Derby Północnego Londynu przeszły do historii, a na pierwszym planie, niczym fajerwerk, pojawił się Eberechi Eze. Kiedy Arsenal rozbił Tottenham Hotspur 4:1, to nie tylko trzy punkty zafiskowały na Emirates, ale przede wszystkim jeden zawodnik zapisał się złotymi zgłoskami w annałach derbów. Czy ten performance to tylko chwilowy błysk geniuszu, czy może znak, że Czerwone Kartki wreszcie przejęły kontrolę nad stołeczną sceną ligową?

Eze wchodzi do historii: Kto by pomyślał, że to on?
Zapomnijcie na chwilę o utytułowanych strzelcach, bo to Eberechi Eze stał się bohaterem, o którym będą mówić kibice Arsenalu przez następne dekady. Fenomenalne starcie z Tottenhamem zaowocowało dla niego hat-trickiem, a co ważniejsze – historycznym osiągnięciem, którego nie widzieliśmy od ponad trzech dekad. Eze, letni nabytek, stał się pierwszym Anglikiem w barwach Arsenalu, który zdobył bramkę w swoim debiutanckim North London Derby w ramach ligowych rozgrywek od czasów duetu Ian Wright i Kevin Campbell w 1991 roku. To jest statystyka, która wywołuje dreszcze.
„The Gunners emerged as 4-1 victors” – to proste stwierdzenie nie oddaje skali dominacji, jaką zaprezentowali podopieczni Mikela Artety. Zwycięstwo to posłało ich sześć punktów nad drugim Chelsea, co w kontekście bitwy o tytuł Premier League jest absolutnie kluczowe. Co ciekawe, Eze ma niesamowity bilans przeciwko Spurs – zebrał łącznie sześć bramek i jedną asystę przeciwko „Lilywhites” we wszystkich spotkaniach Premier League, czyniąc z Tottenhamu swój ulubiony, choć pewnie niezbyt lubiany, cel.
Sezon do tej pory bywał dla Eze’a mieszanką blasków i cieni, co niewątpliwie budziło pewne obawy wśród fanów. Jednak na White Hart Lane jego instynkt strzelecki eksplodował w najdoskonalszy możliwy sposób. Jak donosi Squawka, jego wyczyn to nie tylko osobisty triumf, ale i historyczny kamień milowy. To pokazuje, że Arteta znalazł w nim nie tylko kreatora, ale i egzekutora, który potrafi poradzić sobie z presją derbów, nawet kiedy rywal stosuje niski blok defensywny, co z reguły wymaga niezwykłej finezji.
Jak ten triumf zmienia dynamikę wyścigu o tytuł?
Przed startem sezonu spekulacje koncentrowały się naturalnie na duecie Liverpool – Manchester City. Tymczasem Arsenal, po pogromie w derbach, ma nad The Citizens siedem punktów przewagi, a nad The Reds aż jedenaście. To potężny bufor psychologiczny i punktowy. Mikel Arteta musi czuć satysfakcję, widząc, jak jego zespół radzi sobie z przeciwnościami losu, na przykład z absencją Gabriela Magalhãesa, którego znakomicie zastąpił Piero Hincapie. Choć Hincapie pewnie czuje niedosyt po straconej bramce, ogólny obraz defensywy był solidny, a atak – zabójczy.
Pytanie brzmi: czy ta seria to efekt chwilowej euforii, czy sygnał, że Arsenal ma już „mentalność mistrzów”? Jeśli zespół potrafi udowadniać swoją siłę właśnie w takich momentach – w derbach, pod presją, przeciwko „niskim blokom” – to z pewnością staje się głównym faworytem do podniesienia pucharu. Warto pamiętać, że sama obecność zawodników takich jak Eze, którzy potrafią w pojedynkę rozstrzygać losy meczów, jest bezcenna w kluczowych fazach sezonu.
Czy Chelsea i Manchester City mają jeszcze paliwo, by zatrzymać rozpędzone Kanonierów?
Zbliżające się mecze to prawdziwy test charakteru dla lidera. Już w kolejny weekend czeka nas starcie na Stamford Bridge. Porażka w starciu z Chelsea Enzo Mareski, mimo ich obecnej niepewności co do spójności projektu, zmniejszyłaby przewagę do zaledwie trzech punktów. To by otworzyło ligę na nowo, dając rywalom realną nadzieję.
Z drugiej strony, Manchester City Pepa Guardioli to maszyna, która tradycyjnie przyspiesza w drugiej połowie sezonu. Ignorowanie ich potencjału byłoby czystym szaleństwem. Jednak forma Obywateli w tym sezonie nie jest aż tak monolityczna, jak bywaliśmy przyzwyczajeni. Jeśli Arsenal zdoła utrzymać tę dyscyplinę, tę chemię, i – co najważniejsze – regularnie punktować przez zimowy okres, to ich dominacja może okazać się nie do zatrzymania. Wygląda na to, że jeśli Kanonierzy unikną zjazdów formy po nowym roku, to ten tytuł może być ich pierwszym od dawna.