Chelsea kontra Burnley: Młodość kontra desperacja w walce o punkty.

Sezon Premier League powoli wchodzi w decydującą fazę, a my obserwujemy, jak zespoły walczące o utrzymanie – lub, miejmy nadzieję, o coś więcej – potrafią napsuć krwi gigantom.

Chelsea: Symfonia dwóch połów i szansa dla młodego geniusza

Mówienie o Chelsea w tym sezonie to jak opisywanie spektaklu, który nigdy nie może się zdecydować, czy jest komedią, czy tragedią. Ostatni remis 2:2 z Leeds idealnie to podsumowuje: pierwsza połowa prezentuje grę na wysokim poziomie, a druga bywa katastrofalna. Na szczęście dla Mauricio Pochettina (choć w kontekście tekstu mamy do czynienia z Liamem Roseniorem, przyjmujemy to jako kontekst debaty, kto teraz zarządza tym chaosem), zespół potrafił otrząsnąć się po ligowej wpadce, aplikując Hull City cztery bramki w Pucharze Anglii. To pokazuje potencjał, ale i niestabilność.

Jednak dziś uwaga kibiców skupia się na jednym nazwisku, które pod wodzą (w naszym scenariuszu) Roseniora odżyło: Andrey Santos. Ten brazylijski pomocnik, który błyszczał w Strasbourgu, buduje silną relację z obecnym menedżerem.

Santos zagrał w podstawowym składzie w ośmiu z jedenastu meczów, odkąd Rosenior objął ławkę.

Podczas gdy pod wodzą Enzo Mareski Santos grał nieco wyżej, Rosenior wyraźnie widzi w nim klasycznego, defensywnego pomocnika, głębiej operującego w środku pola. To kluczowa rola. Co ciekawe, najlepszy występ Santosa w barwach Chelsea miał miejsce w tym samym sezonie, ale w meczu przeciwko Burnley – w spotkaniu, które było tym "pierwszym akapitem", czyli połową pełną jakości. Z Moisésem Caicedo ostatnio grającym nieco poniżej swoich możliwości, to jest idealny moment, by 20-latek raz jeszcze zaznaczył swoją obecność i udowodnił, że jest gotów przejąć stery w środku pola.

Burnley: Piłkarski hart ducha czy ostatni heroiczeni wysiłek?

Z zaledwie 18 punktami po 26 kolejkach, statystyka krzyczy, że Burnley powinno już myśleć o urlopach. Intuicja podpowiada, że moraliści w szatni powinni być na niskim poziomie, ale ich ostatnie zwycięstwo 3:2 po niesamowitym powrocie przeciwko Crystal Palace udowadnia coś zupełnie odwrotnego: ta drużyna nie zamierza się poddać. Czyżbyśmy byli świadkami cudu?

W tej desperackiej walce o ligowy byt, prawdziwym motorem napędowym stał się Jaidon Anthony.

Jaidon Anthony jest dotychczasowym liderem Burnley, prowadząc zespół pod względem bramek (sześć), udziałów przy golach (siedem) i stworzonych szans (24) w Premier League.

Scott Parker (przeniesienie postaci trenera do kontekstu Burnley) z pewnością liczy, że Anthony utrzyma tę iskrę, bo bez jego indywidualnych akcji, ta kampania wyglądałaby jeszcze gorzej. Przed drużyną z Turf Moor pozostaje 12 spotkań – to wciąż spory kawałek sezonu, a ta edycja ligi jest bez wątpienia jedną z najbardziej "dziwacznych" w ostatnich latach. Spodziewajmy się chaosu.

Absencje, kontuzje i powroty: Kto zagra w derbach reanimacji?

Przed tym starciem kuleje strona kadrowa obu ekip, choć z nieco innych powodów. Czułe zarządzanie składem w Chelsea oznacza, że awizowane jest pojawienie się Cole’a Palmera, którego minuty były ostatnio limitowane. Jednak kontuzja Marca Cucurelli z urazem ścięgna podkolanowego to poważny cios dla bocznej obrony.

Warto też odnotować nieśmiały powrót Roméo Lavia. Ten zawodnik, który miał być fundamentem, przez ciągłe problemy zdrowotne jest "rzadkim widokiem" na murawie. Choć teoretycznie może pojawić się na ostatnie minuty, nikt nie spodziewa się, że zagra od pierwszej minuty.

Lista absencji jest długa po obu stronach. Dla Chelsea bolesne są straty kluczowych graczy defensywnych: Levi Colwill (zerwane więzadło krzyżowe), Jamie Gittens (ścięgno), Dário Essugo (udo) i Filip Jörgensen (różne stłuczenia). To zmusza do improwizacji w bloku obronnym i środku pola.

Ekipa Burnley zmaga się z prawdziwą plagą urazów, co tylko pogarsza sytuację walczącej o utrzymanie drużyny: Axel Tuanzebe (ścięgno Achillesa), Connor Roberts (naciągnięcie), Jordan Beyer (kolano), Josh Cullen (ACL), Mike Tresor (staw skokowy) i Zeki Amdouni (ACL). To lista, na którą żaden menedżer nie chce patrzeć.

Czy „The Blues” na pewno pójdą po pełną pulę, czy czeka nas remisowa niespodzianka?

Wszystkie ostatnie wyniki dowodzą jednej rzeczy: nie możemy lekceważyć nikogo w dolnych rejonach tabeli. Zespoły z ligowego dna mają nóż na gardle i grają o przetrwanie, co często niweluje różnice w klasie sportowej. Burnley pokazało, że potrafi się bić. Chelsea z drugiej strony, wciąż jest drużyną niestabilną, której wygrane często wyglądają na wymęczone remisy sprzedane w drugiej połowie. Jeśli Santos zagra na swoim poziomie, a Palmer będzie w formie, powinni dominować. Ale piłka nożna rzadko bywa logiczna.

Biorąc pod uwagę ten kocioł emocji i fakt, że Chelsea bywa niezdolna do "zabicia" meczu, skłaniam się ku niespodziance. Typujemy remis 1:1 na Stamford Bridge.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.