Magazyn piłkarski NewsySaliba ma dość pustych kieszeni.

Saliba ma dość pustych kieszeni.

Jarosław Kowalski

Koniec cierpliwości w Londynie? William Saliba, architekt defensywy Arsenalu, otwarcie mówi o palącej potrzebie trofeów, burząc fasadę spokoju wokół idealnie funkcjonującego projektu Mikela Artety. Po latach bycia „prawie”, Kanonierzy wydają się być gotowi na historyczny przeskok, ale frustracja czołowego obrońcy to sygnał, że czysto trenerskie postępy już nie wystarczą.

Saliba ma dość pustych kieszeni.

Czy Saliba ma już dość bycia wicemistrzem? Głos obrońcy, który symbolizuje renesans

William Saliba to bez wątpienia jeden z najjaśniejszych punktów projektu Mikela Artety. Francuski stoper, który po powrocie z wypożyczenia w 2022 roku, stał się niezastąpionym elementem formacji, uosabiając spokój i twardość w sercu obrony. W duecie z Gabrielem Magalhaesem stworzył monolityczną ścianę, która przez ostatnie trzy sezony pchała Arsenal do walki o najwyższe laury, choć za każdym razem kończyło się to rozczarowaniem na finiszu.

Statystyki mówią same za siebie – Saliba to topowy defensor Premier League. Obecnie jego wkład jest nie do przecenienia; 17 występów w lidze, 16 razy w pierwszej jedenastce, a Arsenal okupuje fotel lidera tabeli z solidnym punktowym buforem nad Manchesterem City. To on zapewnia fundament, na którym budowana jest ta aspirująca maszyna do wygrywania. Jednakże, ta stabilność na boisku kontrastuje z narastającą frustracją w gabinetach i szatni. Saliba wprost wyraził znużenie mentalnością „bycia blisko celu”.

Francuz, który od momentu dołączenia do klubu w 2024 roku (w sensie transferu definitywnego po okresie wypożyczeń) zanotował ponad 155 występów, patrzy na swoje CV w barwach Kanonierów i widzi pustkę. Brak choćby jednego znaczącego trofeum to sprawa, która ewidentnie go uwiera.

Sam piłkarz bez ogródek stwierdził:

„Jestem zmęczony kończeniem sezonu z pustymi kieszeniami”.

To mocne słowa, które powinny otrzeźwić nie tylko fanów, ale i samych zawodników – to już nie jest faza budowania, to czas na egzekwowanie potencjału.

Cztery fronty otwarte: Czy Arsenal pójdzie na rekordowy „Kwadruple”?

Wyraźna zmiana nastrojów i ambicji wynika z faktu, że Arsenal Artety już nie walczy tylko o jedno trofeum. Obecnie klub z Emirates Stadium jest zaangażowany w cztery fronty – Premier League, Carabao Cup (EFL Cup), FA Cup oraz Ligę Mistrzów. Taka wszechstronność wymaga nie tylko jakości, ale i mentalnej odporności, którą Saliba zdaje się teraz deklarować.

„Więc teraz mamy cztery rozgrywki do wygrania. Moja kieszeń była pusta w zeszłym roku, a teraz chcemy wygrać wszystko: Carabao, Puchar Anglii, Ligę Mistrzów, Premier League”.

Ta deklaracja jest ambitna i, szczerze mówiąc, dość radykalna. Mówienie o wygraniu wszystkiego w styczniu, zwłaszcza po latach dominacji Manchesteru City, brzmi jak przechwałka, ale w kontekście aktualnej formy drużyny, nabiera realnych kształtów.

Arsenal ma fundamenty, by wierzyć w te słowa. W Premier League, z przewagą nad ekipą Pepa Guardioli i Aston Villą oraz legendarnie szczelną defensywą (zaledwie 14 straconych bramek!), są numerem jeden. W EFL Cup mają przewagę po pierwszym meczu półfinału z Chelsea, wygranym 3:2 na Stamford Bridge – zwycięstwo w tym pucharze wydaje się niemal formalnością, co dałoby im pierwsze trofeum od dawna. W FA Cup czekają na starcie z Wigan z League One, co daje komfortowe warunki do awansu. Liga Mistrzów to kolejna, trudniejsza, ale równie realna szansa.

Od rezerwowego na zapleczu do symbolu nowej panteizacji

Warto pamiętać, że Saliba nie jest produktem nagłego błysku geniuszu Artety. Jego transfer miał miejsce w 2019 roku, ale przez długi czas był niewidziany na Emirates, ogrywając się na wypożyczeniach we Francji. Dopiero po powrocie w 2022 roku stał się kluczowym elementem układanki. Jego partnerstwo z Gabrielem, które komentatorzy często określają jako „piłkarską chemię atomową”, jest siłą napędową całego zespołu.

Teraz, kiedy klub wzmocnił skład i wydaje się mieć głębię, by rotować składem, presja nakładana przez Salibę staje się motorem napędowym. Jeśli ta frustracja przekuje się na dodatkową koncentrację w kluczowych momentach – a zwłaszcza w rewanżowych starciach pucharowych, gdzie liczy się każdy błąd – Arsenal może wreszcie przełamać klątwę „bliskości”. Zwycięstwo w Premier League po 2004 roku wciąż pozostaje Świętym Graalem tej ekipy, a Saliba jasno komunikuje: drużyna jest gotowa postawić wszystko na jedną kartę, by wreszcie uratować sezon od definicji jako kolejny sukces „bez pucharu”.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment