Chelsea kontra rozpędzony Hull: próba sił w pucharze.

Nadchodzi pucharowa gorączka, a w centrum uwagi staje starcie, które obiecuje emocje na najwyższym poziomie: Chelsea kontra Hull City. Czy to będzie spacer po wybiegu dla londyńskiej ekipy, czy może niespodzianka z niższej ligi udowodni, że w Pucharze Anglii wszystko jest możliwe?

Dwa Oblicza Chelsea, Czyli Wieczny Problem z Konsekwencją

Przeanalizujmy dyspozycję The Blues. Po przekonującym 5:1 nad Charltonem, które było debiutem Liama Roseniora, wydawało się, że maszyna ruszyła. Ale zaraz, zaraz — pamiętacie, kiedy Chelsea ostatni raz zdominowała rywala przez pełne 90 minut? Jeśli musisz sięgnąć pamięcią do wygranej 3:0 z Barceloną w Lidze Mistrzów, to coś jest nie tak. Od tamtej pory ich mecze to ciągły spektakl typu „Jekyll i Hyde”.

Ostatni remis 2:2 z Leeds jest tego boleśnie dobrym przykładem. Prowadzenie 2:0 i poczucie pełnej kontroli po 58 minutach. Co się stało potem? Jak to ujął analityk: > "Potem rzut karny stracony przez Moisésa Caicedo i fatalna gra w defensywie przy drugiej bramce, i wszystko się posypało."

To nie jest odosobniony przypadek. Chelsea w tym sezonie Premier League straciła aż 17 punktów z pozycji wygrywającej. Dodajmy je do ich obecnego dorobku – byliby na szczycie tabeli z zapasem pięciu punktów! Oczywiście, to wszystko spekulacje oparte na „co by było gdyby”, ale to ewidentny problem strukturalny. Możemy być już jednak niemal pewni jednego: Chelsea będzie świetna przez jedną połowę, by kompletnie zgasnąć w drugiej, co idealnie pasuje do narracji starcia z Hull.

Szerszenie w Ogonie: Kto Może Uspokoić Stamford Bridge?

Nie wolno lekceważyć drużyny z East Yorkshire, nawet jeśli mrugają okiem na Premier League z pozycji Championship. Hull City, pod batutą Sergeja Jakirovića, radzi sobie znakomicie. Ci Tygrysi to zespół, który w tym sezonie może namieszać, celując w awans po raz pierwszy od sezonu 2016/2017.

Dla Chelsea ta pucharowa rywalizacja to być może jedyny realistyczny cel na krajowe trofeum, zwłaszcza po tym, jak odpadli z Pucharu Ligi w półfinale z Arsenalem. Oczekujemy sporych rotacji w składzie The Blues, co Rosenior sam zapowiedział, dając szansę takim graczom jak Mamadou Sarr, Marc Guiu, Jorrel Hato, Alejandro Garnacho i Josh Acheampong. Czy młodzi zduszą potencjalnie zmęczonych ligowcami?

Musimy zwrócić uwagę na jednego zawodnika z przeciągu, którego porównywano do młodego Wayne'a Rooneya – Joe Gelhardta. Po transferze z Wigan do Leeds w 2020 roku, Gelhardt tułał się po wypożyczeniach. Jednak w swojej drugiej kadencji w Hull zaczyna wyglądać jak prawdziwy klejnot.

W tym sezonie Championship zdobył już dziesięć bramek i zanotował trzy asysty w 24 meczach, co jest jego życiowym rekordem. Opuścił ostatni mecz pucharowy przeciwko Blackburn z powodu kontuzji, więc na pewno będzie głodny udowodnienia swojej wartości w najstarszych rozgrywkach świata. Co ciekawe, ostatnio grał na pozycji numer dziesięć, tuż za plecami Olia McBurniego i Kyle'a Josepha. To trio w Championship działa, ale jak poradzi sobie z defensywą drużyny Premier League, zobaczymy.

Lekarski Kadłub i Pucharowe Przyprawy

Przejdźmy do nudniejszej, ale kluczowej części: stanu kadrowego obu ekip. Jak wspomniałem, oczekujmy zmian w składzie Chelsea. Problem polega na tym, że rotacje te są wymuszone listą kontuzjowanych. Marc Cucurella (ścięgno podkolanowe), Reece James (choroba), Filip Jörgensen (uraz), Tosin Adarabioyo (ścięgno podkolanowe), Levi Colwill (zerwane więzadło krzyżowe), Dário Essugo (udo) i Jamie Gittens (ścięgno podkolanowe) – to lista, która sprawia, że ból głowy trenera jest w pełni uzasadniony. Roméo Lavia niby wrócił do treningów, ale nikt nie chce ryzykować jego zdrowia przedwcześnie.

Hull City odpowiada własnymi problemami. Mohamed Belloumi (ścięgno podkolanowe) jest poważnie wątpliwy, a Cody Drameh (biodro), Darko Gyabi (pachwina), Eliot Matazo (zerwane więzadło krzyżowe), Matt Crooks (ścięgno podkolanowe) i Semi Ajayi (ścięgno podkolanowe) na pewno nie zagrają.

Biorąc pod uwagę, że Hull to solidna machina w Championship, a Chelsea niestety słynie z gubienia koncentracji w kluczowych momentach, ten mecz zapowiada się na szaloną jazdę w kratkę. Hull z pewnością napsuje krwi.

Werdykt Eksperta

Hull to poukładany zespół, który z pewnością sprawi londyńczykom więcej problemów, niż sugerowałaby różnica ligowa. Niemniej jednak, kiedy weźmie się pod lupę jakość indywidualną — nawet rezerwowej jedenastki The Blues — to Premier League ma przewagę. Spodziewam się, że jedna z połówek będzie należała do Chelsea i to wystarczy, by zdobyć zwycięstwo. Stawiamy na zacięty, choć ostatecznie pomyślny dla faworytów, wynik. Typujemy skromne 2:1 dla Chelsea.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.