Liverpool liczy na stałe fragmenty gry mimo absencji kluczowych graczy.

Niewiarygodne zwroty akcji w Premier League – Liverpool, mimo przeciwności losu, notuje fenomenalną serię, a nadchodzący mecz z Wilkami (Wolves) zapowiada się na ostatni bastion przed potencjalnym awansem do czołówki. Czy „The Reds” zdołają utrzymać ten kurs, czy też czai się za rogiem kolejna pułapka?

Magia po odejściu specjalisty: Jak Liverpool odmienił swoją grę z rzutów stałych?

Patrząc na tabelę formy, można by przysiąść z wrażenia. Liverpool sensacyjnie zajmuje trzecie miejsce, zgarniając 12 punktów na możliwych 15 w ostatnim okresie. Wyprzedzają ich jedynie Manchester United i Manchester City, obie drużyny z 13 punktami. To jest prawdziwy fenomen, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak kreślono przyszłość klubu w tym sezonie.

Najbardziej uderzająca zmiana dotyczy stałych fragmentów gry. W 2026 roku Liverpool stał się absolutnym królem wznowień z miejsca! Strzelili osiem bramek po takich zagraniach od początku roku kalendarzowego. To oszałamiająca metamorfoza, szczególnie po tym, jak pod koniec grudnia rozstano się z analitykiem stałych przygotowań, Aaronem Briggsem. Ostatnio, w pogromie 5:2 nad West Hamem United, mistrzowie Anglii wbili trzy gole właśnie po stałych fragmentach, i to wszystko w pierwszej połowie. Czyżby zwolnienie coacha stało się najlepszym "transferem" klubu?

Zwycięstwo nad Młotami (West Ham) wywindowało ich na piątą pozycję, zaledwie trzy punkty za trzecim Manchesterem United. Mimo dziewięciu porażek w dwunastu spotkaniach na wczesnym etapie kampanii, Liverpool nadal ma szansę na finisz w pierwszej trójce. Kibice z Anfield, po burzliwym sezonie, znów patrzą optymistycznie w lustro.

Czy osłabione Wilki mogą zaskoczyć odmienione Liverpoolskie maszyny?

Zupełnie inna melodia gra w Wolverhampton Wanderers. „Wilki” tkwią na dnie tabeli, co dla nich nie jest nowością, ale ich ostatnia forma zaskakuje pozytywnie. Zremisowali z Nottingham Forest, a potem zdołali odrobić dwa gole straty przeciwko Arsenalowi, kończąc mecz wynikiem 2:2. Ostatnio pokonali Aston Villę 2:0, co daje im cichą nadzieję na sprawienie kolejnej niespodzianki przeciwko Liverpoolowi.

Warto jednak zauważyć, analizując statystyki ostatnich występów Liverpoolu, że tracą oni kontrolę nad posiadaniem piłki. Przegrali tę statystykę z Sunderlandem, Nottingham Forest, a nawet West Hamem, który wygrał bitwę xG (oczekiwane gole) na Anfield. Choć Wolves nie są tak zabójczy w ataku – zajmują 18. miejsce w xG i są jednymi z najsłabszych pod względem strzelonych goli – to teraz zaczęli trafiać do siatki. To musi niepokoić ekipę gości, która nie jest już tak dominująca pod względem kontroli meczu.

Kto załatwi robotę, gdy wielcy grają słabiej? Kluczowe postaci

W obliczu kontuzji Alexandra Isaka i Floriana Wirtza oraz wyraźnego kryzysu Mohameda Salaha, cała ofensywna uwaga skupia się na Hugu Ekitike. Francuz otworzył wynik przeciwko West Hamowi w sobotę i dorzucił dwie asysty w tym pamiętnym zwycięstwie 5:2. Na ten moment ma 11 goli i 4 asysty, rozgrywając nieco mniej niż 1700 minut. To prosta arytmetyka: jeśli zatrzymasz Ekitike, prawdopodobnie zatrzymasz tę aktualną wersję Liverpoolu.

Dla gospodarzy, czyli dla Wolves, głównym punktem zapalnym będzie Mateus Mané – zawodnik, który znajduje się rzekomo na celowniku transferowym Liverpoolu. Z zaledwie dwoma bramkami i jedną asystą w całym sezonie, nie jest on maszyną do generowania statystyk, ale to autentyczne zagrożenie, które może sprawić ekipie gości mnóstwo problemów. Dobry występ przeciwko byłemu/przyszłemu pracodawcy to zawsze najlepsza wizytówka w oknie transferowym.

Stan liczebny składów: Kto zagra, a kto odpoczywa?

Dla gospodarzy najważniejszą nowiną jest powrót Hwang Hee-chana po urazie łydki, jakiego doznał w lutym przeciwko Chelsea. Ponadto, Ladislav Krejčí jest dostępny po odbyciu zawieszenia. Kadra Wolves wygląda więc solidniej.

Liverpool ma znacznie trudniej. Wirtz jest wyłączony z powodu problemów z plecami, a poza tym nie zagrają Isak, Wataru Endo, Conor Bradley i Giovanni Leoni. Pewnym plusem dla trenera Arne Slota jest powrót do składu Jeremiego Frimponga, co daje mu dodatkową opcję na prawej obronie. Jednakże, te liczne absencje rzucają cień na zdolność Liverpoolu do dominacji w środku pola i ataku. Odczuwalne to będzie, szczególnie w intensywnym okresie meczowym.

Przewidujemy, że nadchodzące spotkanie, tuż przed starciem w FA Cup w piątek wieczorem, zakończy się brzydkim, minimalnym zwycięstwem Liverpoolu 2:1. Nie będzie tu fajerwerków analizy statystycznej, a raczej walka charakterów.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.