Od upadku przez oszustwa do renesansu: historia powrotu Racing Santander
Klub, który był na dnie: Historia Racing Santander to studium upadku i absurdalnych właścicieli, od których włos jeży się na głowie. Choć pożegnali się z LaLiga w 2012 roku, ich problemy zaczęły się na długo przed tym, stając się synonimem chaosu.
Jak oszuści zniszczyli hiszpańską dumę? Fatalni właściciele i perspektywa bankructwa
Los Racing Santander, jednego z założycieli LaLiga w 1929 roku, od dawna przypominał jazdę kolejką górską, ale nie taką, jaką kochają kibice – raczej taką, która ma urwać się z torów. Już w czasach gry w elicie klub był zarządzany fatalnie, a zmiana właścicieli przynosiła jedynie kolejne katastrofy. Największą czarną kartą w tej historii był bez wątpienia indyjski biznesmen Ahsan Ali Syed. Wkroczył z pompą, obiecując, że Racing będzie regularnie rywalizował z Barceloną i Realem Madryt. Cóż za naiwność, i to nie tylko kibiców.
Syed okazał się głośnym, aroganckim oszustem, co potwierdził fakt, że Interpol wydał za nim list gończy za dosłowne oszustwa finansowe. Nie mógł pojawiać się na trybunach, a ostatecznie, po ekstradycji ze Szwajcarii pod koniec 2024 roku, miał odbyć karę 6,5 roku więzienia. Taki skandal wymusił odejście Marcelino Garcíi, trenera, który w 2008 roku wprowadził ich do europejskich pucharów. W tym czasie klub tonął w długach – 50 milionów euro to kwota, której nie spłaca się na kredyt konsumpcyjny.
Gdy główny udziałowiec zniknął w cieniu prawa, kontrolę przejąć próbował mniejszościowy udziałowiec, Dmitry Piterman. Tutaj sytuacja robi się kuriozalna: on również miał nakaz aresztowania. Gdy rządził poprzednio, próbował mianować samego siebie trenerem i siadał na ławce rezerwowych, co idealnie obrazuje poziom zarządzania. W miarę spadku ligowego ekipa wpadła w ręce Ángela Lavína, który obiecywał świetlaną przyszłość. Zakończył ją, podobnie jak jego poprzednicy, odsiadką za oszustwa i defraudację. Jeśli myślisz, że twój klub ma pecha do właścicieli, Racing udowadnia, że zawsze może być gorzej. Ten epizod zakończył się dramatem, gdy piłkarze, którym nie płacono przez miesiące (a personelowi nawet rok!), odmówili wyjścia na mecz Pucharu Króla transmitowany w telewizji. Zamiast grać, stanęli w kole na środku boiska w milczącym proteście.
Od protestu na murawie do stabilizacji: Narodziny nowego Racingu
Ten paraliżujący okres minął, co wydaje się scenariuszem rodem z hollywoodzkiej produkcji o "ostatniej szansie". W 2014 roku do akcji wkroczyli lokalni biznesmeni i byli gracze, w tym Manolo Higuera, którzy ustabilizowali statek. Później pomoc nadeszła od grupy PITMA, by ostatecznie Higuera powrócił w 2023 roku, by dokończyć dzieła.
Krok po kroku, fundamenty zaczęły się odbudowywać. Najważniejsze: kibice, zdewastowani przez poprzednie rządy, znów poczuli, że to ich klub. Otwarta komunikacja przywróciła zaufanie. Do pracy w 2022 roku zatrudniono José Lópeza, trenera z niesławą po nieudanym sezonie w Máladze, który ledwo uniknął degradacji z drugiej ligi. Miał on przed sobą tytaniczną pracę, by przekonać do siebie fanów Racingu.
W sezonie 2022/23, po dwóch latach w trzeciej klasie rozgrywkowej, Racing awansował z powrotem do LaLiga2, co przypominało wcześniejsze dramatyczne powroty – klub wydawał się nieprzygotowany na wyższy poziom. Jednak tym razem było inaczej. Pod wodzą Lópeza, Racing zajął 12. miejsce, zapewniając kibicom rzadki luksus: spokój i oglądanie piłki bez obaw o serce. Był to ich pierwszy sezon od dekady w dwóch najlepszych ligach bez spadku.
Dalsza progresja była widoczna: rok później niewiele zabrakło im do baraży, kończąc na siódmym miejscu. W sezonie 2024/25 w końcu sięgnęli po upragnione miejsce w barażach, zajmując piąte, choć odpadli w półfinale z CD Mirandés. Mimo rozczarowania, kierunek był jasny – cel, czyli powrót do LaLiga, był realny jak nigdy dotąd.
Futbol ofensywny z polotem: Filozofia Lópeza w akcji
W obecnym sezonie Racing dosłownie zmiótł rywali z powierzchni. Zdobywcy 85 goli (najwięcej w lidze), ze średnią 2,1 bramki na mecz i wskaźnikiem oczekiwanych goli (xG) na poziomie 71,1, serwują futbol płynny i agresywny. To było cudowne do oglądania.
Sam López, w wywiadzie dla Total Football Analysis, zdefiniował swój styl, który zrywa z najnowszymi trendami: „W fazie ofensywnej staramy się koncentrować naszą grę na relacjach i interakcjach między naszymi zawodnikami – faktycznie, mamy najwięcej krótkich podań w lidze”
. Trener zdystansował się od sztywnych modeli pozycyjnych: „Wszystkie te modele gry pozycyjnej, które stały się trendami, są bardzo dobre, ale mają też tendencję do zakotwiczania zawodnika w grze z określonych pozycji. My próbujemy zupełnie odwrotnie”
.
„Zbliżamy naszych zawodników do siebie, działając jako facylitatorzy, aby interakcje graczy nie były postrzegane jako izolowane wysiłki indywidualne, ale raczej jako skojarzenia, które mnożą opcje zdobywania bramek, postępu i tworzenia jak największej liczby okazji bramkowych. Z tej idei wynika, że wygenerowaliśmy najwięcej xG”
.
Ta wizja przekłada się na indywidualne popisy. Wyróżniają się dwaj skrzydłowi: Iñigo Vicente i Andrés Martín. To duet, który dostarcza szaleńczą liczbę bramek i asyst – łącznie mają 57 ligowych udziałów bramkowych. Do tej układanki dołożył swoją cegiełkę młody Peio Canales, wypożyczony z Athleticu Bilbao, grający na pozycji numer 10. Jest fenomenalnym podającym (1276 celnych podań w lidze) i świetnie radzi sobie z prowadzeniem piłki (51 udanych dryblingów przy 63% skuteczności).
Dla romantyków futbolu, sezon wcześniej, histrią była walka Santi Cazorli i Realu Oviedo, która zakończyła się łzami – spadkiem do drugiej ligi z zaledwie 29 punktami. Racing Santander, klub z bogatą historią, ma przed sobą górę do zdobycia, by uniknąć podobnego losu. Jednakże, fundamenty są mocne, a przy kilku mądrych transferach, zwłaszcza w obronie, mają wszelkie przesłanki, by w przyszłym sezonie zszokować niejednego fana hiszpańskiej piłki.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.