Aston Villa na krawędzi niechlubnego rekordu przed starciem z Brighton.
Wielkie ambicje Aston Villi Osuna Emery'ego nagle stanęły pod ścianą, a teraz „Lwy” balansują na krawędzi historycznej kompromitacji. Choć czwarte miejsce w tabeli Premier League kusi, a ambicje sięgają Ligi Mistrzów, ostatnie wyniki sugerują, że drużyna może zapisać się w annałach ligi z bardzo niechlubnego powodu.
Czy Villa pobiła już rekord? Osiem zwycięstw i nagłe załamanie
Nie tak wyobrażano sobie przełamywanie barier! Jeszcze niedawno Aston Villa Unai Emery'ego była postrzegana jako tytan na Villa Park, notując niesamowitą serię ośmiu kolejnych zwycięstw u siebie w Premier League. Ta passa, będąca dowodem na to, jak skutecznie Emery odbudował tożsamość klubu, nagle urwała się w najbardziej bolesny możliwy sposób. Najpierw przyszła porażka 0:1 z Evertonem, następnie przegrana z Brentford, a teraz, przed starciem z Mewami, wisi nad nimi widmo historycznej klęski.
Dlaczego ta seria jest tak istotna? Ponieważ, jeśli Aston Villa ulegnie Brighton w środowy wieczór, klub stanie się pierwszym zespołem w historii angielskiej ekstraklasy, który po odniesieniu ośmiu lub więcej kolejnych zwycięstw u siebie, zanotuje trzy porażki z rzędu na własnym stadionie. To statystyczna anomalia, która podważa narrację o stabilności i progresie, jaki miał przynieść hiszpański szkoleniowiec. Dodatkowo, Emery unikałby powtórzenia tendencji spadkowej, która miała miejsce jeszcze za kadencji Deana Smitha, kiedy to pod koniec 2020 roku zanotowano serię trzech domowych porażek z rzędu.
Sytuacja w tabeli ligowej tylko potęguje presję. Pomimo zajmowania trzeciej pozycji, Villa ma na koncie zaledwie pięć punktów w ostatnich pięciu meczach. Remis z Bournemouth pokazał, że maszyna Emery'ego zacięła się, a przewaga nad Chelsea, która depcze po piętach zaledwie czterema punktami straty, topnieje w oczach. Dla zespołu aspirującego do Ligi Mistrzów, taki zjazd formy jest nie do przyjęcia.
Brighton na wyjeździe – skąd czerpać nadzieję, gdy kibice gwiżdżą?
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w obozie gości. Brighton & Hove Albion, pod wodzą Fabiana Hürzlers, przeżywa obecnie trudny okres, co potwierdził niedzielny bolesny gwizd na Amex Stadium po porażce 1:0 z Crystal Palace. To był kolejny cios w morale „Mew”, które wygrały zaledwie jedno z ostatnich dwunastu spotkań ligowych. Fatalna passa w lidze odbija się na nastrojach, a kibice oczekują natychmiastowej poprawy.
Paradoksalnie, to właśnie starcia wyjazdowe mogą stanowić dla nich pewną szansę, choć dane historyczne nie napawają optymizmem. Brighton nie zaznało smaku zwycięstwa na wyjeździe w Premier League od 30 listopada, kiedy to pokonali Nottingham Forest 2:0. Od tego czasu seria bez zwycięstwa na obcych stadionach się przedłuża.
Warto jednak spojrzeć na jakość ostatnich wyjazdów. Mimo braku wygranych, Brighton potrafiło postawić się gigantom. Na stadionach Liverpoolu (2:0), Arsenalu (2:1) i Manchesteru City (1:1) nie ponosili katastrofalnych klęsk, co sugeruje pewną solidność defensywną – nie stracili więcej niż dwie bramki we wszystkich pięciu ostatnich wyjazdach. Co więcej, na początku roku zanotowali imponujące zwycięstwo 2:1 nad Manchesterem United na Old Trafford w Pucharze Anglii, co pokazuje, że potrafią zaskoczyć w kluczowych momentach.
Mimo to, Aston Villa, która w dziewięciu ostatnich meczach ligowych zanotowała aż siedem zwycięstw, nadal jest faworytem w oczach większości ekspertów. Jednak statystyka jest bezlitosna, a presja, by uniknąć wpisu do niechlubnej księgi rekordów, może sparaliżować gospodarzy. Starcie to będzie więc konfrontacją dwóch drużyn w niższej dolinie formy, walczących o powrót na właściwe tory, przy czym Villa ma do obrony nie tylko punkty, ale i reputację.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.