Wielkie londyńskie derby zbliża się wielkimi krokami, a Marco Silva, szkoleniowiec Fulham, może odetchnąć z ulgą, widząc powrót kluczowego elementu układanki. Po męczarnianym zwycięstwie nad Sunderlandem, gdzie emocje sięgały zenitu, Kanonierzy z Craven Cottage zyskują znaczący atut przed starciem z rozpędzonym Tottenhamem. Czy powrót zawieszonego gracza odmieni taktykę i pozwoli na sprawienie niespodzianki na Tottenham Hotspur Stadium?

Powrót Lukicia: Czy wahadłowa pomoc Fulham się zabetonuje?
Nadchodzący mecz z Tottenhamem Hotspur to dla podopiecznych Marco Silvy test charakteru i ligowej ambicji. Tymczasem, szkoleniowiec „The Cottagers” ma powody do zadowolenia, gdyż po odbyciu kary za nadmiar żółtych kartek, do składu wraca Sasa Lukic. Serb, znany ze swojej nieustępliwości w środku pola, był nieobecny podczas skromnego, lecz cennego zwycięstwa 1:0 nad Sunderlandem. Jego powrót to nie tylko kwestia zastąpienia gracza (przecież Fulham zdołało wygrać bez niego), ale przede wszystkim implementacja preferowanego duetu defensywnego w centrum.
Lukic powinien [zgodnie z przewidywaniami] upomnieć się o swoje regularne miejsce w środku pola, tworząc znów duet z Sanderem Berge.
Taka roszada ma natychmiastowe konsekwencje taktyczne. Powrót Lukicia automatycznie wymusza przesunięcie Alexa Iwobiego na wyższą pozycję, co najprawdopodobniej oznacza, że Josh King usiądzie na ławce rezerwowych. To kluczowa zmiana, która może dać większą kreatywność w strefie ataku, ale jednocześnie może być ryzykowna przeciwko dynamicznym Spurs. Czy Iwobi, ustawiony wyżej, wykorzysta ten potencjał, czy też zabrakuje mu dyscypliny w fazie defensywnej – to pytanie, które zapewne spędza sen z powiek Silvie.
Samuel Chukwueze: Od jokera do startera?
Jeśli powrót Lukicia stabilizuje tyły, to to, co wydarzyło się w ataku w ostatnim meczu, domaga się rewolucji. Samuel Chukwueze, nigeryjski skrzydłowy, wszedł na boisko z Sunderlandem i kompletnie odmienił oblicze ofensywy Fulham. Jego wejście to reanimacja umierającego ataku! Gwiazdor ten wykreował aż pięć sytuacji bramkowych, w tym dwie „duże szanse”, a co najważniejsze – zanotował asystę przy zwycięskim golu Raula Jimeneza.
To jest ten moment, kiedy menedżerowie muszą być odważni. Czy Silva odważy się usadzić na ławce Kevina, by dać miejsce Chukwueze w pierwszej jedenastce? Statystyki Jimeneza przeciwko Tottenhamowi są niepokojące: napastnik nie strzelił gola ani nie zanotował asysty w żadnym z ostatnich sześciu spotkań Premier League przeciwko Spurs. Może dynamiczny Nigeryjczyk będzie tym katalizatorem, który przełamie ten zły okres? Z drugiej strony, Harry Wilson ma swoje miejsce pewne na prawej flance, wspierając Jimeneza. Pytanie brzmi: czy Chukwueze zastąpi Kevina, czy może zmuszona zostanie inna roszada? Na ten moment, naturalną ofiarą wydaje się być Kenny, ale w futbolu bywa różnie.
Kłopoty w defensywie i sentymentalne powroty
Poza radością związaną z Lukiciem, Marco Silva musi mierzyć się z kontuzjami. Rodrigo Muniz pozostaje poza grą aż do lutego z urazem uda, co jest sporym osłabieniem, a co gorsza, Antonee Robinson jest poważnie zagrożony absencją z powodu problemów z kolanem. Jeśli Robinson nie zdoła się wyleczyć, otwiera to drzwi dla człowieka, który zna obiekt tego starcia jak własną kieszeń – Ryana Sessegnona.
Sessegnon, były gracz Tottenhamu, wróci na White Hart Lane, gdzie z pewnością nie będzie fetowany niczym bohater. Oczekujmy, że Sessegnon zajmie lewą stronę defensywy, co będzie miało swój smaczek natury sentymentalnej i sportowej. W bramce natomiast na „szczególnie wrogie przyjęcie” może liczyć Bernd Leno, były zawodnik znienawidzonego rywala Spurs – Arsenalu. Atmosfera wokół Leno będzie gęsta, co może być dodatkową motywacją albo destabilizującym czynnikiem dla całego bloku obronnego.
Przewidywany skład Fulham na to starcie rysuje się następująco: Leno na bramce, linia obrony złożona z Tete, Andersena, Bassey’a i Sessegnona (jeśli Robinson zawiedzie). Środek pola to duet Berge i Lukic, a ofensywna trójka to Wilson, Iwobi i elektryzujący Chukwueze, finalizujący to wszystko Jimenez na szpicy. To formacja, która ma potencjał, by zaskoczyć, pod warunkiem, że stabilność zyska kosztem chaosu, a forma z ostatniego meczu przeniesie się na gorący grunt rywala.