Slot martwi się o uraz Gomeza po kolizji.
Coś pękło w Liverpoolu, i to nie tylko złudzenia o łatwym powrocie do Ligi Mistrzów. Ostatnia porażka z Bournemouth obnażyła kruchość defensywy, a kolizja Joe Gomeza z Alissonem Beckerem to dopiero wierzchołek góry lodowej problemów, z jakimi musi zmierzyć się Arne Slot.
Pożar w obronie: Jak kolizja Gomeza i Alissona wpisuje się w kryzys The Reds?
Sobotnia wyjazdowa konfrontacja z Bournemouth, zakończona niespodziewaną porażką 3:2, to był zimny prysznic w kluczowym momencie sezonu. Sytuacja stała się jeszcze bardziej alarmująca, gdy doszło do nieszczęśliwej sceny z udziałem Joe Gomeza. Młody obrońca, po kolizji z własnym bramkarzem, Alissonem Beckerem, musiał opuścić boisko, a jego stan budzi poważne obawy nowego menedżera.
Arne Slot, pytany o stan zawodnika po meczu, nie pozostawiał złudzeń co do powagi urazu. Jak sam stwierdził, wyglądało to na poważne starcie:
"Joe dostał uderzenie od Alego, jego kolano gdzieś tu poszło [wskazuje na bok i brzuch]. Myślę, że był to kontakt kość z kością i widziałeś, że po prostu nie był w stanie kontynuować. Ali miał obrzęk kolana. Nie wiem, czy Joe będzie mógł trenować za dwa czy trzy dni, trudno mi to ocenić. Ale było jasne, że dzisiaj nie da rady."
To niefortunne zdarzenie pogłębia deficyty kadrowe, które i tak spędzają sen z powiek każdemu analitykowi przewidującemu walkę o czołowe lokaty. Sytuacja Gomeza jest o tyle problematyczna, że poza nim i Virgilem van Dijkiem, opcji na pozycji środkowego obrońcy jest jak na lekarstwo. Bramkarz Alisson również opuścił murawę z problemem, co tylko dodaje oliwy do ognia. Czy to początek lawiny?
Czy Liga Mistrzów ucieka Liverpoolowi? Fatalna statystyka i grafiki w tle
Fakt, że Liverpool przegrał na Vitality Stadium, stawia pod znakiem zapytania nie tylko morale drużyny, ale i realizację celu numer jeden – automatycznej kwalifikacji do Ligi Mistrzów. W kontekście zbliżającego się starcia z Qarabag na Anfield, które może okazać się kluczowe, osłabienie defensywy to niemalże wyrok.
Analizując tabelę Premier League, nawet w najgorszym scenariuszu (jeśli wyniki niedzielne nie będą korzystne), The Reds stracą co najwyżej dwa punkty do czołowej czwórki. Brzmi to pocieszająco, ale statystyki nie kłamią. Liverpool obecnie notuje średnią 1,57 punktu na mecz w lidze. Historia Premier League, od kiedy obowiązują trzy punkty za zwycięstwo, nie zna przypadku, by zespół z tak niską średnią sezon zakończył w TOP 4. To twardy, zimny argument, który podważa wszelki optymizm.
Slot z pewnością będzie się bronił, przypominając, że porażka z Bournemouth była pierwszą od czternastu spotkań. Ale czy fakt, że jest to piąty kolejny mecz bez wygranej w lidze, nie powinien bardziej niepokoić? Nadchodzące mecze z Newcastle United i Manchesterem City to prawdziwy test, który może nieodwracalnie pogrzebać marzenia o europejskiej jesieni w następnej edycji.
Transferowe dylematy i powrót Konate: Czy Slot ma kim łatać dziury?
Brak opcji w centrum obrony to istna pułapka dla każdego szkoleniowca. Obecnie, poza awizowanymi w składzie Andrewem Robertsonem – którego przyszłość, notabene, jest niepewna z powodu potencjalnego transferu do Tottenhamu Hotspur – i wspominanym Van Dijkiem, lista dostępnych zmienników kurczy się dramatycznie.
Mówi się o powrocie Ibrahima Konate, ale należy pamiętać o niezwykle trudnym okresie, który go dotknął – chodzi o żałobę po stracie ojca. Nakładanie presji na zawodnika w takim stanie psychofizycznym byłoby moralnie wątpliwe, nie mówiąc już o niepewności sportowej. Z drugiej strony, przecież nie podpisano np. Marca Guehiego (który trafił do Manchesteru City), co oznacza, że brak wzmocnień w defensywie w tym okienku transferowym może zostać uznany za zaniedbanie.
Liverpool stoi na rozdrożu. Jeżeli sztab medyczny nie znajdzie szybkiego rozwiązania dla Gomeza i Alissona, a wyniki w Premier League w najbliższych tygodniach będą niesprzyjające, zarząd może być zmuszony podjąć trudne decyzje dotyczące przyszłości budowania zespołu wokół Arne Slota. Na razie czeka ich Champions League, gdzie każda strata punktów może mieć katastrofalne skutki dla automatycznej kwalifikacji.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.