Arsenal pozna rywala w 1/8 finału Ligi Mistrzów po wygranej fazie grupowej.
Arsenal poznał potencjalnych rywali w fazie pucharowej Ligi Mistrzów, a stawka jest wyjątkowo wysoka: na The Gunners czekają potęgi takie jak Borussia Dortmund, Olympiacos, Atalanta BC lub Bayer Leverkusen.
Droga do dominacji: Kanonierzy piszą historię fazy ligowej
Arsenal zakończył fazę ligową Ligi Mistrzów w absolutnym blasku chwały, przypieczętowując swoje miejsce w historii rozgrywek. Zwycięstwo 3:2 na Emirates Stadium przeciwko Kairat Ałmaty, choć nieco kuriozalne, gdyż padło po stracie drugiej bramki w doliczonym czasie, było tylko formalnością. Prawdziwe osiągnięcie to fakt, że podopieczni Mikela Artety zostali pierwszym zespołem, który przeszedł fazę ligową z idealnym bilansem ośmiu zwycięstw w ośmiu meczach, deklasując nawet Bayern Monachium, który zajął drugie miejsce w grupie. Dla Artety, którego ekipa odpadła w półfinale poprzedniej edycji (2024/25) z późniejszym triumfatorem PSG, apetyt na więcej jest ogromny. Teraz, w 1/8 finału, pierwszy mecz rozegrają na wyjeździe, mierząc się z jednym z silniejszych rywali z drugich miejsc.
Dlaczego ten Arsenal może sięgnąć po puchar Ligi Mistrzów? Forte defensywne
Jeśli mielibyśmy wskazać jedną, absolutnie kluczową przewagę Kanonierów w kontekście europejskiej wiosny, byłaby to ich dyscyplina w obronie – przynajmniej statystycznie. Arsenal jest obecnie prawdopodobnie najlepszą defensywnie drużyną w Europie. Mówimy tu o zaledwie czterech straconych bramkach w ośmiu meczach Ligi Mistrzów, a w Premier League to raptem 17 goli w 23 spotkaniach. Zespoły takie jak Atletico Madryt, Manchester City, Liverpool czy Inter Mediolan łącznie zdołały strzelić im tylko pięć bramek w tym sezonie europejskim, podczas gdy Arsenal notował 14 trafień. Jeśli The Gunners obejmą prowadzenie w dwumeczu pucharowym, ich zdolność do "zamykania" meczu i minimalizowania ryzyka będzie niemal nie do przejścia. Ich struktura defensywna wydaje się być fortecą, trudną do sforsowania nawet dla elitarnych ataków. Dodatkowo, niesamowita głębia składu pozwala Artecie rotować zawodnikami i utrzymywać wysoki poziom intensywności przez cały, napięty terminarz krajowy i europejski.
Czy fani słusznie obawiają się o mentalność Artety? Cień krytyki nad Emirates
Pomimo imponujących liczb w defensywie, nie można zignorować niepokojących sygnałów, które pojawiły się w ostatnich tygodniach. O ile Arsenal budował swój wizerunek na cementowej obronie, o tyle w ostatnich ośmiu spotkaniach stracili aż 11 bramek. To nie jest drobna regresja, to sygnał, że maszyna zaczyna się zacinać. Co więcej, problemem pozostaje skuteczność w ataku. Zdumiewające jest to, że pomimo dominacji, żaden z zawodników Arsenalu nie przekroczył progu dziesięciu goli bez uwzględnienia rzutów karnych we wszystkich rozgrywkach. To rodzi pytanie: czy Arsenal ma siłę ognia, by wygrywać na najwyższym poziomie, gdy rywal zdobędzie bramkę?
Ostatnia porażka 3:2 z Manchesterem United na Emirates Stadium w Premier League tylko zaostrzyła dyskusję na temat psychologicznej wytrzymałości zespołu. Do momentu, gdy Mikel Arteta nie przerwie sześcioletniej posuchy trofeowej klubu, wciąż będzie wisiał nad nim cień wątpliwości co do zdolności do "doprowadzania spraw do końca" w kluczowych momentach. Jeśli w fazie pucharowej Ligi Mistrzów dojdzie do zaciętych walk, czy Kanonierzy wykażą się zimną krwią, czy może ich mentalność pęknie pod presją, tak jak sugerowali niektórzy komentatorzy po niedawnym ligowym klasycznym starciu? Droga do potyczek z Borussią Dortmund, Olympiacosem, Atalantą czy Bayerem Leverkusen będzie testem charakteru, a nie tylko taktyki.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.