Vlachodimos chce zostać w Sevilli, przyszłość w Newcastle niepewna.
Zapomnienie w Anglii, renesans w Hiszpanii – historia Odysseasa Vlachodimosa to klasyczny scenariusz sportowego dramatu, który zatoczył koło. Bramkarz, po nieudanych przygodach na Wyspach, odnalazł radość gry w La Liga.
Czy "Odysseus" zdobędzie Sewillę na stałe, ignorując "Sroki"?
Historia transferów bywa skomplikowana, ale w przypadku Odysseasa Vlachodimosa mamy do czynienia z klasyczną ucieczką przed niepowodzeniem. Mając 31 lat, zawodnik, który wydawał się skazany na ławkę rezerwowych, nagle ożył na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán. Po dwóch frustrujących epizodach w Anglii – najpierw w Nottingham Forest (gdzie zagrał zaledwie siedem razy we wszystkich rozgrywkach), a potem w Newcastle United, Vlachodimos trafił do Sevilli na wypożyczenie w sierpniu ubiegłego roku. I to był strzał w dziesiątkę.
W Sevilli Grek natychmiast wskoczył między słupki, stając się niekwestionowanym numerem jeden. Mowa o zaskakującej serii 21 kolejnych występów w La Liga – liczby, o których mógł tylko marzyć na St James’ Park. A przecież transfer do Newcastle latem poprzedniego roku był wyceniony na solidne 20 milionów funtów! Ta kwota, zamiast otwierać mu drzwi do regularnej gry, zamknęła je szczelniej. W barwach "Srok" zaliczył raptem 45 minut, pojawiając się na boisku symbolicznie w meczu EFL Cup przeciwko AFC Wimbledon w październiku 2024 roku. Jego pozycja w Newcastle jest więcej niż niepewna.
Manifest z Andaluzji: "Cieszę się grą w każdym meczu"
Konkretne liczby i stała obecność w bramce Sevilli dały Vlachodimosowi poczucie bezpieczeństwa i satysfakcji, którego najwyraźniej brakowało mu w Premier League. Nic dziwnego, że piłkarz nie ma zamiaru wracać do Anglii, jeśli nie musi. Jak donoszą media, jest on gotów "zrobić wszystko, by wymusić odejście" z Newcastle i przypieczętować definitywny transfer do Andaluzji.
Sam Vlachodimos nie owija w bawełnę, jasno komunikując swoje preferencje hiszpańskim mediom. W rozmowie z ABC podkreślił, jak bliska stała mu się Sevilla:
“Jestem bardzo szczęśliwy w Sevilli. Myślę, że jest jasne, że cieszę się grą w każdym meczu z tą drużyną. Będę starał się dawać z siebie wszystko każdego dnia i to sprawia, że czuję się bardzo szczęśliwy.”
Dodał, że jego powrót do regularnej gry był priorytetem i Hiszpania okazała się idealnym miejscem:
“Rozmawiałem z trenerem (Matiasem Almeydą), prezesem i dyrektorem sportowym na temat sytuacji klubu w La Liga, ale dla mnie najważniejsze od pierwszego dnia jest to, że to doświadczenie jest darem, odkąd tu przybyłem. Chciałem po prostu wrócić do gry i być w stanie dać z siebie wszystko drużynie. To miejsce jest dokładnie takie, jak sobie wyobrażałem.”
Kontrakt z Newcastle jako "kotwica": Co z przyszłością pod skrzydłami Eddiego Howe'a?
Cała ta romantyczna historia ma jednak twardy, prawny haczyk – kontrakt. Vlachodimos jest związany z Newcastle United umową aż do czerwca 2028 roku. Ta długoterminowa relacja sprawia, że Grek ma ograniczone pole manewru, a ostateczna decyzja spoczywa na zarządzie i sztabie szkoleniowym "Srok".
W obliczu tej niepewności, sam bramkarz przyznaje, że sytuacja jest dla niego zagadką, co dodaje całemu transferowemu zakulisowemu thrillerowi nuty napięcia:
“Prawdę mówiąc, wciąż mam kontrakt z Newcastle i to oni decydują, nie wiem, co się stanie w przyszłości. Naprawdę nie sądzę, żebym mógł odpowiedzieć na te pytania dotyczące przyszłości. Szczerze, nie wiem, co wydarzy się tego lata. Mam kontrakt z Newcastle. Nie wiem, jakie będą ich plany po zakończeniu sezonu. Zobaczymy, co się wtedy stanie. Naprawdę nie mam odpowiedzi.”
Biorąc pod uwagę realia St James’ Park, szanse Vlachodimosa na regularną grę w Newcastle są iluzoryczne. Nick Pope jest obecnie pierwszym wyborem Eddiego Howe’a. A sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, ponieważ Newcastle musi podjąć ostateczną decyzję w sprawie Aarona Ramsdale’a, wypożyczonego z Southampton, który jest kolejnym kandydatem do roli numeru jeden. Dla Vlachodimosa, który odzyskał formę i radość z futbolu, powrót do Anglii jawi się jako krok wstecz, niemal gwarantujący ponowne spędzenie większości meczów na ławce rezerwowych. Czy Newcastle, mając na stole potencjalny powrót do gry wycenionego defensywnie zawodnika, zdecyduje się ustąpić? Sevilla z pewnością liczy na to, że tak.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.