Liverpool kontra niepokonany Sunderland: starcie formy i frustracji.
W tym sezonie futbol w wykonaniu Liverpoolu to jazda kolejką górską, której inni mogliby się wstydzić. Zaledwie kilkanaście punktów dzieli ich od strefy spadkowej, a jednocześnie strata do lidera jest kolosalna.
Sezon pełen sprzeczności: Od euforii do frustracji
Historia Liverpoolu w tym sezonie to podręcznikowy przykład tego, jak szybko mogą następować zwroty akcji w Premier League. Zaczęli od pięciu kolejnych zwycięstw, co zwiastowało dominację, by zaraz potem zaliczyć serię dziewięciu porażek w zaledwie dwunastu meczach. To absolutny rollercoaster emocji. Dopiero interwencja trenera Arne Slota, który po serii porażek zdołał scalić zespół i zanotował 13-meczową serię bez przegranej we wszystkich rozgrywkach (przerwaną niefortunną porażką 3:2 z Bournemouth), przywróciła odrobinę spokoju. Natychmiast odpowiedzieli jednak dominującym 4:1 nad Newcastle, tylko po to, by w ostatniej kolejce dać się złapać na gorącym uczynku w doliczonym czasie gry z Manchesterem City.
Ta niestabilność w lidze jest alarmująca i stanowi główny powód, dla którego Liverpool, mimo momentów blasku, plasuje się bliżej strefy spadkowej (z nadziejami na utrzymanie, bo wciąż mają 13 punktów przewagi nad 18. West Hamem) niż do liderującego Arsenalu (który ma nad nimi 17 punktów przewagi).
Fakty mówią same za siebie. Jak słusznie zauważono, The Reds stwarzają mnóstwo problemów drużynom, które lubią operować z głębi pola, ale kompletnie zawodzą, gdy muszą sforsować nisko ustawiony blok obronny. Liverpool jest liderem ligi pod względem posiadania piłki (62%), lecz w kategoriach ofensywnych plasuje się dopiero na szóstym miejscu pod względem zdobytych goli, siódmym w oczekiwanych bramkach (xG) i siódmym w liczbie stwarzanych "wielkich szans". Posiadają piłkę, ale... co dalej? To, jak zauważa Sam McGuire, jest ewidentnie problemem natury trenerskiej.
Czarne Koty w twierdzy: Dlaczego Sunderland jest fenomenem?
W zupełnie innym nastroju podchodzi do tego starcia Sunderland. Ekipa, której wielu ekspertów przepowiadało walkę o powrót do Championship, przeżywa niesamowity sezon. Z 25 rozegranymi meczami, plasują się na dziewiątej pozycji, zaledwie siedem punktów tracąc do piątej Chelsea! Ich ostatnia porażka 3:0 z Arsenalem to raczej wypadek przy pracy, zwłaszcza biorąc pod uwagę serię ostatnich przyzwoitych wyników, w tym remis z Evertonem oraz zwycięstwa nad Burnley i Crystal Palace.
Prawdziwą siłą Sunderlandu jest Stadium of Light. Zespół Régisa Le Brisa na własnym boisku w tym sezonie spisuje się jak prawdziwy europejski potentat. To czwarta najlepsza domowa drużyna w całej Premier League, która zgromadziła 26 punktów w zaledwie 12 spotkaniach.
Dla kontekstu, spójrzmy na statystyki: tylko Manchester United (27), Manchester City (29) i Arsenal (32) zdobyli więcej punktów na własnych stadionach. Co więcej, Sunderland jest jedyną niepokonaną drużyną u siebie! Stracili tam zaledwie dziewięć bramek w dwunastu meczach. Stadium of Light to prawdziwa forteca. Dla porównania, Liverpool na wyjazdach w tym sezonie wygrał raptem cztery z dwunastu spotkań. Te liczby jasno wskazują na psychologiczną przewagę gospodarzy.
Pojedynek kluczowych jednostek: Diarra kontra ofensywa gości
Kluczem do sukcesu dla gospodarzy będzie prawdopodobnie postawa Habiba Diarry. Ten 22-latek był najczęściej faulowanym zawodnikiem w ostatnim przegranym meczu z Arsenalem (cztery faule) i potrafił pokazać się ze świetnej strony, zdobywając bramkę w meczu z Burnley. Diarra, grający najczęściej na prawej stronie, stanie naprzeciwko Milosa Kerkeza lub Andrew Robertsona. Jego bezpośredni styl i agresja w grze powinny sprawiać realne zagrożenie dla lewej obrony The Reds.
U gości, jak zwykle, cała uwaga skupi się na kwartarcie graczy ofensywnych. Slot prawdopodobnie postawi na niezmieniony front: Florian Wirtz, Mohamed Salah, Cody Gakpo i Hugo Ekitike. Holenderski szkoleniowiec nie ma dużego pola manewru, biorąc pod uwagę kontuzje Alexandra Isaka i Jeremie Frimponga oraz zawieszenie Dominika Szoboszlaia. Jeden z tej czwórki musi "odpalić" i zdominować mecz, jeśli Liverpool ma wywieźć cokolwiek pozytywnego. Dobrze spisali się przeciwko Newcastle, ale już starcie z City pokazało ich ograniczenia w konfrontacji z elitą.
Kadrowe zawirowania: Luka w szeregach The Reds
Sytuacja kadrowa Liverpoolu jest niepokojąca, co z pewnością wpływa na ich niestabilność. Poza grą na cały sezon pozostają Conor Bradley i Giovanni Leoni. Na bliżej nieokreślony czas z kadry wypadli również Stefan Bajčetić, Frimpong i Isak. Największym ciosem przed tym spotkaniem jest jednak utrata Dominika Szoboszlaia, który musi pauzować po czerwonej kartce otrzymanej w meczu z City na Anfield. Dobra wiadomość jest taka, że Joe Gomez wrócił do treningów po krótkiej przerwie.
Sunderland ma znacznie lepszą sytuację. Trener Le Bris nie może liczyć na kapitana Granita Xhakę, który wróci do gry dopiero pod koniec miesiąca, a także na Bertranda Traoré. Poza tymi dwoma absencjami, gospodarze dysponują praktycznie pełnym składem, co daje im przewagę w kontekście rotacji i świeżości na własnym, gorącym obiekcie.
Przewidywanie, czyli lądowanie na ziemi
Mimo wszelkich problemów Liverpoolu z "parkowaniem autobusu" przez rywali i ich własnej niekonsekwencji, przyjeżdżają na stadion, który jest niemal niezdobyty. Statystyki i forma wskazują na zacięty bój. Analizując te dane, a widząc desperację gości i twardość gospodarzy, skłaniamy się ku podziałowi punktów. Przewiduję remis.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.