Liverpool musi wygrać z West Hamem, by ratować sezon.
Czy Liverpool wciąż śni swój "scouse dream" czy czeka go bolesny powrót do rzeczywistości?
Sezon pełen sinusoidy: Gdy mistrzowie stają się zagadką
Jedyną stałą rzeczą w tegorocznej kampanii Liverpoolu jest jego absolutna niekonsekwencja. Jeszcze niedawni królowie Premier League, obecnie okupują szóstą pozycję, tracąc szalone 16 punktów do liderującego Arsenalu, mimo że sezon rozpoczęli od idealnych pięciu zwycięstw z rzędu. To istny rollercoaster emocji. Pamiętamy ten moment, gdy „fatalna seria dziewięciu porażek w 12 meczach we wszystkich rozgrywkach” zdawała się pogrzebać sezon, by nagle nadeszła seria trzynastu meczów bez przegranej, która na chwilę ustabilizowała statek. Jednak obecny moment to znów wahadło: dwa zwycięstwa i dwie porażki w ostatnich czterech ligowych występach. Jak mawiał Sam McGuire, Liverpool jest w kłopotliwej sytuacji, a każde potknięcie może sprawić, że w wyścigu o europejskie puchary zaczną tracić dystans do peletonu.
Anfield: Zamek czy zrujnowana forteca?
Niegdyś Anfield było twierdzą nie do zdobycia, miejscem, gdzie rywale tracili nadzieję, zanim jeszcze wyszli na rozgrzewkę. Dziś ta reputacja blaknie. Siódme miejsce w tabeli formy domowej, z zaledwie 24 punktami zdobytymi w 13 meczach na własnym stadionie, to statystyka, która powinna niepokoić Jürgena Kloppa. Z drugiej strony, ich najbliższy rywal, West Ham, pod wodzą Nuno Espírito Santo, prezentuje się na wyjeździe co najmniej solidnie. Choć Młoty mają na koncie zaledwie trzy zwycięstwa na obcych boiskach w tym sezonie, to statystyki formy ogólnej ostatnich pięciu spotkań ligowych stawiają ich de facto przed Liverpoolem, z jednym punktem przewagi. Co istotne, pod wodzą Santiego, West Ham notuje średnią jednego straconego gola na mecz.
Odmienę wizerunku West Hamu widać wyraźnie od początku nowego roku. Zremisowali z Bournemouth i Manchesterem United, a co najważniejsze, wygrali z Sunderlandem i lokalnym rywalem Tottenhamem. Nawet bolesna porażka z Chelsea, w której prowadzili 2:0, nie zatarła pozytywnego wrażenia. Wzmocnienia zimowe z miejsca odcisnęły piętno: przytoczone źródło wskazuje, że defensywa Młotów, z Axel Disasim wypożyczonym z Chelsea, pozostaje nienaruszona, nie tracąc ani jednego gola. Czy Liverpool zdoła przełamać tę nowo nabytą solidność londyńczyków?
Kto pociągnie wózek? Magia duetu kluczowych graczy
Kiedy Liverpool boryka się z niestabilnością, oczy naturalnie kierują się na tych, którzy mają moc kreacji. Cała uwaga skupi się na Florianie Wirtzu. Ten niemiecki playmaker, transferowy hit za 100 milionów funtów, opuścił ostatni mecz z Forest po pechowej kontuzji podczas rozgrzewki. Bez niego na murawie, The Reds wyglądali na drużynę bezradną, pozbawioną polotu w ataku. Wirtz jest absolutnym katalizatorem – bez niego ofensywa staje się tępa.
Dla West Hamu, niezmiennie, centralną postacią pozostaje Jarrod Bowen. To jest piłkarz, który ciągnie ten wózek; on jest ich motorem napędowym. W ostatnich pięciu występach zdobył dwie bramki i zanotował dwie asysty, notując solidną średnią ocen FotMob na poziomie 7,7. Co ważniejsze, jest najlepszym strzelcem drużyny (osiem goli) i jedynym zawodnikiem Młotów z dwucyfrowym udziałem w golach (11). Jeśli Liverpool nie zneutralizuje Bowena, może zapłacić bardzo wysoką cenę.
Kadrowe koszmary kontra pełna ławka
Sytuacja kadrowa maluje wyraźny kontrast. Nuno Espírito Santo dysponuje, jak się wydaje, pełną siłą bojową, co daje mu szerokie pole manewru taktycznego. Po stronie gospodarzy sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Liverpool wciąż zmaga się z absencjami kluczowych graczy. Alexander Isak, strzelec otwierającego gola w ostatnim ich bezpośrednim starciu, będzie pauzował co najmniej kolejny miesiąc. Do tego dochodzą kontuzje kończące sezon dla Conora Bradleya i Giovanniego Leoni, a także brak Jeremie Frimponga. Te ubytki w głębi składu sprawiają, że stabilizacja wyników jest zadaniem tytanicznym.
Jeśli Liverpool ma realne aspiracje do uplasowania się w Top 4, to to spotkanie po prostu musi wygrać. Przegrana dwukrotnie z rzędu w takim momencie może zepchnąć ich w otchłań środka tabeli, zamieniając aspiracje w katastrofę. Będzie to mecz niezwykle zacięty, ale biorąc pod uwagę desperację gospodarzy i potencjał (choć chwilowo osłabiony) w ofensywie, przewidujemy minimalne zwycięstwo: 2:0 dla ekipy z Anfield.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.