Spurs na prostej do utrzymania po meczu o sześć punktów z Leeds

Nadchodzi moment prawdy dla Tottenhamu Hotspur. Choć szeptem, bo strach zepsuć delikatną formę, Koguty zdają się odnajdywać rytm, a zwycięstwo nad Leeds United wydaje się kluczowym krokiem w kierunku zapewnienia sobie ligowego bezpieczeństwa.

Gorączka walki o utrzymanie: Spurs na krawędzi bezpieczeństwa

Mówiąc cichym szeptem, bo nie daj Boże zepsuć tę kruchą passę, Spurs notują progres. Ich trzy ostatnie występy to sekwencja, w której każdy kolejny był lepszy od poprzedniego. Przeciwko Brighton błąd indywidualny kosztował ich tak potrzebne zwycięstwo u siebie. Z Wolves zagrali słabo i stracili kluczowego gracza na długi uraz, ale przynajmniej wygrali. Z Aston Villą, cóż, rywale zawdzięczają honorową bramkę w doliczonym czasie, która dała złudzenie skromniejszego rezultatu 2:1.

W minioną niedzielę późny gol Leonardo Trossarda dał Arsenalowi zwycięstwo 1:0 na West Hamie w okolicznościach, nazwijmy to eufemistycznie, „kontrowersyjnych”. Rezultat ten wsadził Młoty do strefy spadkowej, pozostawiając ich punkt za plecami Spurs. Przy zaledwie dwóch meczach do końca sezonu, cztery punkty przewagi po wygranej z Leeds wsadziłyby Koguty jedną nogą w awaryjne wyjście z tej trudnej sytuacji.

Tymczasem Leeds United, dzięki porażce West Hamu, może spać spokojniej – są matematycznie bezpieczni. Zdobyli dziesięć punktów w ostatnich dwunastu możliwych, co plasuje ich na 14. miejscu w tabeli Premier League. Warto jednak odnotować, że dwa z tych zwycięstw odnieśli przeciwko Wolves i Burnley, które okupują dwa ostatnie miejsca w stawce.

Leeds: Przekleństwo dla Kogutów? Historyczne statystyki mówią co innego

Jeśli spojrzymy na historyczne zestawienia, bilans zdecydowanie przemawia za Tottenhamem. Na przestrzeni ostatnich 24 lat obie drużyny spotkały się piętnaście razy, a Spurs wygrali jedenaście z tych starć, dwa razy remisując i tylko dwukrotnie schodząc pokonani. Co więcej, zanotowali pięć kolejnych zwycięstw nad zespołem z Elland Road, w tym 2:1 na ich terenie na początku października. Oznacza to, że zwycięstwo w nadchodzącym meczu skompletowałoby dla Spurs ligowy dublet nad Leeds po raz trzeci z rzędu.

Jak zauważył Ian King: „W kontekście historycznym, Spurs mają wyraźną przewagę nad Leeds. Na przestrzeni ostatnich 24 lat obie drużyny spotkały się piętnaście razy, z czego oni wygrali jedenaście, zremisowali dwa i przegrali dwa.”

Gwiazdy w centrum uwagi: Odrodzenie Gallaghera i test dla ataku Leeds

W miniony weekend na Villa Park błysnął zwłaszcza Conor Gallagher, który zdobył fenomenalnego gola i rozegrał najlepszy występ w sezonie dla drużyny, co z kolei było jego najlepszym występem od czasu przyjścia w styczniu. Jego podpisanie budziło wątpliwości, ale forma przeciwko Aston Villi pomogła wytłumaczyć tę decyzję.

Leeds United, po czterech meczach bez bramki, znów przypomniało sobie jak strzelać gole, choć pozostaje pytanie, jak bardzo na ich ofensywę wpłynie brak Noaha Okafora. Zdobyli 10 bramek w ostatnich czterech meczach, a jedynym graczem, który oprócz Okafora strzelił więcej niż jedną z tych dziesięciu bramek, jest Dominic Calvert-Lewin. Ten ostatni może być zmuszony przejąć jeszcze większą odpowiedzialność strzelecką w związku z absencją swojego kolegi.

Pełny skład, ale ostrożny powrót Maddisona

Dla Roberto De Zerbiego, co jest rzadkością, nie ma nowych problemów kadrowych. Xavi Simons, Guglielmo Vicario, Cristian Romero, Mohammed Kudus, Pape Sarr, Wilson Odobert, Dominic Solanke, Ben Davies i Dejan Kulusevski pozostają poza grą w leczeniu, ale James Maddison zbliża się do powrotu i może zagrać kilka minut.

Po stronie Leeds, największą stratą jest Okafor, który ma opuścić dwa najbliższe mecze z powodu naciągnięcia łydki. Pascal Struijk przejdzie późny test sprawności. Gabriel Gudmundsson nadal leczy uraz ścięgna podkolanowego, a sezon dla Ilia Gruev'a dobiegł końca z powodu kontuzji łąkotki. Sam szkoleniowiec Daniel Farke musiał opuścić piątkowe obowiązki medialne z powodu choroby, więc on również może być poddany późnemu testowi sprawności.

Potrzeba punktów kontra poprawa formy: Kto wygra ten pojedynek?

Niezależnie od tego, co wydarzyło się na London Stadium w niedzielne popołudnie, zadanie Spurs przeciwko Leeds pozostaje niezmienne: muszą wygrać. Kiedy usuniemy cały ten „szum” i skupimy się naistocie, ostatnia forma to stała poprawa, siedem punktów z dziewięciu możliwych i stopniowo lepsze występy w każdym kolejnym spotkaniu.

Zwycięstwo w tym meczu postawiłoby ich na krawędzi utrzymania, cztery punkty nad West Hamem i z lepszym bilansem bramkowym. Jedno zwycięstwo w pozostałych dwóch meczach przypieczętowałoby ich los, i to nawet zakładając, że West Ham zdobędzie komplet punktów w swoich ostatnich grach. Nie ma wątpliwości, że niespodziewane zatrudnienie Roberto De Zerbiego ma pozytywny wpływ na zespół. Pytanie brzmi, czy klub zatrudnił go za późno, aby odwrócić zły kurs w tym sezonie.

Leeds są bezpieczni. Misja zakończona. Choć i oni mają niezłą formę, wygrywając trzy z czterech ostatnich meczów. Daniel Farke wykonał kawał znakomitej roboty, doprowadzając ten zespół do obecnej sytuacji. Zdecydowanie obronił decyzję o nieprędko zmienianiu trenera latem. Jednak kombinacja poprawiającej się gry i napływających punktów działa na korzyść Spurs. Mecz u siebie mógłby im bardzo pomóc. Oba ich zwycięstwa w Premier League w 2026 roku odnieśli na wyjeździe, a minęło już ponad pięć miesięcy, odkąd ostatnio wygrali na Tottenham Hotspur Stadium. Mimo to, ich ostatnia tendencja wzrostowa i fakt, że potrzebują punktów bardziej niż Leeds, może przechylić szalę na ich korzyść. Typujemy 2:1 dla Spurs – potencjalnie wielki krok w stronę ligowego spokoju.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.