Niespodziewany zastrzyk gotówki uderza w Stamford Bridge! Zanim fani Chelsea zdążyli się zorientować, jeden z ich byłych diamentów akademii, Marc Guéhi, ląduje w Manchesterze City za słoną kwotę. To klasyczna fucha londyńskiego klubu, który znów udowadnia, że sprzedać zawodnika taniej, niż powinien, to sztuka – ale zarobić na nim później, to już prawdziwy majstersztyk. Dla Pepa Guardioli to jednak konieczność ratunkowa.

Chelsea zgarnia miliony z transferu, który wydawał się zapomniany
Witajcie w świecie finansów Premier League, gdzie długoterminowe planowanie, nawet to sprzed lat, potrafi obrócić się w złoto. Sytuacja Marca Guéhiego, niegdysiejszego wychowanka Chelsea, a obecnie solidnego reprezentanta Anglii w barwach Crystal Palace, znalazła swój finał – a jest to finał pachnący gotówką dla The Blues. Mówi się o hitowym przenosinach Anglika na Etihad Stadium, i choć to City zgarnia obrońcę, to Chelsea ma powody do szerokiego uśmiechu.
O co cała ta otoczka? Otóż, jak donosi Standard Sport, klauzula zawarta w umowie, na mocy której Guéhi trafił do Crystal Palace w 2021 roku, jest warta więcej, niż mogłoby się wydawać. Mowa o 20% klauzuli od kwoty następnej sprzedaży! Przy transferze wycenianym na około 20 milionów funtów przez Manchester City, to oznacza dla Chelsea czysty „zysk” bliski czterech milionów. Można powiedzieć, że to eleganckie zabezpieczenie, które niektórzy nazwaliby strategicznym geniuszem, inni – czystym szczęściem.
Co ciekawe, choć Chelsea posiadała również opcję pierwokupu, zrezygnowała z aktywowania jej w tym zimowym okienku transferowym. Można spekulować, czy to kwestia braku chęci natychmiastowego inwestowania w środek obrony, czy po prostu kalkulacja, że te cztery bańki ze sprzedaży to bardziej pewny interes niż potencjalny powrót zawodnika, który i tak ma kontrakt wygasający za ledwie sześć miesięcy. Guéhi ma ponoć podpisać ze Sky Blues pięcioipółletni kontrakt, zamykając tym samym romantyczne wizje o powrocie do macierzystego klubu.
Kto by pomyślał? Astuta polityka sprzedażowa Bluesów triumfuje
Chelsea w ostatnich sezonach wyrobiła sobie reputację klubu kompletnie szalonego na rynku transferowym – wydaje miliardy, ale za to potrafi zarobić, sprzedając własnych juniorów. Te nagłe przypływy gotówki, pochodzące z transferów zawodników, którzy odeszli lata temu, tylko cementują tę pozycję. Klub z zachodniego Londynu wygenerował latem blisko 300 milionów funtów z różnych operacji kadrowych, a ten niespodziewany zastrzyk, choć mniejszy, z pewnością pomoże w bilansowaniu ksiąg i spełnianiu rygorystycznych wymogów fitnesu finansowego.
To klasyczny przykład, jak „mądre zastrzeżenia” – fraza, którą słychać na Stamford Bridge – zaczynają procentować. Kiedy Guéhi opuszczał akademię, nikt nie wiedział, że stanie się tak kluczowym elementem defensywy Crystal Palace, a później również kadry Anglii. A jednak, ktoś w klubowej administracji zapisał ten drobny, ale dziś niezwykle istotny szczegół.
Dla Manchesteru City, pozyskanie Guéhiego to po prostu klasyczny coup w obliczu kryzysu. Pep Guardiola desperacko potrzebuje wzmocnienia obrony w tym trudnym sezonie. Kontuzje Rubena Diasa, Johna Stonesa i Joško Gvardiola sprawiły, że linia obrony The Citizens świeci pustkami. Angielski obrońca z doświadczeniem w Premier League może wskoczyć do pierwszej jedenastki niemal od zaraz, zapewniając spokój, którego potrzebuje City, by gonić na wszystkich frontach – od Ligi Mistrzów po ligowe potyczki.
Gwiazda Palace w cieniu Meczetu? City ratuje defensywę za zimowe pieniądze
Fakt, że City zdołało przekonać Crystal Palace do sprzedaży środkowego obrońcy już w styczniu, a nie czekać na lato, sugeruje, jak duża była desperacja Pepa Guardioli. Wiele klubów, licząc na darmowy transfer latem, odpuściło zimową bitwę. Manchester postawił sprawę jasno i szybko, zgadzając się na żądaną cenę, byle tylko zabezpieczyć defensywę.
Marc Guéhi, 25-latek, staje przed szansą życia. Z solidnego, ale nieco drugiego szeregu w Palace, wskakuje prosto do tygla Manchesteru City, gdzie presja jest nieporównywalnie większa. Pytanie brzmi: czy to ostatnia runda w tym zimowym oknie, która pokaże, że Chelsea, mimo chaosu kadrowego i gigantycznych wydatków, wciąż ma niesamowitą enkawidencję w zarządzaniu transferami z przeszłości, czy to tylko chwilowa ulga dla klubu, którego finanse wymagają każdej, nawet najmniejszej wpłaty z transferów?