Historia starć Brighton & Hove Albion i Sunderlandu to fascynująca podróż przez różne ligowe zawirowania, pełna niespodzianek i historycznych momentów, które kształtowały toparte rywalizację. Zanim dwie te drużyny ponownie staną naprzeciw siebie, warto zanurzyć się w archiwa i przyjrzeć się, jak dotychczas kształtował się ich bilans bezpośrednich spotkań. Czy czeka nas kolejna emocjonująca potyczka, czy może któraś ze stron ma wyraźną przewagę psychologiczną?

Balans sił: Kto króluje w tym pojedynku?
Analizując dotychczasowe 35 spotkań pomiędzy Brighton & Hove Albion a Sunderlandem, można dojść do zaskakującego wniosku: panuje niemal idealny impas. Obie drużyny mają na swoim koncie po dokładnie 14 zwycięstw. Siedem spotkań zakończyło się podziałem punktów, co sugeruje, że historycznie jest to rywalizacja, w której żaden z klubów nie zdołał wypracować trwałej dominacji. To statystyka, która obiecuje emocje, bo gdy bilans jest tak wyrównany, każdy kolejny mecz staje się kluczowy dla przełamania tej patowej sytuacji.
Początki tej rywalizacji sięgają aż 1958 roku, a pierwsze czternaście starć miało miejsce w ramach starej Division Two. W debiucie, niespełna pół roku przed tym, jak Sunderland odwdzięczył się wysokim zwycięstwem, Brighton zanotowało domową wygraną 2:0. Takie zróżnicowanie wyników już na starcie zapowiadało, że mamy do czynienia z ligowym klasycznym pojedynkiem, gdzie atut własnego boiska odgrywał znaczącą rolę.
Należy jednak pamiętać, że największa różnica bramek w historii tej pary to absolutny popis „Czarnych Kotów”. W styczniu 1973 roku Sunderland rozbił Brighton na Roker Park wynikiem 4:0. To nie byle jaki wynik – było to pierwsze zwycięstwo u siebie menedżera Boba Stokoe, który później poprowadził klub do słynnego triumfu w Pucharze Anglii. To jest ten kaliber historii, który wisi nad tym pojedynkiem.
Mecze na Amex – Gdy Seagulls są gościnne (ale nie dla Sunderlandu)
Gdy przyjrzymy się wyłącznie domowym meczom Brighton, obraz staje się nieco jaśniejszy dla gospodarzy. Aż jedenaście z czternastu zwycięstw Brighton nad Sunderlandem miało miejsce na własnym terenie. Co ciekawe, szczególnie dominowali w latach 1977-1982, kiedy to wygrali siedem z dziewięciu ligowych spotkań, grając wówczas w Division One i Two. Dla kibiców Mew, te lata to złoty okres, w którym potrafili sobie radzić z ekipą z północnego wschodu.
Interesującym epizodem był czas, gdy oba kluby na pewien moment „spadły” do Division Three. Wtedy to, co typowe, oba zespoły wygrywały swoje mecze u siebie. Jednak po tym okresie to Sunderland wziął się za odrabianie strat, wygrywając cztery z kolejnych sześciu starć w Division Two, w tym pamiętny, emocjonujący triumf 4:2 na własnym stadionie w październiku 1991 roku. Taki wynik pokazuje, że kiedy Sunderland miał „dzień konia”, potrafił dyktować warunki, bez względu na ligę.
Pamiętamy również starcia z ery Championship (2004/05). Wtedy to Black Cats wygrali 2:0 na Stadium of Light po golach Julio Arki i Liama Lawrence’a. Ciekawostką jest, że zaledwie cztery miesiące później Brighton odegrali się, wygrywając 2:1 na Withdean Stadium dzięki trafieniom Richarda Carpentera i Marka McCammona. Choć to era współczesna, pokazuje ona dynamiczny charakter tej rywalizacji, gdzie rewanże następują szybko i często przynoszą odwrócenie losów.
Ostatnie słowo w dogrywce, czyli pucharowa batalia
Najświeższe wspomnienie z tego pojedynku datuje się na sierpień 2011 roku i było to starcie w ramach Pucharu Ligi Angielskiej (EFL Cup). W tym meczu nie było miejsca na remis – potrzebna była dogrywka. Ostatecznie to Brighton minimalnie wygrało 1:0 po bramce strzelonej głową przez Craiga Mackail-Smitha, co pozwoliło im awansować do trzeciej rundy.
Przeglądając listę ostatnich spotkań, widać wyraźną tendencję do minimalnych wyników, zwłaszcza w najnowszej historii. Oprócz wspomnianej dogrywki, mieliśmy wiele starć z jedną bramką różnicy, a także te, gdzie padało łącznie 5-6 goli (jak wspomniany 4:2 w 1991). To pokazuje, że nie ma gwarancji nudnego meczu, nawet jeśli współczesne puchary często kończą się skromniejszymi wynikami. Historycznie, choć bilans jest równy, każde spotkanie dostarczało intensywnych emocji i zwrotów akcji, co czyni kontynuację tej rywalizacji tak intrygującą.