Nieznośny cios dla Srok! Kluczowy zawodnik Srok, Nick Pope, wypadł z gry na dłużej, co stawia Eddiego Howe’a pod ścianą w kluczowym momencie sezonu. Czy Newcastle United, już osłabione kontuzjami, przetrwa ten trudny okres bez swojego numeru jeden między słupkami?

Jak długo Newcastle United będzie musiało radzić sobie bez swojego „Pana Muru”?
Wiadomości, które dotarły z St. James’ Park, z pewnością nie poprawiają nastrojów kibicom Newcastle United. Nick Pope, dotąd niezastąpiony bramkarz, który we wszystkich rozgrywkach zanotował aż 17 występów w bieżącym sezonie, nabawił się kontuzji pachwiny podczas treningu w ubiegły piątek. Oczywiście, stało się to w najgorszym możliwym momencie. Choć menedżer Eddie Howe na poniedziałkowej konferencji prasowej mówił jeszcze o „próbie uzyskania właściwej diagnozy”, prawda okazała się brutalna. Jak donoszą liczne źródła, w tym Sky Sports News, po konsultacji ze specjalistą, Anglik będzie wyłączony z gry przez najbliższe trzy tygodnie. To nie jest drobne potknięcie – to poważne osłabienie formacji defensywnej.
Pope, uznawany za solidny element układanki Howe’a, teraz musi odłożyć plany na bok. Konsekwencje są natychmiastowe i bolesne dla klubu walczącego na trzech frontach. Ostatnio Aaron Ramsdale, wypożyczony z Southampton, musiał wejść między słupki, solidnie interweniując w wyjazdowym spotkaniu przeciwko Evertonowi, zakończonym zwycięstwem 4:1. Teraz Ramsdale dostaje szansę, o jakiej marzył – extended run w pierwszym zespole. Ale czy jest gotów dźwignąć presję, zwłaszcza w obliczu nadchodzących hitów?
Kalendarz grozy: Derby, Liga Mistrzów i Liga Angielska – Pope opuści wszystko
Trzytygodniowa przerwa w grze, co przekłada się na sześć opuszczonych spotkań we wszystkich rozgrywkach, to prawdziwy test charakteru dla Srok. Już dziś wieczorem, w starciu z Tottenhamem Hotspur, zastąpi go Ramsdale. To jednak dopiero rozgrzewka przed prawdziwym wyzwaniem.
Po meczu ze Spursami czeka nas starcie ligowe z byłym klubem Pope’a, Burnley. Następnie Newcastle wyrusza do Niemiec, by zmierzyć się z Bayerem Leverkusen w Lidze Mistrzów 10 grudnia. Ale emocje sięgają zenitu, gdy spojrzymy na datę 14 grudnia, kiedy to Sroki zmierzą się z odwiecznym rywalem, Sunderlandem, w elektryzujących derbach Tyne-Wear na Stadium of Light. To będzie mecz, w którym tradycyjnie emocje biorą górę nad taktyką, a brak Pope’a może być odczuwalny. Po derbowym boju zostaje jeszcze ćwierćfinał EFL Cup z Fulham i ligowa batalia z Chelsea.
Klub i kibice mają nadzieję, że ich numer jeden wróci do gry na Słynny Dzień Boksowania, kiedy Newcastle wybierze się na Old Trafford, by zmierzyć się z Manchesterem United. Biorąc pod uwagę obecną pozycję w tabeli Premier League – trzynaste miejsce, tyle samo punktów co dzisiejszy rywal, Tottenham, a sześć stratując do pierwszej czwórki – każda strata punktów w tym okresie będzie kosztować ich niezwykle drogo. Eddie Howe tymczasem musi wierzyć w swojego zmiennika, stwierdzając, że Ramsdale jest, cytując: „w naprawdę dobrej formie” po swoim pierwszym ligowym występie dla klubu.
Lista długa jak rwa: Pope nie jest sam na banie
Niestety, sytuacja kadrowa Newcastle to nie tylko zmartwienie związane z bramkarzem. Pope dołącza do sporej gromady nieobecnych, co świadczy o intensywności, jaką ten sezon kładzie na zawodnikach Howe’a. W gabinecie fizjoterapeuty przebywa między innymi Sven Botman, który czeka na ostateczną diagnozę po urazie pleców – czy czeka go iniekcja, czy wystarczy krótki odpoczynek, to kluczowe pytanie.
Po boku trenuje również prawy obrońca Kieran Trippier, który z urazem ścięgna podkolanowego może pauzować nawet miesiąc. Z kolei napastnik Will Osula, który rzekomo osiągnął ustne porozumienie w sprawie styczniowego transferu do Eintrachtu Frankfurt, boryka się z problemem ze stawem skokowym. Co interesujące, w obliczu tych wszystkich nieszczęść, jest promyk nadziei: letni nabytek, Yoane Wissa, robi postępy w rekonwalescencji po urazie kolana i jest bliski debiutu. Howe zdradził, że napastnik brał udział w wewnętrznej grze treningowej 11 na 11 i wkrótce zapadnie decyzja co do jego powrotu do pierwszej drużyny. To mała pociecha, gdy traci się podstawowego golkipera.