Błąd Muslery pogrąża Urugwaj, Hiszpania z pierwszym miejscem w grupie.
Hiszpania zapewniła sobie pierwsze miejsce w Grupie H po minimalnym zwycięstwie 1:0 nad Urugwajem w Gudalajarze. O losie La Celeste zadecydował gol Álexa Baeny, który – bądźmy szczerzy – miał gigantyczny udział pechowego błędu Fernando Muslery.
Muslerze, co to było? Koszmar bramkarza, który pogrzebał Urugwaj
Absolutnym centrum uwagi, niestety dla Celeste, stał się Fernando Muslera. Jego występ można określić jednym słowem: fatalny. Weteran, który zwykle emanuje spokojem, zaliczył wieczór, który na pewno będzie chciał jak najszybciej wymazać z pamięci. Ocena 2/10 mówi wszystko. Zaznaczono, że był „chwiejny przy dośrodkowaniach przez cały mecz”, ale wisienką na torcie była sytuacja, która dała Hiszpanii zwycięstwo. Piłka po strzale Baeny, będąca „stosunkowo rutynowym wysiłkiem”, przetoczyła się obok niego i wturlała do siatki. Nie ma co owijać w bawełnę: Muslera im „prezentował gola”. Konsekwencje były natychmiastowe – golkiper został zmieniony już w przerwie. Zastąpił go Sergio Rochet (6/10), który, choć miał mało pracy, „wnosił więcej pewności niż Muslera w czasie, jaki miał”. Podsumowując, w bramce Urugwaju doszło do absolutnej katastrofy.
Pozytywy defensywne i bolesny upadek gwiazd Urugwaju
Mimo ostatecznej porażki, obrona Urugwaju pokazała parę jasnych punktów, choć styl gry Celeste był daleki od oczekiwań. Guillermo Varela (7/10) był wybitny na prawej obronie, skutecznie neutralizując Lamina Yamala i „rzadko musiał zapuszczać się do przodu”. Solidnie zagrali również Óscar Cáceres (6/10) i Mathías Olivera (6/10), utrzymując porządek. Juan Manuel Sanabria (6/10) sprostał trudnemu zadaniu kontroli dynamicznego Yamala.
Problem leżał w środku pola, a zwłaszcza w ataku. Federico Valverde (4/10) zapisał się na kartach historii tego meczu jako największe rozczarowanie. Od gracza Realu Madryt oczekiwano, że będzie „siłą napędową, napastnikiem”, a tymczasem był „anonimowy: mylił proste podania, był niechlujny przy piłce i niemal całkowicie nieobecny w ataku”. To był z pewnością „wieczór do zapomnienia dla talizmanu Realu Madryt”. Zanim kontuzja zmusiła go do zejścia, Manuel Ugarte (7/10) był ostry w odbiorze i inteligentny z piłką, a jego brak był odczuwalny. Darwin Núñez (5/10), ku rozpaczy kibiców Liverpoolu, „walczył ciężko, ale nie znalazł radości”, często przegrywając pojedynki i będąc odciętym od dobrego dogrania.
W doliczonym czasie Agustín Canobbio (5/10) dopełnił niedoli, wylewając frustrację w „lekkomyślnym wślizgu” na Cubarsím, co skończyło się czerwoną kartką.
Hiszpania wygrywa pragmatyzmem, nie blaskiem
Dla Hiszpanii to zwycięstwo oznaczało zapewnienie sobie pierwszego miejsca w grupie, ale jakość samej gry La Roja również nie porywała. W bramce Unai Simón (5/10) był „drżący przy centrach” i nie wyglądał najlepiej z piłką przy nodze. Za to linia obrony zaprezentowała dojrzałość. Pau Cubarsí (7/10) i Aymeric Laporte (7/10) byli filarami, eleganccy w rozegraniu i kontrolujący nieliczne ataki rywala.
O ile obrona była solidna, o tyle środek pola miał swoje problemy. Rodri (5/10) zaliczył „niesatysfakcjonujący wieczór”, notując kilka tanich strat i będąc „drugim w zbyt wielu pojedynkach”. Brakowało mu iskry, którą Mikel Merino (6/10) próbował nadrobić pracowitością. Nawet Pedri (5/10) „walczył, by znaleźć kieszenie przestrzeni” i jego podania były poniżej standardu.
Gołąb pocztowy? Álex Baena (7/10). Choć sam „zmagał się z rytmem i popełnił zbyt wiele złych decyzji”, to właśnie jego niski, mocny strzał przelobował Muslerę. Otrzymał on miano strzelca zwycięskiego gola, co z pewnością jest dla niego pocieszeniem. Największym zawodem w ofensywie był Mikel Oyarzabal (4/10), którego określono jako „najsłabsze ogniwo hiszpańskiego ataku”, kompletnie odciętego od gry.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.