Qarabag ośmiesza Ligę Mistrzów.
Wtorkowy wieczór na St. James' Park zapisał się w annałach Ligi Mistrzów, choć niekoniecznie z powodu tryumfalnego marszu Newcastle United do fazy pucharowej.
Szybkość błyskawicy: Tonali i Joelinton pogrążają Qarabag w rekordowym tempie
Po gromkim zwycięstwie 6:1 w pierwszym meczu, menedżer Eddie Howe mógł pozwolić sobie na znaczną rotację składu, wprowadzając m.in. Aarona Ramsdale'a, Alexa Murphy'ego, Jacoba Murphy'ego oraz Harveya Barnesa. Co kluczowe, oszczędzono Anthony'ego Gordona, bohatera pierwszego spotkania, który ustrzelił cztery bramki. Mimo tych zmian, jedenastka Newcastle wciąż emanowała siłą; nie ma mowy o lekceważeniu rywala, gdy grasz przed własną publicznością w Lidze Mistrzów.
Wbrew pozorom, gospodarze nie zamierzali czekać. Już po czterech minutach St. James' Park eksplodował radością. Po intensywnym pressingu to Sandro Tonali precyzyjnie umieścił piłkę w siatce, otwierając wynik rewanżu. Zaledwie moment później, gdy ekipa z Baku próbowała złapać oddech po pierwszym ciosie, nadeszło drugie uderzenie. Joelinton, środkowy pomocnik Srok, huknął obiciem z woleja po dośrodkowaniu Barnesa, posyłając piłkę niczym pocisk.
Ten drugi gol, zdobyty w ekspresowym tempie, wywołał historyczny efekt uboczny dla gości. To właśnie ten moment przesądził o wejściu Qarabagu do księgi rekordów – i to w najbardziej negatywny sposób.
Niechlubny rekord, czyli defensywny Everest porażki
Kiedy siatka Qarabagu zatrzęsła się po strzale Joelintona, w świat poszła informacja o nowym, niechlubnym osiągnięciu. Była to 29. bramka, jaką azerski zespół stracił w edycji Ligi Mistrzów 2025/26.
Brazylijski strzał zaznaczył 29. gola, który Qarabag stracił w Lidze Mistrzów 2025-26, bijąc tym samym rekord straconych bramek przez jeden zespół w jednym sezonie tych rozgrywek.
Ten rekord spoczywał wcześniej w posiadaniu niemieckiego potentata, Bayeru Leverkusen, który w sezonie 2001/02 puścił 28 goli. Zeszłoroczni finaliści, Red Bull Salzburg i Slovan Bratislava, również mieli swoje problemy, tracąc po 27 bramek. Teraz to Qarabag dzierży ten osobliwy laur, potwierdzając swoje problemy defensywne, które, choć nie przeszkodziły im w awansie (co jest samo w sobie niespodzianką), to ośmieszyły ich na tle europejskiej elity.
Bilans Qarabagu w grupie to prawdziwy festiwal goli straconych: sześć od Liverpoolu, cztery od Ajaksu, trzy od Athleticu Bilbao, a po dwa od Benfiki, Chelsea, Napoli i Eintrachtu Frankfurt. Jedynym jasnym punktem w defensywie była wygrana 2:0 nad FC Kopenhaga w październiku, która dała im jedyny czyste konto w turnieju. Mimo to, z perspektywy progresu sportowego, był to dla klubu z Baku najlepszy europejski start w historii. Osiągnięcie fazy pucharowej przy takiej dziurawej obronie to osiągnięcie, które wymaga dogłębnej analizy strategii „atak jest najlepszą obroną”.
Jaka teraz ścieżka Srok do chwały w Lidze Mistrzów?
Fani Newcastle, po tym jak zobaczyli, jak ich drużyna z chirurgiczną precyzją eliminuje kolejnego rywala, mogą dumać nad potencjalnymi przeciwnikami w fazie pucharowej. Losowanie fazy 1/8 finału sugeruje, że Sroki czeka wyprawa na południe Anglii lub nawet dalej na kontynent.
W teorii, w zależności od wyniku losowania, Newcastle może zmierzyć się z Chelsea lub Barceloną. Bez ogródek – w obu starciach, pomimo atutu własnego stadionu, podopieczni Eddiego Howe'a będą uznawani za underdoga, i to nie byle jakiego. Jeśli jednak wyeliminują ten prestiżowy kaliber, na drodze do ćwierćfinału stanąć mogą Atletico Madryt lub zwycięzca pary Tottenham Hotspur/Liverpool (zakładając, że te angielskie potęgi zdołają odrobić straty lub utrzymać przewagę).
Dojście do półfinału to już terytorium gigantów. Tam na Newcastle czekać mogą tacy oponenci jak Bayern Monachium, Arsenal, Manchester City, a nawet Inter Mediolan, jeżeli Włosi zdołają odwrócić losy rywalizacji z Bodo/Glimt. Każdy z tych zespołów to definicja europejskiej potęgi futbolowej. Droga do historycznego finału dla Newcastle jest absolutnie wybrukowana gwiazdami, a to, co zrobili w fazie grupowej, to dopiero przystawka przed daniem głównym. Zanim jednak Sroki skupią się na Europie, czeka ich kolejny bój Premier League – w najbliższą sobotę stają w szranki z Evertonem, a tam liczy się tylko komplet punktów.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.