Liverpool szykują transferowy szturm, by ratować spadek formy.
Mistrzowie Premier League z Liverpoolu, mimo trudności w sezonie 2025/2026, szykują się na kolejny lawinowy okres na rynku transferowym. Po rekordowych wydatkach latem, teraz Czerwoni, pod wodzą Arne Slota, muszą załatać dziury, a cel wydaje się być bardzo konkretny: sprowadzenie Adama Whartona z Crystal Palace.
Dlaczego Liverpool desperacko potrzebuje Adama Whartona?
Od momentu odejścia Fabinho w 2023 roku, Anfield dręczy ten sam problem: brak naturalnego defensywnego pomocnika, tak zwanego "szóstki", która dyrygowałaby grą i zabezpieczała tyły. Przyjrzyjmy się tej symfonii niepowodzeń. Jürgen Klopp próbował z tą rolą obsadzić Alexisa Mac Allistera, potem pojawił się Wataru Endo, by w końcu Arne Slot postawił na Ryana Gravenbercha. Holender, choć zdystansował resztę ligi, zostając Młodym Piłkarzem Roku, nadal jest wykorzystywany na pozycji, która nie wykorzystuje jego najlepszych atrybutów.
Liverpool szukał kogoś pokroju Martina Zubimendiego – archetypu metronomu, który płynnie przenosiłby piłkę z obrony do ataku. Gravenberch niby bezpiecznie przyjmuje piłkę od obrońców, ale co dalej? Brakuje mu kluczowych podań, tej progresywnej iskry, której Liverpool potrzebuje do dominacji. To właśnie tutaj na scenę wkracza Adam Wharton. Źródła sugerują, że pomocnik Crystal Palace jest postrzegany jako jeden z najlepszych progresywnych rozgrywających w całej Premier League i idealnie pasuje do wizji budowania gry od tyłu.
Czyżby rewolucja w pomocy była na horyzoncie? Kto musi odejść?
Arne Slot otwarcie zasygnalizował, że latem klub będzie bardzo aktywny na rynku, co automatycznie oznacza, że – by sfinansować nowe transfery – niektórzy obecni gracze muszą pożegnać się z Anfield. I tu pojawia się czerwona flaga przy nazwisku Curtisa Jonesa. Akademiczczyk, pomimo swojego potencjału, nie ugruntował pozycji w wyjściowym składzie pod wodzą Slot, a zbliżający się koniec jego sześcioletniego kontraktu sprawia, że sprzedaż w najbliższym okienku to jedyna szansa na wynegocjowanie sensownej kwoty.
Ale na tym lista potencjalnych odejść się nie kończy. Ostatnio pojawiły się doniesienia o niepewności wokół przyszłości samego Alexisa Mac Allistera. Biorąc pod uwagę, że mistrz świata z 2022 roku nie prezentuje optymalnej formy w sezonie 2025/2026, dyrektor sportowy Richard Hughes może rozważyć szybkie odzyskanie kapitału ze sprzedaży "dziesiątki". Te potencjalne wpływy z transakcji mogłyby być kluczowe dla sfinansowania operacji Wharton.
Jaka formacja powstanie, gdy Adam Wharton wyląduje na Anfield?
Zakładając, że Crystal Palace wyceni swojego talizmana na około 80 milionów funtów, Wharton natychmiast staje się gwarantem pierwszego składu na sezon 2026/2027. Co to oznacza dla Gravenbercha? Kluczowe uwolnienie. Ryan zostałby zwolniony z roli jedynego defensywnego pomocnika i mógłby zająć bardziej naturalną dla siebie pozycję ósmego numeru – box-to-box. Obok niego w potencjalnym tercie środka pola znalazłby się Dominik Szoboszlai, który dzięki nieprzeciętnej sile biegowej i konsekwentnym występom stał się graczem nietykalnym dla Slota.
Jednak ta wizja ma swój haczyk, i to poważny. Taki tercet – Wharton, Szoboszlai, Gravenberch – dramatycznie cierpiałby na brak… fizyczności w środku pola. To była bolączka tej drużyny od dłuższego czasu; często byli oni po prostu zdominowani siłą w bitwach o drugą piłkę. I tu dochodzimy do paradoksu: jeśli Liverpool pozbędzie się Jonesa i Mac Allistera – graczy, którzy mimo wszystko brali udział w fizycznych starciach – to pozyskanie tylko jednego, choć technicznego, Walijczyka, może pogłębić problem.
Ta nierównowaga sugeruje, że konieczny może być drugi transfer do środka pola, i to raczej o profilu walczącym. A co z Ryanem Gravenberchem, który niedawno podpisał sześcioletni kontrakt opiewający na niemałe 280 000 funtów tygodniowo? Jeśli Liverpool sprowadzi kolejnego, bardziej fizycznego pomocnika, jego nowy kontrakt może szybko stać się finansową kotwicą. Bez kwestionowania miejsca Szoboszlaiowi czy Whartonowi, Holender może nagle odkryć, że jego miejsce na liście rezerwowych jest dalekie od tego, na które liczył, podpisując ostatni lukratywny deal.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.