi się jako ten letni, drogi nabytek, który zaadaptował się zaskakująco szybko.
23-latek przejął rolę głównego zagrożenia w ataku na St. James’ Park, wypełniając lukę po odejściu Isaka. Nie jest to przypadek, że poprawa formy Newcastle zbiega się z momentem, gdy Eddie Howe w końcu zrozumiał, jak efektywnie włączyć swojego nowego numeru 27 do gry. Ostatnio zmagania ofensywne The Magpies groziły derailmentem sezonu, a proponowanym rozwiązaniem było – i jest nadal – zbudowanie gry ofensywnej wokół byłego celu transferowego Bayernu Monachium.
Odrodzenie Eddiego Howe’a: Jak wykorzystać niemieckiego taranu
W ostatnim czasie widzimy realizację tej strategii. W zwycięskim meczu przeciwko Manchesterowi City, tylko Haaland (pięć strzałów) oddał więcej strzałów niż Woltemade (cztery). Choć sam nie trafił w tym spotkaniu, dwukrotnie mocno naciskał na Gigi Donnarummę. Jedna z tych prób to potężny strzał głową, przy obsłudze bramkarza, a druga to zakręcona próba, która zmusiła Włocha do pełnej interwencji. W innym dniu, z odrobiną szczęścia, zakończyłby mecz z dwoma golami.
Niemiec był również koszmarem w wygranej 4:1 z Evertonem. Odegrał kluczową rolę przy pierwszym golu – był głęboko zaangażowany w akcję poprzedzającą strzał Anthony’ego Elangi, który został obroniony, ale Newcastle zdobyło bramkę z rzutu rożnego. Następnie podwyższył na 3:0, wykazując się chłodną głową i pewnością siebie, kiedy zręcznie lobował Jordana Pickforda. Dorzucił swoje „trzy grosze” do czwartego gola, tworząc przestrzeń w polu karnym, zanim jego strzał został zablokowany na linii bramkowej.
Nawet menedżer Eddie Howe docenił jego wkład w pomeczowym wywiadzie dla Sky Sports:
„Nick [Woltemade] dobrze wykorzystał swoją szansę, co było dla niego dobre, by wrócić do strzelania bramek, i mogliśmy zdobyć więcej.”
Przed starciem z City, Woltemade notował średnio 1,9 strzału na 90 minut w lidze. W dwóch ostatnich meczach to średnia trzy strzały na mecz, a wartości xG (oczekiwane gole) wyniosły odpowiednio 0,61 i 0,59. To wyraźny wzrost intensywności i znaczenia w ostatniej tercji boiska.
Woltemade zdaje sobie sprawę z potencjału dalszego rozwoju. Wypowiedział się po zwycięstwie nad Toffees:
„Myślę, że mogę poprawić swoją grę, ale strzeliłem bramki, co jest najważniejsze dla napastnika. Aby poczuć się dobrze w nowym klubie, zwłaszcza w nowej lidze, jestem z tego naprawdę szczęśliwy.”
Howe nie wynalazł koła na nowo, ale znalazł klucz do aktywowania swojego drogiego napastnika w strefie finalizacji, a efekty są już widoczne. Pozostaje obserwować, czy ten młodzieńczy impet okaże się długoterminowym filarem ofensywy Srok.