Nice na krawędzi: od Ligi Mistrzów do barażowego dramatu.

Sezon OGC Nice to podróż przez roller-coaster emocji, gdzie ambitne cele ustąpiły miejsca egzystencjalnej walce. Zaledwie rok po udanym finiszu, klub stoi o krok od katastrofy, a właścicielom, INEOS, ewidentnie brakuje zaangażowania w projekt, który wydaje się być na krawędzi rozpadu.

Upadek z Ligi Mistrzów na baraże o utrzymanie: Inwestycje wyschły, a talenty odeszły

Sezon 2024/2025 nie zaczął się dla Nice najgorzej – eliminacje Ligi Mistrzów, po zajęciu czwartego miejsca, dawały nadzieję na powtórzenie sukcesu, a może nawet na poprawę. Niestety, marzenia o europejskich pucharach szybko legły w gruzach. Teraz, zamiast rywalizować z europejską elitą, Les Aiglons muszą mierzyć się z dwumeczem barażowym przeciwko Saint-Etienne, którego stawką jest uniknięcie degradacji. To scenariusz katastrofalny dla sir Jima Ratcliffe'a i INEOS, którzy, jak się okazuje, znaleźli sobie ciekawsze zajęcie – Manchester United.

Obietnice obalenia hegemona z Paryża zbladły w obliczu faktu, że inwestycje praktycznie wyschły. Latem ubiegłego roku Nice wydało na transfery zaledwie 35,18 miliona euro, inkasując przy tym imponujące 108 milionów euro. Ta masowa wyprzedaż kluczowych graczy była sygnałem ostrzegawczym, którego zarząd zdawał się nie zauważać.

Wśród sprzedanych znaleźli się filary drużyny. Jean-Clair Todibo zameldował się na stałe w West Hamie, Evann Guessand, po nieudanym przystanku w Aston Villi, powędrował do Crystal Palace, a doświadczony bramkarz Marcin Bułka, nie tracąc czasu, zabezpieczył sobie lukratywny kontrakt w Arabii Saudyjskiej. Na horyzoncie zarysowała się górska przeprawa. Zastępca Guessanda, Kevin Carlos, nie potrafi trafić do siatki w lidze. Menedżer Franck Haise już jesienią sygnalizował, że brakuje mu jakości, by myśleć o Europie, a później posunął się dalej, stwierdzając, że nie jest w stanie „stworzyć grupy” z dostępnego składu. To była prosta diagnoza: zarząd zostawił trenera na lodzie.

Eskalacja napięć i radykalne decyzje: Pożegnania w atmosferze skandalu

W miarę jak wyniki się pogarszały, gniew kibiców narastał, choć ich frustracja często była kierowana pod adresem piłkarzy, co wydaje się niesprawiedliwe. Niemniej jednak, dyrektor sportowy Florian Maurice i prezydent Fabrice Bocquet również nie uniknęli krytyki. Atmosfera zgęstniała do tego stopnia, że w listopadzie doszło do incydentu, który wstrząsnął francuskim futbolem. Po powrocie z porażki w Lorient, Terem Moffi i skrzydłowy Jeremie Boga zostali zaatakowani przez fanów, gdy tylko wysiadali z autokaru na treningu. Kilka miesięcy później obaj opuścili klub.

Wkrótce potem odszedł Bocquet. Najważniejszą jednak decyzją było odejście Haise'a w grudniu, który w lutym znalazł zatrudnienie w Stade Rennais. Pięćdziesięciopięciolatek odmienił oblicze drużyny z Bretanii, zapewniając jej awans do europejskich pucharów. To dowód na to, co potrafi spokojne środowisko pracy.

W reakcji na ten chaos, władze Nice popełniły ruch, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny: zatrudniły ponownie byłego menedżera, Claude’a Puela. Postać ta od dawna bywa solą w oku kibiców, zwłaszcza po epizodach w Premier League z Southampton i Leicester, które nie należały do udanych. W Nice Puel miał kredyt zaufania dzięki udanemu okresowi 2012–2016, ale ten kredyt szybko się wyczerpał. Weteran wygrał zaledwie dwa z osiemnastu meczów ligowych, a jego taktyka i wybory personalne spotkały się z powszechną krytyką.

Puel w ogniu krytyki, ale czy to jego wina? Ostatnia deska ratunku

Oczywiście, Puel nie jest głównym winowajcą. Wszedł do płonącego budynku, mając do dyspozycji jedynie maskę tlenową, a fundamenty już dawno runęły. Zagrał kartami, które otrzymał, ale problem jest znacznie głębszy niż postać trenera.

Kryzys można było zażegnać w ostatniej kolejce Ligue 1. Nice mierzyło się z już zdegradowanym Metz, drużyną, która wygrała zaledwie trzy mecze w sezonie. Utrzymanie było w ich rękach. Wystarczyło zrobić to, czego nie potrafili od października zeszłego roku: wygrać u siebie. Mecz zakończył się remisem 0:0, a kibice szturmowali murawę Allianz Riviera niemal natychmiast po gwizdku końcowym. Atmosfera na stadionie była napięta od początku; lęk, złość i desperacja – te emocje wypełniały trybuny, a w miarę upływu czasu dominowała czysta wściekłość. Na szczęście, ultrasom Nice udało się powstrzymać przed bardziej drastycznymi czynnym tak, jak miało to miejsce w Nantes, gdzie mecz przerwano po 22 minutach z powodu inwazji fanów.

Puel stwierdził, że ich „rozczarowanie jest uzasadnione” i ma rację. W klubie brakuje osób zdolnych do naprawy sytuacji, a co gorsza, wydaje się, że brakuje im motywacji. INEOS chce odejść i jeśli sprzedaż nastąpi latem, nowy nabywca odziedziczy kompletnie zdewastowaną instytucję. To może być sygnał ostrzegawczy dla kibiców United.

Co ciekawe, pomimo tego chaosu, wciąż mają o co walczyć. Kilka dni przed barażem o utrzymanie, Nice zmierzy się z RC Lens, rewelacją sezonu, w finale Pucharu Francji. „Wszyscy do Paryża” – głosił transparent wywieszony przez kibiców podczas remisu z Metz, co było odniesieniem do finału, któremu towarzyszyło skandowanie: „Weźcie się w garść!”. To jeszcze nie koniec, niezależnie od tego, jak mrocznie to wygląda. Puchar Francji stał się dla Nice pewnego rodzaju ucieczką. Wypożyczony z Eintrachtu Frankurt, niegdyś rozważany jako duży talent, Elye Wahi, w tych rozgrywkach czuł się znakomicie, zdobywając dwie bramki i notując asystę w trzech meczach. Kapitan i legenda klubu, 42-letni Dante, najstarszy i najbardziej doświadczony zawodnik francuskiej ekstraklasy, który odchodzi na emeryturę, zasługuje, by zakończyć karierę bez spadku i z trofeum na koncie. Najgorsze w tej sytuacji jest to, że trudno dostrzec światełko w tunelu dla Nice. Wszystko zależy od tego, kto przejmie klub i czy będzie mu choć trochę zależało. Relacje z INEOS są w tym momencie całkowicie zniszczone.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.