Niespodziewany Sunderland rzuci wyzwanie zmagającemu się Liverpoolowi.

Cofająca się potęga kontra renesans Kopciuszek Premier League – czeka nas starcie, w którym o punkty będzie równie głośno, jak o historię. Sunderland, czołowa niespodzianka sezonu, melduje się na Anfield, by zmierzyć się z Liverpoolem, który desperacko szuka stabilności.

Wbrew oczekiwaniom: Fenomen Sunderlandu i kryzys na Anfield

Premier League potrafi zaskakiwać, a obecna kampania dostarcza materiału na dziesiątki scenariuszy. Sunderland, po powrocie do angielskiej elity, kroczy ścieżką, której nikt się nie spodziewał. Pod wodzą Régisa Le Brisa, drużyna zanotowała sześć zwycięstw i cztery remisy w pierwszych trzynastu meczach, plasując się na szóstym miejscu, zaledwie trzy punkty za drugim Manchesterem City. To nie są przypadkowe punkty – Black Cats ograli Chelsea na Stamford Bridge i zremisowali z niepokonanym dotąd liderem, Arsenalem. Ostatnio dokonali spektakularnego powrotu na Stadium of Light, odrabiając 0:2 i pokonując Bournemouth. Jak widać, ta drużyna ma charakter.

"W Premier League naprawdę liczy się rozpęd" – to stwierdzenie, które idealnie rezonuje z sytuacją Sunderlanda. Jednak ich kalendarz na najbliższe tygodnie to prawdziwy test charakteru: najpierw mistrzowie, Liverpool, potem Manchester City, a na koniec derbowe starcie z Newcastle United. Mecze z LFC i City to w zasadzie "free hity" – niewielu spodziewa się punktów, więc mogą grać bez presji. Sukces w którymkolwiek z tych spotkań idealnie ustawiłby ich na kluczowe derby.

Zupełnie inna narracja rozgrywa się na Anfield. Liverpool, aspirujący do obrony tytułu, fatalnie wszedł w ten tydzień. Po pięciu porywających zwycięstwach na starcie sezonu, zanotowali zaledwie dwa triumfy w ostatnich ośmiu grach, co wrzuciło ich na ósmą pozycję przed środkową kolejką. Owszem, ostatnie zwycięstwo 2:0 nad West Hamem było obiecujące, ale dla ekipy Arne Slota, to zwycięstwo musi być fundamentem, a nie jednorazowym przebłyskiem. Poprzednio, po wygranej 2:0 z Aston Villą, nie udało im się utrzymać tempa. Jak podkreślają analitycy: "To nie może być kolejna fałszywa nadzzieja, jeśli Czerwoni mają jakiekolwiek szanse na Top Four".

Gwiazdy pod lupą: Czy Salah zdominuje Xhakę?

Każde starcie wielkich klubów z rewelacjami sezonu zawsze sprowadza się do pojedynków kluczowych postaci. W ekipie Liverpoolu oczy wszystkich będą zwrócone na Mohameda Salaha. Czterokrotny zdobywca Złotego Buta został niespodziewanie oszczędzony na ławce rezerwowych w meczu z West Hamem. "Nie można sobie wyobrazić, by Egipcjanin ponownie usiadł na ławce w środę" – to pewnik. Salah wróci do wyjściowej jedenastki z ogromną chęcią udowodnienia, że drużyna, która zdobyła punkty bez niego, nadal potrzebuje jego magii. Wszak co to za sens, by po rekordowym indywidualnie poprzednim sezonie, teraz sugerować, że zespół ruszył dalej, gdy on odpoczywa?

Po przeciwnej stronie barykady, prawdziwym mózgiem i motorem napędowym Sunderlanda jest bez wątpienia Granit Xhaka. Powrót Szwajcara do Premier League po sensacyjnym pobycie w Bayerze Leverkusen okazał się absolutnym strzałem w dziesiątkę. Xhaka to lider i, bazując na średnich ocenach FotMob, najlepszy zawodnik tego zespołu i jeden z czołowych graczy ligi. Ten 33-letni weteran notuje cztery asysty i bramkę w trwających rozgrywkach. Jego spokój i wizja gry będą kluczowe, by okiełznać chaos, który Liverpool może chcieć narzucić na Anfield.

Dramat kadrowy i przewidywania: Kto ustąpi pola w defensywie?

Sytuacja kadrowa obu drużyn na dłuższą metę może okazać się decydująca, zwłaszcza biorąc pod uwagę zbliżający się gorący okres świąteczny.

Sunderland podchodzi do meczu w zasadzie bez większych ubytków. Régis Le Bris nie będzie mógł skorzystać jedynie z Leo Hjelde oraz Habiba Diarry. Poza tym, cały skład jest dostępny – to solidny atut przy tak intensywnym kalendarzu. Stawianie na stabilność składu, jaki prezentuje Sunderland, może być atutem przeciwko drużynie, która wciąż poszukuje optymalnych rozwiązań.

Gospodarze z Liverpoolu borykają się z poważniejszym problemem na bocznych sektorach obrony. Podopieczni Arne Slota są pozbawieni obu swoich prawych obrońców: Conora Bradleya i Jeremie Frimponga. To poważne osłabienie, wymagające kreatywnego myślenia na ostatniej linii. Dodatkowo, Giovanni Leoni ma pauzować przez cały sezon, a Joe Gomez mógłby potrzebować odpoczynku po rozegraniu absolutnie pełnych 90 minut z West Hamem. Ta podatność defensywna może być idealną okazją dla błyskotliwego ataku gości.

Pomimo teoretycznej przewagi Anfield i desperacji gospodarzy, obecna forma oraz psychologiczna stabilność Sunderlanda każą patrzeć na ten mecz inaczej. Sunderland jest twardy, niewygodny i nie boi się nikogo. Liverpool musi wygrać, by nie stracić kontaktu z czołówką, co może generować nerwowość. Stawiamy na remis, który odzwierciedli zaciętość bitwy – przewidujemy wynik 2:2. Anfield straciło swój auratyczny straszyciel – Sunderland ma moc, by to wykorzystać.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.