Arsenal podejmie Fulham z zamiarem odbudowy sześciopunktowej przewagi w Premier League.
Emocje na najwyższych obrotach, a presja Premier League nie odpuszcza! Arsenal, po wyczerpującym boju w Lidze Mistrzów, wraca na Emirates, by tymczasowo odzyskać sześć punktów przewagi nad rywalami w tabeli. Czy Kanonierzy znajdą energię na derby Londynu przeciwko skromnemu, ale nieobliczalnemu Fulham?
Liga Mistrzów kontra intensywność Premier League: test dla rezerw
W przeciwieństwie do francuskiego giganta Paris Saint-Germain, który mógł liczyć na przełożenie meczu ligowego między ćwierćfinałowymi starciami Ligi Mistrzów, angielskie ekipy nie mają taryfy ulgowej. To oznacza, że podopieczni Mikela Artety muszą zmierzyć się z Fulham zaledwie 72 godziny po pełnym walki remisie 1:1 z Atletico Madryt w Madrycie. Choć ten rezultat, w którym padły trzy rzuty karne (jeden wykorzystany przez Viktora Gyokeresa dla Arsenalu, a jeden obroniony przez bramkarza Atletico), daje Kanonierom pewne podstawy do optymizmu przed rewanżem, fizyczne i emocjonalne obciążenie jest ogromne. Arteta, jak donoszą media, był „fuming”
(wściekły) po pewnych kontrowersyjnych decyzjach sędziowskich, ale drużyna – wyrównując jednocześnie klubowy rekord w Hiszpanii – pokazała charakter.
Teraz uwaga musi powrócić na podwórko krajowe. Ostatni ligowy triumf Arsenalu to nieprzekonujące, acz kluczowe zwycięstwo 1:0 nad Newcastle United, które przerwało serię czterech porażek z rzędu we wszystkich rozgrywkach i dało im trzy punkty przewagi nad Manchesterem City, zanim ci zmierzą się z Evertonem w poniedziałek. Wygrana z Fulham pozwoliłaby Londyńczykom zyskać cenne sześć oczek na szczycie. Przy monolitycznej defensywie Kanonierów na Emirates – zaledwie 11 straconych goli w Premier League w sezonie 2025/26 – Fulham będzie musiało odnaleźć iskrę, której od dawna im brakuje.
Fulham: oddech po strzeleckiej posuchy i cień Chelsea
Goście, po serii frustrujących wyników, w końcu odetchnęli, zgarniając skromne 1:0 z Aston Villą dzięki bramce Ryana Sessegnona. Wcześniej ekipa Marco Silvy zaliczyła porażkę 0:2 z Liverpoolem i bezbramkowy remis z Brentford. To zwycięstwo było ledwie błyskiem w ataku, który od dłuższego czasu kuleje – Fulham zdobyło zaledwie cztery bramki w ostatnich siedmiu meczach we wszystkich rozgrywkach. Mimo tej ofensywnej niemocy, zajmują 10. miejsce, zaledwie dwa punkty za szóstym Brightonem, co wciąż podsyca marzenia o europejskich pucharach – choć naturalnie pod wodzą Portugalczyka to wizja coraz bardziej odległa.
Plotki transferowe nie milkną, a sam Marco Silva jest ponoć „jednym z czołowych kandydatów do objęcia wakującego stanowiska w Chelsea”
. Niemniej jednak, menedżer musi skupić się na teraźniejszości: chce przerwać serię trzech wyjazdowych meczów bez zwycięstwa i, co ważniejsze dla historii klubu, nigdy nie wygrali wyjazdowego meczu Premier League z drużyną rozpoczynającą dany dzień na szczycie tabeli.
Nie można zapomnieć o arcyciekawym kontekście historycznym: Arsenal nie przegrał żadnego z ostatnich 32 domowych meczów ligowych przeciwko Fulham. To absolutny rekord w historii angielskiej piłki, jeśli chodzi o brak porażki jednej drużyny z konkretnym przeciwnikiem u siebie!
Zmęczenie i absencje: gdzie szukać luk w systemie Artety?
Sytuacja kadrowa w Arsenalu budzi pewne obawy, zwłaszcza po intensywnym środowym starciu. O ile Eberechi Eze, który zaliczył występ w Madrycie, pogodził się z drobnym urazem nabytym w poprzedniej kolejce, to Kai Havertz jest „dużym znakiem zapytania”
z powodu problemów mięśniowych. Nadal poza grą pozostaje Jurrien Timber, walczący o powrót po kontuzji pachwiny, a Mikel Merino ma niewielkie szanse na powrót przed końcem kampanii. W dobrych wieściach, Riccardo Calafiori, który nie zagrał w środę, jest gotów do powrotu i może wskoczyć do składu obok Bukayo Saki i wspomnianego Eze, którzy mieli ograniczone minuty przeciwko Atletico.
Po stronie Fulham, Ryan Sessegnon, strzelec bramki na wagę zwycięstwa z Aston Villą, musiał opuścić boisko, co budzi niepokój u Marco Silvy. Wcześniej z gry wykluczeni są Alex Iwobi, który mierzy się z problemem z udem i nie zagra przeciwko swojemu macierzystemu klubowi, oraz Kenny Tete i Kevin, pracujący nad powrotem po urazach kostek. Antonee Robinson jest gotów zastąpić Sessegnona, natomiast Bernd Leno i Emile Smith Rowe z pewnością staną przed szansą zaprezentowania się na Północnym Londynie.
Możliwy skład Arsenalu: Raya; Mosquera, Saliba, Gabriel, Calafiori; Odegaard, Zubimendi, Rice; Saka, Gyokeres, Eze.
Możliwy skład Fulham: Leno; Castagne, Andersen, Bassey, Robinson; Berge, Lukic; Wilson, Smith Rowe, Chukwueze; Jimenez.
Prognoza: Nieprzekupna twierdza Emirates
Arsenal, mimo zmęczenia, zazwyczaj znajduje sposób na domowe zwycięstwa, szczególnie gdy w grę wchodzi ligowa presja i utrzymanie przewagi nad City. Historia przemawia za Kanonierami w sposób wręcz komiczny – Fulham po prostu nie potrafi wygrywać na Emirates, a ich obecna dyspozycja ofensywna nie daje wielkich nadziei na przełamanie tej passy. Możemy spodziewać się kolejnego starcia, w którym gospodarze będą musieli sięgnąć po „jeden moment magii – lub standardowy stały fragment gry”
, aby zdobyć komplet punktów. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to minimalny triumf gospodarzy, co pozwoli im spokojnie przygotować się do rewanżu Ligi Mistrzów. Stawiam na: Arsenal 1:0 Fulham.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.