Chelsea pod presją, Everton gotowy do przeskoczenia w tabeli.

Nadciąga świąteczna burza nad Stamford Bridge, a Everton czai się tuż za rogiem, gotów do ataku na czwartą lokatę Premier League. Czy Enzo Maresca zdoła ugasić pożar kryzysu, czy zobaczymy kolejny bolesny upadek w tym, co miało być rewolucją?

Presja na Marescę: Czy świąteczny kryzys to już tradycja Chelsea?

Sytuacja w Chelsea staje się dramatyczna. Jak zauważa Alex Roberts, klub przechodzi swój coroczny „świąteczny zastój”, a różnica w punktach do ubiegłego sezonu jest niepokojąca – zaledwie 25 punktów oznacza sześć oczek straty, co w realiach walki o europejskie puchary jest przepaścią. Enzo Maresca, architekt tego projektu, czuje na plecach gorący oddech krytyków. Z drugiej strony barykady mamy Everton, który przeżywa renesans, notując cztery zwycięstwa w pięciu ostatnich meczach. Jedno zwycięstwo i to oni, a nie londyńczycy, znajdą się na chwilę w wymarzonej czołowej czwórce. To klasyczny scenariusz, w którym stabilność rywala uderza w niestabilną potęgę.

Dewsbury-Hall: Piłkarz, który uciekł, by zabłysnąć

Mecz ten ma wyjątkowy, niemal sentymentalny wymiar dla Kiernana Dewsbury’ego-Halla. Ten pomocnik opuścił Chelsea latem, by zakotwiczyć się w Evertonie, i teraz wraca na Stamford Bridge jako jeden z najbardziej rozpalonych graczy w lidze. Jego forma jest fenomenalna. W ostatnich pięciu spotkaniach zanotował trzy bramki i asystę, w tym kluczowe trafienie w symbolicznym zwycięstwie 1:0 nad Manchesterem United, które miało swój dodatkowy, medialny wydźwięk.

W Evertonie Dewsbury-Hall przeistoczył się w kompletnego pomocnika. Statystyki mówią same za siebie: stworzył 20 okazji, utrzymuje 83,3% celności podań, ale co kluczowe w systemie defensywnym, notuje 25 wygranych odbiorów, 12 razy odzyskiwał piłkę w ostatniej tercji boiska i zaliczył 55 udanych powrotów defensywnych. Można śmiało postawić tezę, że Chelsea będzie miała ogromne problemy z neutralizacją swojego byłego wychowanka. To nie jest już ten sam zawodnik, który nie utrzymał się w hierarchii na zachodnim Londynie.

Garnacho – Promyk nadziei czy ofiara rotacji Mareski?

Paradoksalnie, jednym z potencjalnych kluczy do odblokowania problemów Chelsea może być zawodnik, który cierpi na niestabilność składu narzuconą przez trenera: Alejandro Garnacho. Mimo że zagrał w dziewięciu meczach Premier League, tylko w sześciu wystąpił w pierwszym składzie, co uniemożliwia mu budowanie rytmu meczowego. A przecież, kiedy dostaje szansę, to „łatwo był jednym z najjaśniejszych punktów Chelsea”.

W ostatnim bezbramkowym remisie z Bournemouth, Garnacho zszedł z boiska po 77 minutach, ale zdążył trafić w słupek i zainicjować najlepszą szansę Chelsea. Piłka posłana przez niego do Malo Gusto, który zgrał do Marca Guiú, skończyła się pudłem, ale pokazała potencjał tej trójki. Pytanie brzmi: czy Maresca wreszcie da Argentyńczykowi szansę na ustabilizowanie składu? Bo frustracja związana z brakiem konsekwencji w jego wykorzystaniu jest namacalna.

Absencje i powroty: Kto wzmocni, a kto osłabi obie ekipy?

Przejdźmy do kwestii kadrowych, bo te często definiują wynik ligowych potyczek, zwłaszcza w okresie intensywnego grania. W Chelsea największym uderzeniem była długa absencja Moisésa Caicedo. To jego trzeci i ostatni mecz zawieszenia – jego powrót będzie kluczowy dla stabilizacji środka pola. Co do obrony, Wesley Fofana doznał niefortunnej kontuzji oka w starciu z Atalantą, ale Maresca ma nadzieję, że Francuz będzie gotów zagrać u boku Trevoha Chalobaha. Po pełnych 90 minutach w środku tygodnia, Reece James może zostać oszczędzony i zacząć na ławce rezerwowych. Niestety, lista kontuzjowanych jest długa: Liam Delap (bark), Levi Colwill (kolano) oraz duet z problemami z mięśniami ud: Roméo Lavia i Dário Essugo, pozostają poza dyspozycją.

Everton również ma swoje zmartwienia. Sztab medyczny pracuje nad powrotem Seamusa Colemana i Jarrada Branthwaite’a, którzy zmagają się z urazami ścięgien podkolanowych. Merlin Röhl nadal leczy przepuklinę. Na plus dla Toffees jest fakt, że wracają po zawieszeniu duet Idrissa Gueye i Tim Iroegbunam, co da Mikelowi Artecie (zakładając, że to on jest trenerem, choć źródło nie precyzuje trenera Evertonu, w kontekście Gueye i Iroegbunama – zakładamy, że mówimy o Evertonie z kontekstu) opcje w środku pola.

Prosta matematyka i pesymistyczna prognoza

Historycznie rzecz biorąc, Chelsea ma nad Evertonem całkiem niezły bilans, nie przegrywając z nimi od 2023 roku. Jednak teraźniejszość rzadko kiedy przejmuje się statystykami z przeszłości. Biorąc pod uwagę fatalną dyspozycję kadry i brak pewności siebie, trudno jest zobaczyć, jak Chelsea miałaby odzyskać wigor w obliczu tak zmotywowanego rywala. Stawiamy na zaskoczenie: przewidujemy wynik 2:1 dla Evertonu.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.