Historia bramki w Tottenhamie to opowieść o wielkich legendach, a „Spurs” zawsze słynęli z dostarczania kibicom rozrywki i gradobicia goli. Choć dyskusje o przyszłości Harry’ego Kane’a rozgrzewają media, to właśnie on zasiada na tronie strzelców wszech czasów klubu. Przyjrzyjmy się, kto jeszcze zapisał się złotymi zgłoskami w annałach White Hart Lane, tworząc elitarną dziesiątkę strzelców.

Ikony ataku: Kto tworzył legendę strzelecką Tottenhamu?
Tottenham Hotspur to klub, którego tożsamość nierozerwalnie wiąże się z ofensywnym, widowiskowym futbolem. Ta długa tradycja przyciągała do północnego Londynu napastników absolutnie światowej klasy. Analizując listę dziesięciu najwyżej notowanych strzelców w historii męskiej drużyny Spurs, dostrzegamy fascynujący przekrój epok – od powojennych bohaterów po współczesne supergwiazdy. Kluczowe jest to, że czołówka tej listy to formacja, która potrafiła nie tylko strzelać, ale i wygrywać najważniejsze trofea.
Na dziesiątej pozycji listy plasuje się Alan Gilzean z dorobkiem 133 trafień. Ten niezwykle skuteczny Szkot był ostoją Tottenhamu pod koniec lat 60. i na początku lat 70. Po transferze z Evertonu w 1964 roku, Gilzean spędził na White Hart Lane dekadę. Jego współpraca z Jimmym Greavesem była tak legendarna, że duet ten pieszczotliwie nazywano „G-Men”. Gilzean, zwany także „Królem White Hart Lane”, zdobył z klubem Puchar UEFA, Puchar Anglii i dwa Puchary Ligi Angielskiej. Po jego śmierci, Tottenham oddał mu wzruszający hołd.
Tuż przed nim, na dziewiątym miejscu, znajduje się Len Duquemin z liczbą 134 goli. Napastnik urodzony na Guernsey zapisał się w folklorze Tottenhamu po II wojnie światowej. Jego bramki były kluczowe dla historycznego sukcesu – Duquemin zdobył 114 goli ligowych, pomagając Spurs najpierw awansować do Pierwszej Dywizji w sezonie 1949/50, a następnie zdobyć historyczne mistrzostwo Anglii rok później. To jego gol w kwietniu 1951 roku przeciwko Sheffield Wednesday przypieczętował tytuł.
Ósmą lokatę zajmuje George Hunt, który kosztował klub zaledwie 1500 funtów w 1930 roku. Anglik miał siedem niezwykle płodnych lat w klubie. W zaledwie 198 meczach zgromadził imponujące 138 bramek, w tym aż 32 w sezonie 1932/33, co katapultowało Spurs do Pierwszej Dywizji. Choć później przeszedł do lokalnego rywala, Arsenalu, jego dorobek bramkowy w Tottenhamie pozostaje imponujący.
Od Jermaina Defoe po globalną ikonę: Gwiazdy różnych generacji
Miejsce siódme, z dorobkiem 143 goli, przypada Jermainowi Defoe. Choć zasłynął jako „super rezerwowy”, Defoe potrafił być zabójczy od pierwszej minuty. W dwóch podejściach do klubu, łącznie zanotował 143 gole i 33 asysty. Choć technicznie opuścił klub przed finałem EFL Cup w 2008 roku, ostatecznie był częścią tego sukcesu. W sezonie 2009/10 ustanowił swój najlepszy wynik w Premier League, strzelając 18 bramek. Dziś jego wiedza jest wykorzystywana jako trener młodzieży na Hotspur Way.
Kolejny w zestawieniu jest Walijski Czarodziej, Cliff Jones, który zgromadził 159 goli. Choć wielu pomyśli najpierw o Garecie Bale’u, to Jones, sprowadzony w 1958 roku za rekordowe wówczas 35 000 funtów, był kluczowy dla „dubletu” z 1961 roku. Potrafił strzelać zarówno z lewej, jak i prawej flanki, a jego dorobek powiększał się mimo poważnej kontuzji nogi na początku kariery w Północnym Londynie.
Najwyżej uplasowanym zawodnikiem spośród tych, którzy nie pochodzą z Wysp Brytyjskich lub Wysp Normandzkich, jest absolutna ikona współczesności: Son Heung-min z 173 golami. Koreańczyk Południowy, który przyszedł w 2015 roku z Bayeru Leverkusen, okazał się transferowym strzałem w dziesiątkę. Po skromnym debiutanckim sezonie, eksplodował formą, w sezonie 2021/22 zdobywając ex aequo 23 bramki w Premier League. Dwukrotnie wybrany Piłkarzem Roku Spurs, Son jest globalną supergwiazdą.
Na czwartej pozycji, minimalnie wyprzedzając Sona, z liczbą 174 trafień, znajduje się Martin Chivers. „Big Chiv” dołączył do Tottenhamu w erze Greavesa i Gilzeana, ale szybko znalazł swój rytm. Jego szczyt formy przypadł na sezon 1971/72, kiedy zanotował niesamowite 44 gole w 64 meczach, wliczając w to dwa trafienia w finale Pucharu UEFA przeciwko Wolverhampton Wanderers. Osiem lat gry w barwach Spurs zapewniło mu miejsce w Galerii Sławy Tottenhamu w 2007 roku.
Tron dla Króla i niegasnąca legenda przed nim
Wkraczamy na podium, a tu już mówimy o liczbach przekraczających magiczną barierę 200 goli. Bobby Smith, który nie potrafił przebić się do składu Chelsea, stał się liderem Tottenhamu na początku lat 60. Prowadził Lilywhites do ich słynnego dubletu, notując 33 bramki w sezonie 1960/61. Zakończył karierę z 208 golami w 317 meczach, co daje fantastyczną średnią 0,66 gola na spotkanie. Był jednym z kluczowych filarów pod wodzą Billa Nicholsona.
Na drugim miejscu, z imponującym dorobkiem 266 goli, zasiada Jimmy Greaves. Ta postać to synonim geniuszu strzeleckiego. Przez ponad pół wieku utrzymywał pozycję najlepszego strzelca klubu. Zdobył pięć trofeów i cztery razy został królem strzelców ówczesnej Pierwszej Dywizji. Choć klub oficjalnie podaje 266 bramek, niektórzy uwzględniają dwa mecze Tarcza Wspólnoty, co dałoby 268. Warto jednak odnotować, że to Tottenham zdecydował się „nie liczyć” tych dwóch trafień, by oficjalnie uhonorować weterana po odejściu jego następcy. Na szczęście dla Greavesa, jego rodzina wysłała gratulacje dla Kane’a po tym, jak ten pobił legendarny rekord.
I oto dochodzimy do szczytu. Liderem wszech czasów jest bezapelacyjnie Harry Kane z dorobkiem 280 bramek. Nawet plotki transferowe nie zdołały zahamować jego maszyny do zdobywania goli. W lutym 2023 roku, trafiając do siatki Manchesteru City, Kane nie tylko został najlepszym strzelcem w historii klubu, ale także trzecim zawodnikiem, który przekroczył magiczną granicę 200 bramek w Premier League – i to w rekordowych 304 występach. Żaden inny gracz Spurs nie strzelił więcej piłek w europejskich pucharach (45). Choć Tottenham desperacko walczył o utrzymanie swojej gwiazdy, Kane, w poszukiwaniu nowych wyzwań i szans na trofea, przeniósł się latem 2023 roku do Bayernu Monachium, gdzie kontynuuje swoją fenomenalną serię.