Od marzeń o kwadrze do lęku o puste ręce – arsebal szuka ratunku w lidze.
Marzenia o kwadrze, czyli jak Arsenal przeżywa bolesny powrót do rzeczywistości po spektakularnym załamaniu formy w kluczowych momentach. To, co jeszcze niedawno wydawało się nieuchronne, teraz wisi na włosku, a fani Kanonierów z nerwowym biciem serca spoglądają na pozostałe trofea.
Od marzeń o potrójnej koronie do lęku przed pustymi rękami
Kiedyś plan na zdobycie precedensowej kwadrupli wydawał się nie tylko ambitny, ale i realny. Jeszcze dwa tygodnie temu Arsenal pod wodzą Mikela Artety wyglądał jak maszyna do wygrywania. Przypomnijmy sobie środek marca: Kanonierzy byli o jeden krok od triumfu w Pucharze Ligi Angielskiej (EFL Cup), mieli sprzyjające losowanie w ćwierćfinale Pucharu Anglii (FA Cup) przeciwko Southampton, a na horyzoncie rysowała się "stosunkowo łaskawsza" ścieżka do finału Ligi Mistrzów. Ba, byli na czele tabeli Premier League! A dzisiaj? Dwa bolesne ligowe odpadnięcia z pucharów krajowych podniosły alarm w północnym Londynie, rodząc świeże obawy, że sezon zakończy się... absolutnie bez trofeum.
Najpierw przyszła gorzka lekcja od Manchesteru City w finale EFL Cup – to był pierwszy cios nokautujący marzenia o potrójnej koronie. Następnie, w kontekście FA Cup, zobaczyliśmy coś, co media nazwały "żenującą porażką na St Mary's". Ta "apatyczna" postawa przeciwko Southampton, która zasłużenie awansowała do półfinału, przypieczętowała dramaturgię. Teraz, gdy na horyzoncie zostały tylko Premier League i Liga Mistrzów, Sports Mole bierze pod lupę realia, w jakich Kanonierzy muszą teraz funkcjonować. Czy liga, która wydawała się bezpieczną przystanią, nie okaże się ostatnią deską ratunku?
Premier League: Czy City odzyska matematyczną przewagę?
Obecnie Arsenal pozostaje panem swojego losu w walce o mistrzostwo Anglii. Sześć kolejek przed końcem (licząc po rozegraniu jednego meczu więcej niż City) mają solidną, dziewięciopunktową przewagę. W teorii, to już jest ich liga. W praktyce, piłka nożna rzadko bywa tak prosta.
Kluczowym momentem, który może albo przypieczętować, albo drastycznie skomplikować sytuację, jest starcie 19 kwietnia na Etihad Stadium przeciwko Manchesterowi City Pepa Guardioli. Zwycięstwo tam – i presja na Kanonierzy znacząco wzrośnie. Taki mecz to nie tylko trzy punkty, to test mentalny, którego Arsenalowi ostatnio zabrakło w decydujących momentach.
Jednak City również ma terminarz, który potrafi zranić. Wyjazd na Stamford Bridge przeciwko Chelsea (choć forma The Blues bywa kapryśna), twarda przeprawa z Evertonem na Goodison Park i ostateczne starcie z Aston Villą, która może gonić jeszcze Ligę Mistrzów – to wszystko nie są spacery. Pomimo ostatniego triumfu nad Arsenalem w Pucharze Ligi, Kanonierzy udowodnili przez cały sezon, że potrafią grindować wyniki, nawet gdy nie grają na 100 procent swoich możliwości. Mimo wszystko, "aktualna tabela sugeruje, że pozostają faworytami do podniesienia tego trofeum". Pytanie brzmi, czy utrzymane nerwy wytrzymają ten maraton.
Liga Mistrzów: Szansa na rehabilitację czy kolejna pułapka?
Jeżeli chodzi o europejskie podboje, Arsenalowi poszczęściło się w losowaniu ćwierćfinałów. Ominęli gigantów i trafili na Sporting Lizbona, który po raz pierwszy w historii dotarł do tej fazy rozgrywek. Na papierze, to jest szansa. Mając za sobą dziewięć zwycięstw w dziesięciu europejskich meczach w tym sezonie i perfekcyjny bilans fazy grupowej, Kanonierzy mają wszelkie argumenty, by awansować.
Jeśli przejdą dalej, czeka ich starcie z "wielkimi rywalami": Barceloną lub Atletico Madryt. I tu pojawia się problem. Jak zauważa źródło, "rezultaty przeciwko najlepszym zespołom nie były przekonujące", co odzwierciedlają ich mieszane występy w starciach z czołówką Premier League. Co więcej, historia nie sprzyja Mikelowi Artecie – Kanonierzy tylko raz w swojej historii przekroczyli próg półfinału Ligi Mistrzów. Oznacza to, że na ten moment, europejskie puchary wydają się ścieżką trudniejszą, ryzykowniejszą i mniej osiągalną niż dominacja w lidze krajowej.
Jak będziemy oceniać ten sezon, jeśli wygrają tylko ligę?
Gdybyśmy zadali to pytanie kilka miesięcy temu, większość kibiców Arsenalu chwyciłaby ten scenariusz, ciesząc się z powrotu na tron po 22 latach. Liverpool, z ich głośnymi transferami i piorunującym początkiem sezonu, wydawał się naturalnym faworytem do obrony tytułu.
Ale czasy się zmieniły. Arsenal spędził większość kampanii na szczycie. W tym kontekście, "szum rozczarowania, jeśli nie uda im się podnieść pucharu, prawdopodobnie będzie znacznie głośniejszy niż jakakolwiek celebracja, jeśli im się uda". Nie da się uciec od cienia nieudanego ataku na kwadruplę. Z drugiej strony, dla klubu kończącego ponad dwie dekady bez mistrzostwa Anglii, zdobycie tylko mistrzostwa Premier League musi być traktowane jako gigantyczny sukces. To jest ten paradoks: wysokie oczekiwania kontra potencjalnie największe osiągnięcie od lat. Jak zwykle w futbolu, wszystko zależy od tego, co stanie się w ostatnich tygodniach.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.