Chelsea i Newcastle: problemy w bramce i posuchę Woltemade górują nad ligą.

Ostatnia kolejka europejskich pucharów postawiła angielskim ekipom dość niewygodne pytania: czy Premier League stała się nazbyt uzależniona od stałych fragmentów gry i fizyczności?

Kryzys formy i dylematy szkoleniowców po europejskich wojażach

Ostatnie mecze europejskich pucharów były prawdziwym testem dla zespołów z Premier League, a wyniki nie napawają optymizmem. Choć Chelsea zaliczyła być może najlepszy występ pod wodzą Liama Roseniora, pokonując Aston Villę, to ironicznie, spektakularne zwycięstwo Newcastle 2:1 nad rozpędzonym Manchesterem United, mimo gry w dziesięciu, mogło być bardziej wymowne. Czy ta liga, przyzwyczajona do dominacji siły i górnych zagrań — taktyki, która często przynosi sukcesy krajowo — zaczyna napotykać ściany na arenie międzynarodowej?

Zagadka bramkarza w Chelsea: Czy Rosenior powtarza błędy Mareski?

W Chelsea sprawa obsady bramki zaczyna przypominać błędne koło, w które wpadł już Enzo Maresca. Liam Rosenior, mając wizję gry od własnego pola karnego, rzuca na ławkę rezerwowych Roberta Sáncheza, stawiając na Filipa Jørgensena, by zaraz potem dojść do wniosku, że ten drugi prawdopodobnie jest gorszy. Sensację wywołał 17-minutowy debiut Antonaína Kinský'ego w Lidze Mistrzów, ale postawa Jørgensena była równie intrygująca, co negatywna. Teraz, gdy perspektywa odpadnięcia z elitarnego grona klubów Europy staje się niemal pewna, Rosenior musi wziąć się za bolesną autoanalizę.

Sánchez zmierzał ku swojemu najlepszemu sezonowi w barwach Chelsea. Owszem, wyglądał nieco niepewnie w starciu z Arsenalem, ale znów jest zmuszany do gry w stylu, który mu nie służy. Pozwól mu po prostu robić parady i od czasu do czasu wybić piłkę na aut, a wszystko by działało.

Wiele wskazuje na to, że filozofia gry nie może stać ponad formą i predyspozycjami kluczowych zawodników. W sytuacji kryzysowej potrzebny jest golkiper, który pewnie radzi sobie pod presją, a nie zawodnik, którego próby rozgrywania piłki tylko potęgują chaos.

Gwiazda z Newcastle i syndrom nagłego spadku — czas na alarm dla Woltemade?

Nick Woltemade, potężny Niemiec w długim rękawie koszulki Newcastle, na początku sezonu sprawiał wrażenie kandydata na prawdziwą ikonę Tyneside. Jednakże, jego forma zaliczyła dość dramatyczny zjazd. Historia jest tu ironiczna: Woltemade nie strzelił gola w Premier League od czasu swojego dubletu w remisie 2:2 z Chelsea w pierwszej rundzie rewanżowej – być może to zły omen. Statystyka mówiąca o jednej bramce w ostatnich dwudziestu występach we wszystkich rozgrywkach jasno sugeruje, że jest już dawno "spóźniony" na przełamanie.

Eddie Howe ma alternatywy, co czyni sytuację Woltemade bardziej palącą. Yoane Wissa, choć nie zachwyca, ma udokumentowaną wartość w Premier League. Z kolei Will Osula, dzięki swojemu niesamowitemu zwycięskiemu golowi w ostatnim meczu, mógł przekonać menedżera do dania mu większej szansy. Bez względu na wszystko, Woltemade musi natychmiast podkręcić obroty. W europejskiej piłce, gdzie liczy się skuteczność, takie wahania formy są nie do wybaczenia.

Kadrowe zagadki przed nadchodzącym starciem

Na szczęście dla obu ekip, lista kontuzjowanych nie jest na razie katastrofalna, choć pewne braki odczuwalne są bardzo mocno. W Chelsea Estêvão (naciągnięcie ścięgna podkolanowego) jest pod znakiem zapytania, a Jamie Gittens (problem mięśniowy) jest blisko powrotu, lecz ten mecz nadejdzie dla niego za wcześnie.

Największą pozytywną wiadomością dla The Blues jest to, że Levi Colwill wznowił lekkie treningi z drużyną. Ten środkowy obrońca był ogromną stratą dla Chelsea w tym sezonie. Pozostaje niewiadomą, czy Anglik zdoła wystąpić jeszcze w tej kampanii, ale sam fakt jego progresu to pozytywny sygnał.

Jeśli mowa o kluczowych brakach, to Newcastle wciąż musi radzić sobie bez Bruno Guimarãesa, który zmaga się z urazem mięśniowym i powrót tego Brazylijczyka przewidywany jest dopiero w połowie kwietnia. Ponadto, Sroki nie będą mogły liczyć na Lewisa Mileya (kolano), Fabiana Schärra (kostka) oraz Emila Krafth (kolano). Ubytek Guimarãesa, swoistego serca i mózgu zespołu, jest tu bezdyskusyjnie największym problemem taktycznym przeciwstawnej strony.

Przewidywania i chłodna analiza

Chelsea, choć jej forma bywa dyskusyjna, ma wyraźnie więcej do ugrania w kontekście ligowym, wciąż utrzymując szansę na awans do czołowej czwórki. Newcastle po ostatnich wyczynach w Europie może odczuwać większe zmęczenie materiału. Mimo to, patrząc na obie drużyny i ich obecną dyspozycji, spodziewamy się zaciętego pojedynku, który zakończy się remisem 1:1.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.