Pamiętacie Leicester City, które sezon po ledwo uniknięciu degradacji sięgnęło po mistrzostwo Anglii? To był sportowy cud, który wydawał się nie do powtórzenia, przynajmniej na Wyspach. Ale czy możemy być świadkami podobnej sensacji w Szwajcarii? FC Thun, klub z jedenastego co do wielkości miasta w kraju, stoi u progu niemożliwego, budząc skojarzenia z epickimi opowieściami spod znaku „underdogów”.

Od „jojo club” do europejskiego marzenia: Fenomen FC Thun
FC Thun pożegnał się z ligą w sezonie 2019/20, ale ich powrót do Swiss Super League był absolutnie spektakularny. Zdominowali Challenge League, wyprzedzając drugie Aarau aż o 11 punktów. Aarau, notabene, poległo w barażach, co tylko podkreśla, jak wielki dystans zbudowali zawodnicy z Thun.
Klub ten ma historię bycia swoistym „jojo club” – balansującym między ekstraklasą a niższymi ligami od początku XXI wieku. Byli na parkiecie Ligi Mistrzów, by zaraz potem spadać. Mało kto pamięta te czasy lepiej niż obecny menedżer i były napastnik, Mauro Lustrinelli. Lustrinelli był kluczowym ogniwem drużyny, która wywalczyła awans do Ligi Mistrzów w sezonie 2005/06 – jedyny raz w historii klubu. Sam jednak nie nacieszył się tym sukcesem w pełni, przenosząc się do Sparty Praga latem 2006 roku, by wrócić w 2011 roku i pomóc zespołowi w osiągnięciu przeciętnego piątego miejsca w lidze (wówczas liczącej zaledwie dziesięć drużyn).
Lustrinelli objął stery w 2022/23. Pierwszy sezon? Rozczarowanie. Szóste miejsce, 12 zwycięstw, 13 remisów i 11 porażek. Standard. Jednak władze klubu wykazały się cierpliwością, a teraz zbierają plony tej strategicznej decyzji.
Taktyczna rewolucja: Więcej niż tylko „Latająca V”
W minionym sezonie Thun grał widowiskowo, stosując ustawienie bliskie 4-3-2-1, które przywodzi na myśl „Latającą V” z klasyka „Mighty Ducks”, tyle że bez łyżew i Emilio Esteveza. Była to szybka, ofensywna piłka, ale Lustrinelli, jak na rasowego trenera przystało, zrozumiał, że adaptacja jest kluczem do utrzymania dynamiki.
W bieżącej kampanii widać ewolucję. Zamiast atakować na oślep, Thun operuje teraz w formacji 4-2-2-2. Kluczowe znaczenie mają dwaj defensywni pomocnicy, którzy schodzą głębiej, by dyktować tempo gry i zabezpieczać tyły.
Co ciekawe, Thun nie zamierza dominować posiadaniem piłki – ich średnia to 46,3%, co daje im dziewiąte miejsce w lidze liczącej tylko 12 ekip. Ale jeśli nie dominujesz piłką, musisz być zabójczo skuteczny – i tu tkwi sekret ich sukcesu. Obecnie notują najwięcej goli na mecz (2,1), mają drugi najwyższy wskaźnik xG (40,5) i najwięcej celnych strzałów na mecz (6,1). Lustrinelli utrzymał swoje ofensywne zasady, jednocześnie zaskakując wszystkich zmianami w organizacji gry.
Leonardo Bertone: Dyrygent orkiestry z tyłu
Taki system nie zadziała bez zaangażowania zawodników, a średnia wieku 25,5 roku wskazuje na zespół pełen energii. Liderem, absolutnym dyrygentem, jest jednak Leonardo Bertone, jeden z najstarszych graczy w zespole, mający przyjemne 31 lat na karku.
Bertone to kwintesencja defensive midfieldera, o którym mówiliśmy. Rozegrał 18 z 20 meczów ligowych (reszta to drobne kontuzje). Ten facet naprawdę robi wszystko, a potem jeszcze trochę. Statystyki podań obrazują, jak bardzo drużyna mu ufa, by rozpoczynać akcje: 521 celnych podań przy efektywności 71,4%. Ważne jest to, że on nie tylko cofa piłkę. On „pinguje” futbolówki do przodu z chirurgiczną precyzją: 73 celne długie podania, 17 wykreowanych szans i dziewięć udanych centr. A do tego bramki – sześć w lidze, choć przyznajmy, trzy z nich to karne.
Nie oczekujmy po nim bieganiny na miarę Moisésa Caicedo, ale defensywnie jest solidny: 24 odbiory, 61 wygranych pojedynków i 20 przechwytów. Jego specjalnością jest odzyskiwanie piłki bliżej bramki rywala – 10 takich interwencji. Bertone jest mózgiem operacji dla Lustrinellego.
Czy historia Leicester może się powtórzyć na mroźnej arenie?
W małej szwajcarskiej Super League, gdzie meldujesz się z czołówką przynajmniej trzy razy w sezonie, nadchodzące mecze będą miały wagę złota. Ten tydzień zdefiniuje ich kampanię: najpierw wizyta faworyzowanych Young Boysów, a potem wyjazd do Bazylei. Muszą zachować zimną krew.
Wielkie zwycięstwo 3:1 na wyjeździe z Grasshopper w niedzielę (18 stycznia) dało im sześć punktów przewagi nad St. Gallen, ale rywale mają rozegrany mecz mniej. To robi presję.
Ich poprzednie starcia z gigantami ligi nie poszły po myśli Thun. We wrześniu, podejmowani przez Basel, musieli uznać wyższość Xherdana Shaqiriego, który przypieczętował zwycięstwo gości golem z karnego w 98. minucie przeciwko dziesięcioosobowemu Thun.
W kolejnym meczu z Young Boysami, choć Ibayi dał im prowadzenie w 50. minucie, rywale odpowiedzieli dwoma trafieniami w ciągu zaledwie czterech minut. Franz-Ethan Meichtry wyrównał, ale ostatecznie YB okazało się zbyt silne, z Bedia kompletując dublet i Fassnacht zamykającym wynik w 90. minucie.
Lustrinelli odmienił oblicze Thun. Choć mistrzostwo Leicester będzie zawsze punktem odniesienia, to co dzieje się w Szwajcarii, jest równie niezwykłe. Awans i natychmiastowe mistrzostwo w lidze, do której dopiero co weszli, to historia, która zasługuje na miano futbolowego mitu. Niezależnie od wyniku nadchodzących starć, zasłużyli już na kolosalny szacunek. Oby tylko ta analiza nie okazała się niczym klawozwa, która sprowadzi na nich nieszczęście.