Nadchodzące starcie w europejskich pucharach zapowiada się fascynująco, choć statystyki sugerują jednostronne widowisko. Czy Slavia Praga, kotwica czeskiej ligi, zdoła postawić się gigantowi z Katalonii, czy też Barcelona po raz kolejny pokaże swoją aspirację do dominacji? Przyjrzyjmy się bliżej zderzeniu ofensywnej mocy z europejską niemocą.

Europa to inna bajka: Tęsknota Slavii za zwycięstwem
Pamięć o ostatnim spotkaniu tych drużyn, kiedy Slavia wywalczyła imponujący remis 0:0 w fazie grupowej Ligi Mistrzów w 2019 roku, z pewnością pobudza kibiców gospodarzy. Jednak teraźniejszość europejska dla Slavii to pasmo rozczarowań. Mimo że w krajowym podwórku są niepokonani od 19 meczów i prowadzą w lidze czeskiej z siedmiopunktową przewagą, w Champions League wciąż czekają na swój premierowy triumf.
Statystyki są brutalne. Czeska ekipa strzeliła zaledwie dwa gole w całej dotychczasowej kampanii, co jest najgorszym wynikiem spośród wszystkich drużyn w tych rozgrywkach. To nie jest przypadek. Analiza kreatywności pokazuje, że ten chłód pod bramką wynika wprost z problemów z kreowaniem sytuacji. Slavia stworzyła dotychczas zaledwie pięć „dużych szans” (big chances), co również plasuje ich na ostatnim miejscu w zestawieniu. Innymi słowy: brakuje im finezji ofensywnej na tym poziomie.
Kadrowa ruletka: Kto musi pauzować, a kto czeka na szansę?
Przed tym meczem obie drużyny borykają się z problemami kadrowymi, choć w różnym stopniu. Słowia cieszy się z długiej przerwy bez poważnych meczów, co oznacza, że nie mają świeżych urazów. Niemniej jednak, na murawie zabraknie Matousa Srba i Dominika Javorčeka. Choć nie jest to osłabienie formatu Ligi Mistrzów, każda absencja boli przed konfrontacją z europejską elitą.
Natomiast Barcelona zmaga się z poważniejszymi lukami. Hansi Flick będzie musiał obejść się bez kluczowych graczy. Gavi i Andreas Christensen pozostają kontuzjowani. Co gorsza, Raphinha to znak zapytania – jego udział stoi pod dużym znakiem zapytania. Najboleśniej jednak dotyka ich kara zawieszenia. Lamine Yamal, który z pewnością jest paliwem napędowym ich ataków, został wykluczony po ostatniej żółtej kartce. To otwiera drzwi dla tych, którzy siedzieli na ławce.
Ogień z tyłu: Obrona Barcelony w ogniu krytyki
Barcelona często ratowała się w tej edycji Ligi Mistrzów dzięki spektakularnym występom ofensywnym, ale to właśnie defensywa drużyny Flicka budzi największe obawy. Średnia 1.8 straconych goli na mecz to statystyka, która stawia Katalończyków na 20. miejscu w zestawieniu drużyn pod względem defensywy w tych rozgrywkach. To nie jest poziom, jaki znamy z historii „Blaugrany”.
Na szczęście dla nich – a pech dla Slavii – słabość rywala w ataku może zamaskować ich własne problemy z tyłu. Mając na uwadze, że Slavia ma problemy z kreowaniem gry, Barcelona ma realną szansę na zgarnięcie cennych punktów, które są kluczowe w walce o pierwszą ósemkę fazy ligowej Ligi Mistrzów. Wygrana z czeskim mistrzem byłaby krokiem milowym.
Szansa dla postawionego pod ścianą: Rashford musi zabłysnąć
W obliczu absencji Yamala, uwaga wszystkich skupi się na tym, kto zagra w ataku i kto weźmie odpowiedzialność za kreowanie przewagi. Własne szanse dostaje Marcus Rashford. Angielski skrzydłowy przez ostatnie dwa mecze Ligi Mistrzów spędził na ławce rezerwowych, ale teraz nadarza się idealny moment, by udowodnić swoją wartość w wyjściowej jedenastce.
Nie można ignorować potencjału Rashforda. Ten reprezentant Anglii zanotował imponujący dorobek: sześć goli i asyst w zaledwie czterech występach w podstawowym składzie w tej edycji rozgrywek. Co więcej, tylko trzej zawodnicy w całej Champions League zanotowali łącznie więcej goli i asyst, mimo że Rashford na razie ma na koncie mniej minut niż jego koledzy. To jasny sygnał: gdy dostaje szansę, ta maszyna do tworzenia akcji z bramkami potrafi odpalić. W tym meczu, wobec problemów Yamala, oczekiwania wobec niego będą ogromne. Jeśli zadziała, Barcelona spokojnie wygra.