Odejście Brendana Rodgersa z Celticu wywołało trzęsienie ziemi, które przyćmiło powrót legendy, jaką jest Martin O’Neill. Czy ten „wczorajszy człowiek” jest w stanie uratować sezon The Hoops po chaotycznym lecie? Kilka tygodni po objęciu sterów, bilans jest zaskakująco pozytywny, lecz droga na szczyt wciąż usłana jest problemami kadrowymi.

Powrót legendy w cieniu skandalu: Czy stary mistrz to załatwi?
Odejście Brendana Rodgersa z Celticu było tak nagłe i szokujące, że powrót Martina O’Neilla po dwóch dekadach na ławkę trenerską ledwo zaistniał w nagłówkach. Irlandczyk, który rankiem przed ogłoszeniem nominacji publicznie typował Hearts na mistrza Szkocji, sam wydawał się zaskoczony tą nagłą szansą. Przez wielu sztabowcy ten ruch został odebrany jako decyzja leniwa, a może nawet ryzykowna. O’Neill, mając 73 lata, nie pracował w futbolu od sześciu lat, a jego ostatnie epizody (choćby w Nottingham Forest) nie należały do udanych. Jest personifikacją przeszłości.
A jednak, ten „wczorajszy człowiek” (jak sugerują niektórzy krytycy) wykonuje godną podziwu pracę, kierując Celtic w stronę stabilniejszej przyszłości. Dwa pierwsze mecze pod jego wodzą przyniosły zwycięstwa, a kulminacją było pokonanie odwiecznego rywala, Rangers, w półfinale Pucharu Ligi Szkockiej 3:1 po dogrywce. Choć triumf przyszedł w meczu, w którym rywale grali przez długi czas w dziesięciu (czerwona kartka dla Thelo Aasgaarda), widoczne są sygnały, że O’Neill potrafił wstrzyknąć drużynie nową energię. Być może obwieszczone nekrologi kampanii 2025/26 zostały napisane przedwcześnie.
Tajemnica sukcesu: Symbioza doświadczenia i nowoczesności na ławce
Kluczem do natychmiastowej poprawy nie jest wyłącznie postać samego O’Neilla. Fundamentalne znaczenie ma jego sztab asystencki, w skład którego weszli Shaun Maloney i Mark Fotheringham. To oni na co dzień prowadzą treningi, a ich wpływ jest natychmiast widoczny w sposobie, w jaki Celtic podchodzi do meczów – intensywność wróciła do ich gry.
Szczególnie widoczna była rola Maloneta. Były rozgrywający spędził znaczną część niedzielnego Derby Old Firm pod linią boczną, udzielając wskazówek i motywując graczy. Gdy mecz wszedł w dogrywkę, to właśnie Maloney, a nie O’Neill, poprowadził odprawę taktyczną w szatni. To jest właśnie ta synergia, która wydaje się być receptą na sukces w nowoczesnym futbolu. O’Neill, jako charyzmatyczna figura, ma stalowe nerwy i odpowiedni temperament, by stawić czoła notorycznie surowym szkockim mediom i absorbować presję wynikającą z bycia menedżerem Celticu. On już to wszystko przerabiał. Jednak za taktyczne przygotowanie na murawie odpowiada duet młodszych, kompetentnych trenerów. Balans w dugoutcie jest wzorowy.
Atak niczym z papieru: Cień letnich transferów nad Glasgow
Mimo natychmiastowego odrodzenia, Celtic nadal boryka się z poważnymi problemami strukturalnymi. Kadra jest zauważalnie osłabiona po katastrofalnym letnim okienku transferowym, w którym mistrzowie Szkocji – zamiast się wzmocnić – zaoferowali rywalom niemal najlepszych zawodników. Największy ubytek dotyczy sekcji ofensywnej, gdzie brakuje autentycznej światowej klasy.
Pewnym plusem jest postawa Johnny’ego Kenny’ego, który pod wodzą O’Neilla wykazał się poziomem, jakiego wcześniej mało kto się po nim spodziewał, strzelając trzy bramki w dwóch spotkaniach. Kolejnym przykładem jest Callum Osmand, nastoletni Walijczyk, który zdobył swoją premierową bramkę przeciwko Rangers. Jednak jeśli chodzi o udowodnioną jakość ofensywną, zasoby The Hoops są zaskakująco skromne. Kyogo Furuhashi, Nicolas Kuhn, Matt O’Riley i Adam Idah – wszyscy odeszli w ciągu ostatniego roku lub nieco ponad rok temu, a klub wydał na nowych graczy zaledwie 10 milionów funtów, co jest sumą śmiesznie małą biorąc pod uwagę skalę wyprzedaży.
Obecnie tempo nadaje Hearts. Ekipa pod wodzą Tony’ego Blooma stawia na model rekrutacji oparty na danych i odkrywa gwiazdy zdolne wygrywać mecze, czego dowodem było ich zwycięstwo nad Celticem w ostatnim meczu Rodgersa. W zeszłym roku Aberdeen zaliczyło podobnie szybki start, by potem spektakularnie opaść z sił. Wyzwanie ze strony The Jam Tarts wydaje się jednak bardziej solidne. Derek McInnes rotuje składem, a zespół w weekend bez problemu rozbił Dundee 4:0. Można się spodziewać, że Hearts znów zainwestuje w styczniu.
Wyniki decydują: Czy O’Neill będzie na finale pucharu?
Kto wie, czy Martin O’Neill w ogóle doczeka stycznia jako menedżer Celticu. Jak sam przyznał zapytany o prowadzenie drużyny w nadchodzącym finale Pucharu Ligi Szkockiej, odpowiedział:
„Cóż, w sekrecie, chciałbyś tego. Spójrzcie, jesteśmy w biznesie wyników i te sprawy mogą się zmieniać. Oglądałem mecz Midtjylland z Nottingham Forest, gdzie byli po prostu zbyt mocni, naprawdę, na City Ground. A potem mamy mecz z Kilmarnockiem w niedzielę. Więc szczerze mówiąc, te mecze, to wszystko zależy od wyników i to zdecyduje, czy zarząd może pomyśleć o nieśpieszeniu się. Gdybyśmy dzisiaj przegrali, być może nie doczekałbym czwartku”.
Nikt nie mógł przewidzieć, jak potoczy się ten sezon dla Celticu. O’Neill z pewnością myślał, że jego kariera menedżerska dobiegła końca. Teraz, gdy znów siedzi w dugoutcie, The Hoops mogą chcieć zatrzymać go tam, dopóki nie znajdzie się inna, bardziej długofalowa wizja. Powrót O’Neilla mógł być zaledwie przypisem do dywagacji na temat katastrofy Rodgersa, ale w kontekście uratowanego sezonu, może stać się jego głównym nagłówkiem.