Arsenalowi pękła bańka, Southampton w półfinale Pucharu Anglii.
Koniec marzeń o krajowym tryplecie dla Kanonierów po katastrofalnej nocy na St Mary's, gdzie Southampton zafundowało Arsenalowi zimny prysznic w ćwierćfinale Pucharu Anglii.
Czy osłabiona jedenastka to usprawiedliwienie dla eliminacji z FA Cup?
Dwa tygodnie temu Arsenal spoglądał w stronę Wembley, marząc o historycznym, bezprecedensowym „quadruplu” – czterech trofeach w jednym sezonie. Dziś, po porażce 2:1 z fantastycznie grającym Southampton, te sny legły w gruzach. Niestety dla Mikela Artety, okoliczności sprzyjały krytyce. Arsenalu, po aż dziesięciu międzynarodowych absencjach – z których część graczy ledwo zdążyła na kadrę meczową – wyjściowa jedenastka miała ewidentnie prowizoryczny charakter. Defensywa dowodzona przez Gabriela Magalhãesa sprawiała wrażenie kompletnie zagubionej w pierwszych 45 minutach. Choć duet Dowman i inni próbowali tchnąć życie w atak, to fatalny błąd byłego gracza Southampton, Bena White’a, otworzył gospodarzom drogę do objęcia prowadzenia za sprawą Rossa Stewarta. Z perspektywy eksperta, to nie tylko brak zgrania po międzynarodowych podróżach, ale przede wszystkim pojedyncze, krytyczne błędy indywidualne zaważyły na losach tego spotkania.
Gospodarze, prowadzeni przez Tondę Eckerta, wyglądali na bardziej zdeterminowanych. Na początku drugiej połowy to „Święci” byli bliżsi podwyższenia wyniku – Leo Scienza nawet trafił w poprzeczkę fantastycznym technicznym strzałem. Dopiero interwencja rezerwowego Viktora Gyökeresa, który w środku drugiej połowy doprowadził do wyrównania, dała Arsenalowi światełko nadziei. Jednakże, jak to w piłce bywa, los bywa przewrotny. W kluczowych ostatnich pięciu minutach, kolejny zmiennik, Shea Charles, znalazł lukę w poszarpanej obronie Kanonierów, pieczętując awans dla podopiecznych Eckerta do półfinału.
Mówiąc wprost, ta ostatnia linijka raportu ze St Mary's to bolesne przypomnienie, że w pucharach nie liczy się tylko dominacja statystyczna.
Jak błąd White’a otworzył Southampton drogę do bramki?
Porażki zawsze są analizowane pod kątem systemowym, ale ten pierwszy gol to czysty przykład chaosu spowodowanego przez błędy personalne. Piłka, która wywołała tę lawinę, zaczęła się od próby finezji Martina Ødegaarda, który próbował zagrać piętką do Maxa Dowmana. Niestety, Southampton przejęło inicjatywę i ruszyło kontrą skrzydłem, gdzie James Bree posłał dośrodkowanie.
The move stems from Martin Odegaard trying to be clever and finding Max Dowman with a backheel, but Southampton intercept and spring forward through James Bree. The right-back's cross should be headed clear by White, ale on kompletnie źle wylicza wyskok, a Stewart jest idealnie ustawiony, by wolejem posłać piłkę w dolny róg.
Cytując relację: „No cóż... to nie pomoże szansom White’a na Mistrzostwa Świata” – i trudno się z tym nie zgodzić. To było fatalne ustawienie i fatalny wyskok obrońcy, którego rola wydawała się czysto defensywna.
Bohaterowie z ławki i zimny prysznic w końcówce
Pojawienie się Viktora Gyökeresa zdecydowanie ożywiło grę Kanonierów. Szwed, który w tygodniu strzelał bramki w koszulce narodowej, znów pokazał, dlaczego jest tak cenionym napastnikiem.
Gabriel wślizgiem podaje do Kaia Havertza z rozbijającym obronę podaniem, chociaż kąt dla Niemca jest ciasny, i ten rezygnuje ze strzału. Niemniej jednak, Havertz idealnie wyczuwa moment na odegranie do Gyökeresa, a Szwed strzałem z pierwszej piłki trafia w odsłonięty dolny róg, doprowadzając Arsenal do remisu.
To była modelowa akcja, pokazująca jakość, jaka drzemie w składzie Artety. Jednakże, jak wspomniałem, futbol bywa okrutny dla faworytów. Ostatni gwóźdź do trumny Kanonierów wpadł w 85. minucie.
Southampton przecina obronę i środek pola Arsenalu jak nóż przez masło; Cristhian Mosquera zostaje złapany daleko od pozycji, a Riccardo Calafiori jest wkręcany w ziemię przez Toma Fellowsa, który rusza do środka na krawędzi pola karnego. Fellows unika morza czerwonych nóg i podaje piłkę do Charlesa, który pokonuje Kepę Arrizabalagę spokojnym strzałem boczną częścią stopy, piłka musnęła wewnętrzną część słupka i wpadła do bramki.
To był moment, w którym Arsenal powinien był zabezpieczyć wynik lub przynajmniej doprowadzić do dogrywki. Zamiast tego, błędy w koncentracji w końcowej fazie meczu okazały się kosztowne.
Co dalej? Analiza statystyk i przyszłość obu ekip
Mecz zakończył się dominacją Kanonierów w posiadaniu piłki (64% do 36%) i liczbie strzałów (23 do 8), ale te statystyki to tylko anegdoty w kontekście wyniku. W bramki celne statystyki były bliższe (7 do 4 dla Arsenalu), co sugeruje, że mimo przewagi, Kanonierzy nie radzili sobie z efektywnym wykończeniem akcji pod presją.
Z perspektywy Southampton, teraz czeka ich ekscytujące losowanie półfinałowe, gdzie mogą trafić na Chelsea, Manchester City lub zwycięzcę pary West Ham/Leeds United. Z kolei podopieczni Eckerta wracają do walki o awans w Championship, mierząc się we wtorek z Wrexham. Arsenal natomiast musi natychmiast odwrócić myślenie, ponieważ czeka ich kluczowy dwumecz Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona. Jak podsumowuje portal Sports Mole: „Artyeta i jego ludzie pozostają w grze na dwóch frontach – i to bardzo dobrych frontach, trzeba przyznać – ale ostatnie dwa tygodnie wydawały się punktem zwrotnym, i to nie w pozytywnym sensie.” To jest brutalna prawda dla kibiców Kanonierów – pucharowa wycieczka dobiegła końca, a teraz liczyć się będzie tylko reakcja na tę porażkę w Premier League i Champions League.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.